Manuel Pellegrini między Młotem a kowadłem


West Ham znajduje się w kryzysie, a fatalna seria porażek zbliżyła go do strefy spadkowej. Czy Manuel Pellegrini zachowa posadę?

25 listopada 2019 Manuel Pellegrini między Młotem a kowadłem

Zwycięstwo nad Manchesterem United 22 września 2019 roku to ostatnia wygrana West Hamu United w lidze. Od tamtego czasu klub znajduje się w kryzysie. 16. lokata w tabeli i fatalna seria siedmiu kolejnych meczów bez wygranej. Nic więc dziwnego, że w trakcie przegranego meczu z Tottenhamem Hotspur pod adresem drużyny pojawiły się przeraźliwe gwizdy. Czy Manuel Pellegrini pożegna się z pracą w stołecznym klubie?


Udostępnij na Udostępnij na

Jak na jego dyplomatyczną naturę przystało, Pellegrini starał się bagatelizować zachowanie swoich kibiców. – Gdy idzie nam źle i nie wygrywamy, to oczywiste, że musimy liczyć się z taką reakcją fanów. Nie wygraliśmy już wielu meczów na własnym stadionie. Jednakże w głębi serca Chilijczyk zapewne wie, że jego sytuacja w klubie jest gorsza niż kiedykolwiek. Mając takie zaplecze kadrowe jak to w West Hamie, jego drużyna gra zdecydowanie poniżej własnych możliwości. A cały koszmar zaczyna się od tyłów.

Od Fabiańskiego do najgorszego bramkarza w lidze

Dziennikarz Matt Law w trakcie meczu z Tottenhamem napisał, że gdyby Roberto grał w bramce West Hamu przez cały sezon, spadliby z ligi. Ostre, ale jak najbardziej uzasadnione słowa krytyki wobec hiszpańskiego golkipera. Od momentu kontuzji Fabiańskiego zjazd w bramce tej drużyny jest dramatyczny. Roberto jest wszakże tego rodzaju bramkarzem, który wprowadza cię w drżenie rąk przy każdym zbliżeniu się piłki do granic własnego pola karnego. Elektryczny na przedpolu, niepewny chwyt oraz praktycznie nieobecna działalność na linii bramkowej.

Można się zastanowić nad tym, jak zawodnik tej jakości znalazł się w zespole ekipy Premier League. W ostatnich pięciu spotkaniach można przecież przypisać mu winę przy aż siedmiu straconych golach swojej ekipy. Piorunująca różnica w stosunku do naszego rodaka, który w poprzednim sezonie wybronił swojemu klubowi na plus aż dwanaście bramek (wg Opty). I choć nie można sprowadzać całego kryzysu West Hamu tylko do roli bramkarza, to zdecydowanie tam należy szukać jego najbardziej palących punktów.

„Młoty” straciły już 23 bramki w tym sezonie, co jest wynikiem lepszym tylko od Norwich i Southampton. Taka postawa Roberto ma na to dwojaki wpływ – nie dość, że sam popełnia kuriozalne pomyłki, to przez niego cała linia obrony gra ze zwiększonym poczuciem niepewności. Podobnie jak kiedyś efekt Kariusa wpływał na defensywę „The Reds”. A przecież prędko Fabiański nie wróci do gry – według prognoz dopiero po nowym roku.

West Ham nie biega

Kolejnym kamyczkiem do ogródka Pellegriniego jest to, jak mało jego zespół walczy i biega na boisku. Proszę sobie wyobrazić, że w ŻADNYM meczu z dotychczasowych 13 ligowych kolejek piłkarze „Młotów” nie przebiegli więcej kilometrów od swoich rywali (dane: Sky Sports). Mało tego, londyńczycy plasują się na ostatnim miejscu w tabeli pod względem odbiorów na połowie przeciwnika, które zakończyły się strzałem. Jasne, nie każdy może sobie pozwolić na morderczy gegenpressing rodem z Liverpoolu. Jednak tak pasywna postawa na boisku musi odbić się negatywnie na wynikach.

I trudno tutaj winić kogokolwiek innego niż menedżera. To nie jest przecież tak, że zawodnikom West Hamu nie zależy. Znajduje się tam kilku naprawdę solidnych graczy, którzy z pewnością chcieliby się pokazać od lepszej strony. Ale może nie mogą przez jakkolwiek źle prowadzone treningi czy samą taktykę? Pamiętamy przecież wszyscy postawę Yayi Toure w Manchesterze City za rządów Chilijczyka i jego trucht w półfinale Ligi Mistrzów. Może po prostu Pellegrini jest przesadnie dobrym wujkiem, a za mało wymagającym szefem?

Pellegrini i marnowany potencjał kadrowy

Niestety, utytułowany to obecnie wszystko, co dobrego można powiedzieć o 66-letnim Pellegrinim. Mimo spektakularnych sukcesów w Villarrealu, Maladze, dobrych liczb w Realu Madryt czy mistrzostwa Anglii z Manchesterem City czas tego menedżera wydaje się dobiegać końca. Nie byłoby chyba dużą przesadą stwierdzenie, że pod jego wodzą West Ham nie zrobił żadnych postępów.

A przecież tam naprawdę jest kim grać. Sprowadzony za 24 miliony funtów Fornals wydaje się cieniem tego błyskotliwego piłkarza z La Liga. Felipe Anderson miewał przebłyski świetnej gry, ale jest zbyt nieregularny. Haller mimo wielkich oczekiwań nie strzelił gola w lidze od sierpnia. Nazwiska robią wrażenie, ale ci zawodnicy najwyraźniej nie potrafią wyzwolić z siebie całego potencjału. Są jakieś zalążki dobrej gry – w końcu West Ham znajduje się w górnej połowie tabeli, jeśli chodzi o liczbę wymienianych podań. Jednak często jest to apatyczne klepanie dla samego klepania.

Obecna postawa West Hamu kłóci się z ambicjami, jakie londyńscy kibice mieli przed tym sezonem. „Młoty” od dłuższego czasu bowiem są tym zespołem, który desperacko próbuje wyrwać się z pozycji ligowego średniaka, ale systematycznie mu to nie wychodzi. Drużyna, która miała atakować europejskie puchary, obecnie ma tylko trzy punkty przewagi nad strefą spadkową Premier League. I to mimo znacznego wsparcia finansowego. Pellegrini otrzymał przecież na transfery aż 170 mln euro przez dwa sezony. Ale kompletnie nie przekłada się to na wyniki.

Pellegrini na wylocie?

Nic więc dziwnego, że w Londynie bardzo silnie myśli się o zastąpieniu drogiego Chilijczyka. Pellegrini zarabia przecież aż 7 mln funtów rocznie. To najwięcej w historii klubu i niemalże dwukrotnie więcej niż jego poprzednicy. To także stawia go w gronie najlepiej opłacanych menedżerów w lidze. Dla porównania: tyle samo w Liverpoolu zarabia przecież Juergen Klopp.

Czas temu trenerowi może kupić kilka okoliczności. Po pierwsze, nie ma chyba na rynku odpowiedniego następcy Chilijczyka, który z miejsca wkroczyłby do drużyny West Hamu i gwarantowałby poprawę wyników. Choć niektóre angielskie media zaczynają nieśmiało wymieniać nazwisko Rafy Beniteza. Sam Pellegrini ma jeszcze ważny kontrakt przez 19 miesięcy, więc ewentualne zwolnienie pociągnie za sobą prawdopodobnie dodatkowe koszty. Po trzecie, jeśli „Młoty” dociągną jakoś do momentu powrotu Fabiańskiego, to może wtedy gra obronna drużyny wystarczająco się poprawi.

Na niekorzyść Pellegriniego może zaś działać terminarz. „Młoty” dopiero co rozegrały bowiem derby Londynu, a w następnej kolejce jadą na Stamford Bridge. Później na Molineux i starcie z Wolves. A jeszcze później kolejne derby i domowy mecz z Arsenalem. Dość marna perspektywa dla trenera, który desperacko szuka jakichkolwiek punktów. Nie zdziwimy się zatem, jeśli ostatecznie to w West Hamie dojdzie do następnej zmiany warty w Premier League.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski