Śląsk wygrywa kolejny mecz pod wodzą Oresta Lenczyka, zdobywając także gola po bezpośredniej asyście z autu. Mariusz Pawelec zapewnia, że atutem wrocławskiego klubu są stałe fragmenty gry.
Kilka dobrych meczów w defensywie w Twoim wykonaniu. Czas więc pokazać się w ofensywie, tym bardziej, że i Przemysław Kaźmierczak i Piotr Celeban ten aspekt mają opanowany do perfekcji. Kiedy więc możemy spodziewać się Pana premierowej bramki?

Cieszę się, że tę pierwszą już mam za sobą, kiedy to zaliczyłem trafienie z Arką Gdynia, bo bardzo na to czekałem. Na pewno chciałbym bardzo dalej zdobywać gole, ale jestem obrońcą i rozliczany jestem z gry defensywnej. Przede wszystkim muszę dbać o to, by zabezpieczać tyły, a jeśli uda mi się wykonać jakiś rajd pod bramkę przeciwnika i zaliczyć trafienie, to pokazuję swoje atuty.
Dzisiaj obrońcy muszą być bardzo uniwersalni, bo jak wiadomo grają na całej długości boiska.
Oczywiście, widać jak grają piłkarze na skrzydłach, podłączając się do akcji w ofensywie. Jednak nie jest sztuką zapędzać się pod bramkę rywala, a następnie nie mieć sił by wrócić, tworząc lukę w bloku obronnym. Dobra gra z tyłu łączona z efektywnością w ataku to ideał każdego bocznego defensora.
Zastępując kontuzjowanego Spahicia wyglądał Pan na lewej stronie boiska bardzo solidnie. Jak jednak czuł się Pan przy tej linii boiska, bo nominalnie jest Pan prawym obrońcą?
Od najmłodszych lat byłem stawiany na lewej stronie i od tamtej pory nie sprawia mi to większej różnicy. Oczywiście, grając więcej niektóre zachowania są wypracowywane automatycznie i jest nieco łatwiej.
Co stało się w końcówce spotkania, kiedy Śląsk po stracie głupiej bramki zafundował sobie nerwową końcówkę?
Stracony gol wprowadza sporo nerwowości. Broniliśmy się, Lechia zaatakowała większą liczbą zawodników, ale my postawiliśmy się. Każdy chciałby, abyśmy do końca grali ładnie, przyjemnie dla oka, ale czasami trzeba zaparkować autokar w bramce. Nikt nie będzie pamiętał o tej sytuacji, a my dopisujemy kolejne trzy punkty.
Kto był odpowiedzialny za krycie Luki Vućko, strzelca jedynej bramki dla Lechii?
Trudno mi powiedzieć, mamy rozpisane krycie indywidualne, więc ja dbam o swojego rywala. Wiem jednak, że to ja przedłużyłem dośrodkowanie, które wpadło wprost pod nogi Vućki.
Mistrza Polski też będziecie chcieli zaskoczyć ze stałych fragmentów gry?
To są nasze mocne punkty, chcemy z tego korzystać. Nic tutaj nie dzieje się z przypadku. Sebastian Mila potrafi tak wypieścić piłkę, że ta trafia wprost na głowę któregoś z kolegów. Wtedy nawet jak nam nie idzie, to ratują nas stałe fragmenty.











