Pep Guardiola otrzymał potężny nokdaun. Będzie potrafił się podnieść?


Zaczęło się odliczanie. Manchester City musi wstać na nogi, żeby odbić ostatni atak Tottenhamu

20 kwietnia 2019 Pep Guardiola otrzymał potężny nokdaun. Będzie potrafił się podnieść?

Każdy klasowy przeciwnik zadaje cios, który przygotowuje do zadania kolejnych. Atak, atak, atak i w końcu nokaut. Niestety Pep Guardiola dał się wciągnąć w tę serię i wszystko wskazuje na to, że jeśli w niej pozostanie – wyjdzie z ringu, ale na noszach. Pierwszy nokdaun w Lidze Mistrzów doprowadził do poważnego uszczerbku na zdrowiu, a drugi, który za chwilę może nadejść, zakończy walkę. Pep! Pięć, cztery, trzy...


Udostępnij na Udostępnij na

Widownia czeka na jakąkolwiek reakcję, podczas gdy poszkodowany Manchester City zaczyna sobie przypominać, że „to już kiedyś było”. Co prawda z innym przeciwnikiem, ale w podobnych okolicznościach i również w krótkim odstępie czasu na dwóch kluczowych frontach. Kiedy? Niedawno, bo w 2018 roku i to z aktualnie głównym rywalem w walce o mistrzostwo, czyli Liverpoolem. Wtedy los dla „Obywateli” był brutalny, bo przyniósł aż trzy porażki (dwie w ćwierćfinale LM). Stąd pojawia się pytanie: historia zatoczy koło?

Guardiola posiada poważną skazę?

W marcu tego roku pewien madrycki klub padł ofiarą czegoś, co teraz nieuchronnie zbliża się pod mury Etihad Stadium. To prawdziwa seryjna zaraza, która w kilka chwil potrafi wywołać prawdziwą katastrofę. Jeżeli Guardiola wraz ze swoim zespołem nie zdąży zareagować na czas, jej skutki w postaci odpadnięcia z walki o dwa najważniejsze trofea staną się nieodwracalnym faktem. W przypadku Realu Madryt zabójcze widmo przybrało postać Barcelony, a tutaj za rolę niszczyciela marzeń odpowiada Tottenham.

Gdy cofniemy się w czasie i przypomnimy sobie feralne porażki City z „The Reds”, odnotujemy ewidentną analogię. Polega ona na tym, że postać hiszpańskiego wizjonera nie radzi sobie z natłokiem starć przeciwko jednemu klasowemu rywalowi. Zeszłoroczne starcia z Liverpoolem doskonale to pokazują: najpierw przegrana 3:4 w lidze, a potem 0:3 i 1:2 w Lidze Mistrzów. I o ile wtedy wynik ligowego spotkania nie był tak bolesny w skutkach, o tyle od meczu z Tottenhamem zależy właściwie wszystko.

Wobec wizji kolejnego upadku pojawia się wątpliwość, czy Guardiola potrafi odpowiednio przygotować drużynę do natychmiastowej rehabilitacji. Rok temu akurat tego elementu raczej zabrakło, dlatego triumf w Lidze Mistrzów pozostał jedynie w sferze marzeń. Jeśli dzisiaj historia porażki w trzech rozdziałach się dopełni, nikt nie będzie miał wątpliwości, że losy bitwy o Anglię zostaną rozstrzygnięte. Juergen Klopp nie przypomina człowieka, który swój największy sukces w karierze trenerskiej mógłby wypuścić z rąk ot tak.

Geniusz, który nadmiernie dąży do perfekcji?

To brzmi jak absurd. Skoro ktoś na każdym kroku pragnie osiągać wyżyny swoich możliwości, musi w końcu odnieść sukces. Ale jeśli w najbardziej newralgicznych punktach zaczyna działać wbrew sobie, szukając niepotrzebnych alternatyw, utrudnia sobie życie. I – co może zabrzmieć kuriozalnie – działania Pepa Guardioli idealnie wpisują się w ten obraz. Obraz szachisty, który w kluczowych partiach tak próbuje zaszachować swojego przeciwnika, że koniec końców neutralizuje samego siebie.

A żeby nie być gołosłownym, przytoczę konkretne sytuacje. Batalie z 2018 roku stoczone z Liverpoolem i te ostatnie z Tottenhamem (zwłaszcza mecz na White Hart Line) mają podobieństwa. Przede wszystkim hiszpański szkoleniowiec podchodził do tego typu pojedynków bardzo zachowawczo, odbierając swojemu zespołowi najważniejsze atuty. Są nimi m.in. ustawienie na boisku dwóch ofensywnych pomocników i tylko jednego defensywnego oraz duża aktywność bocznych obrońców. I tego właśnie zabrakło.

Credo Guardioli, czyli granie w „trójkątach”, było na połowie rywala znacznie utrudnione. Do tego cofnięci defensorzy nie dołączali zbyt często do podwajania ataku na skrzydle, przez co Liverpool i Tottenham dostawali swego rodzaju taryfę ulgową. Te szczegóły dotyczące nastawienia czy taktyki przygotowane przez Guardiolę nie zdawały egzaminu. Zamiast przygotować sposób, w jaki prezentuje się Manchester City na co dzień, były trener Barcelony chciał zaskoczyć czymś innym. Czas pokazał, że to niepotrzebny błąd.

Jak po ogromnej porażce zadziała psychologia?

Nie da się ukryć, że „Obywatele” są w tej chwili rozbici. A przynajmniej byli po środowym starciu z Tottenhamem w Lidze Mistrzów. Żeby sytuacja sprzed roku pozostała jedynie nieprzyjemnym wspomnieniem, Guardiola nie może pozwolić, by klęska na jednym froncie wpłynęła na wynik gdzie indziej. Na horyzoncie wciąż widnieje jeszcze jedna okazja do wielkiego triumfu, a ku temu może nie być lepszej okazji. Na drodze bowiem stoi zmęczony i poszatkowany kontuzjami Tottenham, na którym należy się zemścić.

I oto pojawia się ostatnie pytanie: jak piłkarze Manchesteru City zareagują na kolejny niezwykle ważny mecz, skoro jeszcze przed chwilą najważniejsze starcie tego sezonu przegrali? Z Liverpoolem nie udało się odbić od dna w Lidze Mistrzów, a teraz może nie udać się powrót do zwycięskiej passy w Premier League. Co prawda u siebie City niezmiennie wygrywa od 22 grudnia, ale do tej pory stawka nie była tak wysoka. Jeśli Guardiola przegra tę ostatnią partię – przegra wojnę i pokaże swoją największą słabość.

 

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze