Patryk Załęczny został odwołany z funkcji prezesa Śląska Wrocław. Oficjalnego komunikatu jeszcze nie ma, ale według moich informacji to tylko kwestia godzin. Na to odwołanie zanosiło się już od dłuższego czasu. Prezes Załęczny w swoją rolę wszedł z przytupem. Swoją otwartością i sposobem komunikacji zauroczył wrocławskich kibiców. Niestety, to zauroczenie trwało krótko. Załęczny finalnie się pogubił i zrujnował wszystko równie szybko jak zbudował.
Załęczny stanowisko prezesa objął we wrześniu 2023 roku. Przejął funkcję od Macieja Potockiego, który jako członek rady nadzorczej klubu mógł pełnić obowiązki prezesa maksymalnie przez trzy miesiące. W czasie jego kadencji Śląsk Wrocław zdobył wicemistrzostwo Polski i grał w eliminacjach do europejskich pucharów. Niestety skończyło się tragicznie, bo ostatecznie Załęczny żegna się ze stanowiskiem jako wicemistrz, który najprawdopodobniej spadnie z ligi.
Na początku był PR
Załęczny wskoczył na stanowisko prezesa z pozycji dyrektora ds. komunikacji i sprzedaży. Będąc jeszcze w tej roli, zaczął skradać serca kibiców. Pojawiał się w twitterowych pokojach, gdzie chętnie odpowiadał na pytania. Z miejsca stał się ulubieńcem fanów Śląska. W końcu po latach stosowania taktyki oblężonej twierdzy ktoś z klubu zdecydował się do nich wyjść i otwarcie z nimi rozmawiać. To nie wszystko, bo Załęczny nie tylko do kibiców mówił, lecz także ich słuchał. Brał pod uwagę ich pomysły na usprawnienie działania klubu, wykorzystywał pomysły marketingowe. To była naprawdę owocna współpraca na linii klub – kibice, która skutkowała także wynagradzaniem kibiców poprzez wyświetlanie podziękowań dla nich na telebimach w trakcie meczów.
Z rozmów, które odbyłem z wieloma kibicami, wynika, że nie tylko dziennikarz Marcin Torz otrzymał – skandaliczną zresztą – propozycję pracy w klubie. Prezes Załęczny zatrudnienie proponował również niektórym kibicom. Problem w tym, że ci kibice na obiecane przez Załęcznego oferty czekają do dziś.
Organizowano także spotkania z fanami w stadionowym barze, podczas których można było porozmawiać z prezesem, dyrektorem sportowym czy trenerem. Wszyscy cierpliwie odpowiadali na pytania, a prezes zapewniał, że te spotkania będą odbywać się cyklicznie. To wszystko sprawiło, że Załęczny w krótkim czasie zbudował sobie armię fanów, którzy stali za nim murem.
Oczywiście najważniejszą rolę odgrywały w tym wyniki osiągane przez drużynę. Wiadomo, że łatwiej jest, kiedy klub osiąga dobry wynik sportowy.
Koniec tej miłości
Sielanka nie trwała jednak długo. Jakość komunikacji prezesa z kibicami spadała wprost proporcjonalnie do wyników drużyny. Załęczny zaczął odpinać się od dyskusji, w których padały w jego kierunku trudne pytania. Pojawiały się też pojedyncze bany. Nie było to banowanie na taką skalę, z jakiej słynął jego przełożony Jacek Sutryk, ale jednak. Z czasem Załęczny całkowicie odciął się od tego, co dało mu popularność i sympatię fanów. Komunikował się już jedynie tylko przez zaprzyjaźnione media, które oczywiście nie oczekiwały odpowiedzi na trudne pytania. To ograniczenie komunikacji tłumaczył chęcią poświęcania większej ilości czasu swojej rodzinie.











