Nie ma mocnych na lodnyński Arsenal. Tym razem na Emirates Stadium zostali pożarci piłkarze Aston Villi.
Piłkarze z Birmingham wybrali sobie najgorszy czas na odwiedziny Emirates Stadium. Londyńczycy wygrali sześć ligowych meczów z rzędu i mieli ochotę na więcej, bo od marca 2007 roku nie mieli aż serii siedmiu kolejnych zwycięstw.

Goście z Birmingham nie byli wystarczająco silni, by sprostać naporowi Arsenalu już od początku spotkania. Cofnięci głęboko, z Emilem Heskeyem na jednym skrzydle, Markiem Albringhtonem na drugim i Gabrielem Agbonlahorem na szpicy, czyhali na kontry, a piłkarzom Wengera dostawili grę w piłkę.
Już w 16. minucie spotkania Gervinho wstrzymał tempo akcji i zagrał do stojącego w polu karnym Gibbsa. Anglik dostał piłkę i ruszył pod linię końcową. Dopiero stamtąd silnie uderzył po długim rogu. Futbolówka prześlizgnęła się pod interweniującym Givenem i zatrzepotała w siatce.
„Kanonierzy” dalej grali swoje. Kilka chwil później Thomas Vermaelen przekopał całe boisko. Piłkę na prawym skrzydle otrzymał Walcott i przyjmując futbolówkę, ruszył z nią w pole karne. Tam obrońcy „The Villans” ledwo co zdążyli powstrzymać szarżującego Anglika. Co nie udało się wtedy, udało się w 25. minucie.
Spokojnie biegający sobie w środku pola Alex Song jakby od niechcenia zagrał ponad głowami obrońców do wchodzącego w „szesnastkę” angielskiego skrzydłowego. Walcott, będąc totalnie sam, przyjął futbolówkę na pełnym spokoju i wchodząc w piłkarski żargon, mógł zapytać Givena, w który róg ma uderzyć. Chwilę później piłka znalazła się w siatce tuż przy krótszym słupku.
Goście z uporem adresowali piłki do Albringhtona. Jednak tego dnia Anglik nie potrafił wygrać pojedynku czy to z Gibbsem, czy pomagającym mu Gervinho.
W 37. minucie głową próbował lobować Givena najlepszy strzelec gospodarzy, Robin van Persie. Bramkarz z Birmingham, wyciągając się, zdołał opanować piłkę. 180 sekund później „van Perfekt” cudem nie zdobył bramki. W polu karnym futbolówka odbiła się od pięty wracającego Huttona, zdezorientowany Holender szybciej zorientował się w jej położeniu i zamarkowawszy strzał, przełożył piłkę na drugą nogę i uderzył po długim rogu. Bramkarz „The Villans” wyciągnął nogi i butem podbił piłkę, jednak ona dalej leciała w światło bramki. Dopiero stojący na linii bramkowej Cuellar wybił ją głową na rzut rożny.
Druga odsłona spektaklu była mniej żywa. Piłkarze AV nie kwapili się bardziej niż w pierwszych 45 minutach do ataków, angażowali się tylko w podania na dobiegających skrzydłowych.









