Patryk Małecki – niepokorny, niesubordynowany, zawsze mający własne (niekoniecznie poprawnie skonstruowane) zdanie na każdy temat. Bad boy polskiego futbolu w ligowym wydaniu. Szybki, dynamiczny, przebojowy – Kamil Grosicki w wersji light. Tak było kiedyś. Dziś żal patrzeć na Małeckiego, który przypomina dziecko kwiatu w betonowej dżungli.
– Człowiek zapier****, stara się kur** – tą reakcję Patryka Małeckiego zna chyba każdy. Wszyscy mamy przed oczyma widok wściekłego piłkarza, który brutalnym kopniakiem nokautuje budkę dla rezerwowych. Niegdyś Małecki całkiem nieźle radził sobie z kopaniem piłki, teraz upatrzył sobie inne, mniej mobilne cele. Pytanie brzmi, co się stało, że Małecki z każdym kolejnym meczem coraz bardziej pogrąża się w swojej przeciętności.
Wiślacki Totti
– Jeśli nie uda mi się wyjechać na Zachód, chcę zostać w Wiśle kimś na wzór Francesco Tottiego czy Stevena Gerrarda – tak w Lidze+ Extra mówił Patryk Małecki na temat swojej przyszłości. Był marzec 2011 roku. Wówczas jako piłkarz krakowskiej Wisły przeżywał bodaj najlepszy okres w swojej karierze. Sezon 2010/2011 zakończył z dorobkiem siedmiu goli i siedmiu asyst, był jednym z głównych architektów tryumfu „Białej Gwiazdy” w ekstraklasie. Kochali go kibice, uwielbiał go trener Maaskant, dziennikarze wpychali go w szerokie ramiona Franciszka Smudy, który kompletował kadrę pod kątem Euro 2012. Małecki był na ustach wszystkich i mimo że wciąż był kontrowersyjny (warto w tym momencie wspomnieć chociażby o sytuacji, gdy odmówił wyjścia na mecz sparingowy z Hannoverem), Polska nosiła go na rękach. A miało być jeszcze lepiej.
17 sierpnia 2011 – Wisła Kraków podejmuje Apoel Nikozja w pierwszym meczu IV rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Krok od piłkarskiego raju, krok od zastrzyku pieniędzy, który wywindowałby Wisłę wysoko ponad szarą rzeczywistość ekstraklasy. 70 minut wyrównanego meczu, żadna z drużyn nie chce ryzykować, gdzieś z tyłu głowy piłkarzy pojawia się myśl, że nie warto stawiać wszystkiego na jedną kartę, że to tylko pierwszy etap. Ktoś musi przerwać impas, a swoją kandydaturę zgłosił Patryk Małecki. Kto jest za? Kto przeciw? Kto się wstrzymał? Wniosek przyjęty jednogłośnie.
– To wszystko na oczach selekcjonera Franciszka Smudy – krzyczał Mateusz Borek, wznawiając medialną ofensywę mającą na celu wepchnięcie Małeckiego do kadry. W 2011 roku pewniakiem do gry na polsko-ukraińskim czempionacie był Błaszczykowski, ale na lewej flance mieliśmy spore problemy, co na dobrą sprawę nie zmieniło się do dnia dzisiejszego. Małecki miał być jednym z potencjalnych skrzydłowych na Euro. Trener Smuda był jednak uparty i z perspektywy czasu trzeba powiedzieć, że mimo wszystko miał rację.











