Mecz dziewiątej kolejki Ekstraklasy pomiędzy Koroną Kielce a GKS-em Bełchatów zakończył się zwycięstwem gospodarzy 3:1. Goście zagrali spotkanie w osłabieniu, gdyż czerwoną kartkę obejrzał Mate Lacić.
Jako pierwsi zaatakowali gracze gospodarzy, kiedy Maciej Korzym posłał prostopadłe podanie w stronę Andrzeja Niedzielana. Najskuteczniejszy strzelec Ekstraklasy niestety nie zdołał dojść do piłki, a obrońcy gości wyjaśnili sytuację. Po nieco ponad kwadransie spotkania Koronie udało się uzasadnić swoją przewagę. Podopieczni Marcina Sasala przeprowadzili dynamiczny kontratak, zakończony dobrą centrą, a własnego bramkarza pokonał Tanevski.

Korona po zdobyciu bramki starała się nadal zaskakiwać gości z kontry, oddając nieco pole gry rywalowi. Niebezpieczną akcję Bełchatowa zainicjował Jovanović, po czym oddał piłkę Korzymowi, który strzelił, ale Sapela spokojnie złapał futbolówkę.
Drugą połowę lepiej rozpoczęli bełchatowianie, którzy już po sześciu minutach wyrównali stan rywalizacji. Po fatalnym błędzie linii defensywy Da Silva idealnie wystawił piłkę Maciejowi Małkowskiemu, który niepilnowany pokonał Zbigniewa Małkowskiego. Niestety, tuż po zdobyciu gola, drugą żółtą kartkę w meczu obejrzał Mate Lacić i GKS musiał kończyć mecz w osłabieniu.
Ponowne prowadzenie piłkarzom Korony dał Maciej Tataj, który huknął z woleja, wykorzystując dobre dośrodkowanie Golańskiego. Można więc powiedzieć, że napastnik gospodarzy zaliczył znakomite wejście, godnie zastępując Andrzeja Niedzielana w formacji ataku.
Gracze Marcina Sasala, po strzeleniu drugiej bramki, nie spieszyli się w rozgrywaniu piłki, co starali się wykorzystać zawodnicy GKS-u. Na niecały kwadrans przed zakończeniem rywalizacji Edi Andradina zamienił rzut karny na gola, podwyższając prowadzenie Korony. W końcówce sędzia Jarzębak jeszcze przed końcem meczu odgwizdał zakończenie rywalizacji, co zbulwersowało trenera Bartoszka. Szkoleniowiec Bełchatowa wylądował na trybunach.











