Na początku sezonu był jednym z najbardziej krytykowanych piłkarzy GKS-u Bełchatów. Paweł Lenarcik, bo o nim mowa, zgodził się udzielić naszemu wortalowi wywiadu, w którym tłumaczy, że krytyką się nie przejmuje. A najlepszym dowodem na to, jak sam przekonuje, są obecne wyniki jego drużyny. Lenarcik bowiem ma już na koncie cztery czyste konta i – co równie istotne – nie wyciągał piłki z siatki od ponad 315 minut! O tym i nie tylko opowiada w rozmowie poniżej.
Podobno piłkarze nie przejmują się zbytnio krytyką ze strony kibiców. Jak to wygląda w Pana przypadku?
To zależy. Nie spotkałem się jeszcze z bezpośrednią krytyką. Nigdy żaden kibic nie podszedł do mnie i nie powiedział mi prosto w oczy, że coś zrobiłem źle, że słabo zagrałem. Z krytyką się spotykam, ale bardziej wewnątrz drużyny. A to jakieś uwagi ma do mnie kolega z zespołu, a to trener ma mi coś do przekazania. Ale to jest krytyka konstruktywna, którą zresztą doceniam. Zdarza się, że ktoś mi przekaże, że jakiś kibic coś tam napisał na mój temat, ale to jest normalne. Kiedy o tym dyskutuję, to bardziej obracam to w śmiech. W ogóle mnie to nie rusza. Nigdy nie miałem z tym problemu. Każdy ma swoje zdanie i może je wyrazić. Tym bardziej w internecie, gdzie może to uczynić niemal anonimowo…
Zdarza się Panu czytać komentarze kibiców po meczach? Czy to na forach internetowych, czy w mediach społecznościowych?
Nie. Raczej unikam takich rzeczy. Nieraz ktoś mi powie, przeważnie ktoś z rodziny, że coś o mnie w internecie pisali, ale jak już powiedziałem, staram się unikać takich rzeczy i jeśli nawet jest tam coś obraźliwego, to wolę to obrócić w żart, niż z tym w jakiś sposób walczyć. Nie mam zamiaru przejmować się takimi zbędnymi rzeczami. Mam rodzinę, która wspiera mnie w tych lepszych i gorszych chwilach. To znacznie ważniejsze. A że ktoś napisze coś złego o mnie? Jego wybór. Nie obchodzi mnie to.
Zmierzam do tego, że na początku sezonu doświadczył Pan niemałej krytyki ze strony sympatyków GKS-u. A to za kiepski mecz z Legią czy później z ŁKS-em…
Cóż, zdarza się. Mecz z Legią nam kompletnie nie wyszedł. Sześć razy musiałem wyciągać piłkę z siatki, ale należy pamiętać, że mieliśmy wówczas niemal całkowicie odnowioną ekipę. Byliśmy w treningu niecały tydzień. Trudno mówić w takich okolicznościach o dobrym zgraniu. Być może powinienem był się lepiej zachować przy którejś z bramek, ale już czasu nie cofnę. A mecz z ŁKS-em? Wolę go zostawić dziennikarzom i kibicom do interpretacji. Rozmawiałem na ten temat z naszym trenerem bramkarzy i, jeśli mam być szczery, to jego zdanie mnie bardziej interesowało niż opinie kibiców.











