Mniej więcej o godzinie 16:40, kiedy na innych boiskach Premier League w spotkaniach rozpoczynających się o 16 nic się jeszcze nie działo, na Stamford Bridge Chelsea wygrywała z Sunderlandem już 4:0. „The Blues” osłabieni przez wyjazd piłkarzy na Puchar Narodów Afryki?! Skądże znowu…
… może tylko teoretycznie, bo w spotkaniu przeciwko Sunderlandowi ani trochę nie było widać, żeby londyńczycy bez Drogby, Essiena, Obi Mikela czy Kalou grali słabiej…
Chelsea – Sunderland
Carlo Ancellotti nie mógł skorzystać również z usług Bosingwy oraz Deco. Na szczęście na czas wykurował się Nicolas Anelka i to on już w 8. minucie meczu otworzył wynik tego spotkania. Nieco ponad kwadrans wystarczył gospodarzom na zdobycie drugiego gola. Tym razem strzeleckim kunsztem popisał się Florent Malouda. Po przebiegnięciu z piłką przy nodze sporego dystansu Francuz strzałem z „szesnastki” pokonał Martona Fulopa.
W pierwszej połowie dla Chelsea strzelali jeszcze: Ashley Cole i Frank Lampard. Po 34 minutach gospodarze w zasadzie mogli usiąść na boisku i czekać na gwizdek arbitra, kończący pierwszą połowę. Przy wyniku 4:0 i stylu gry Sunderlandu mało prawdopodobne było, że goście mogliby chociaż wyrównać.
Druga część rozpoczęła się równie udanie dla gospodarzy. Już siedem minut po wznowieniu Marton Fulop został pokonany po raz szósty tego popołudnia. Do siatki trafił Michael Ballack. Kiedy goście przegrywali 0:5 postanowili nieco podkręcić tempo i zaczęli odrabiać straty. W 56. minucie pierwszego gola dla Sunderlandu w tym meczu zdobył Boudewijn Zenden. Światełka w tunelu zgasił przyjezdnym Nicolas Anelka, podwyższając rezultat w 65. minucie na 6:1. Jeszcze jednego gola w 90. minucie zdobył niezawodny Frank Lampard.
O tym, jak strzelać bramki przypomniał sobie na chwilę Darren Bent. Najskuteczniejszy strzelec „Czarnych Kotów” w doliczonym czasie zdołał jeszcze zmniejszyć rozmiar porażki. 7:2 to rezultat, który przypomina nieco niedawny mecz Tottenham – Wigan, kiedy „Koguty” zwyciężyły aż 9:1, a ich przeciwnik nie bardzo im w tym przeszkadzał…
Chelsea wygrywała dziesięć ostatnich spotkań przeciwko Sunderlandowi i nie inaczej było w tym pojedynku. Goście, nie mając wiele do powiedzenia, wracają do domu z ciężkim bagażem siedmiu goli, a londyńczycy pozostają liderem Premier League.
Wolves – Wigan
Bardzo ciekawe okazało się spotkanie Wolverhampton z Wigan. Choć kibice zgromadzeni na Molineux Stadium nie obejrzeli bramek w pierwszej połowie, to mecz od początku musiał się podobać. Wiele strzałów i dobrych okazji do strzelenia gola mieli przede wszystkim goście. Wigan nie potrafiło jednak wykorzystać żadnej z nich. W końcówce pierwszej części Hugo Rodallega nie umiał pokonać bramkarza Wolves z jedenastu metrów. Hanhemann świetnie obronił rzut karny, a oprócz tego niejednokrotnie ratował swój zespół w innych akcjach. W drugiej połowie ekipa gospodarzy grała już w dziesiątkę, po tym, jak drugą żółtą – a w konsekwencji czerwoną kartką – ukarany został Richard Stearman.










