Wielu kibiców Liverpoolu zapewne zastanawia się, czy 13. kolejka Premiership będzie pechowa dla ich ukochanej drużyny. „The Reds” podejmują na Anfield Road Manchester City i to świetna szansa, by powrócić do czołówki tabeli. Walka toczyć się będzie jednak tylko o czwarte miejsce, bowiem pierwsza trójka powinna wygrać swoje spotkania w cuglach.
Podopiecznym Rafy Beniteza na murawie nie wiedzie się od dawna, a ostatnie zwycięstwo nad Manchesterem United wydaje się bardzo odległe. To jednak Liverpool nie wygrał od 25 października ani jednego spotkania. Nic więc dziwnego, że tylko 55% ankietowanych wierzy w zwycięstwo „The Reds” w sobotniej potyczce. Duża liczba niedowiarków może się zdziwić, bowiem do składu gospodarzy powraca Steven Gerrard i będzie to ogromne wzmocnienie drużyny zarówno sportowe, jak i mentalne. I właśnie pojedynki w drugiej linii tego zawodnika z Garethem Barrym, który także ma powrócić do składu drużyny, mogą być okrasą spotkania. W szeregach „Citizens” pod znakiem zapytania stoi występ Robinho, który wprawdzie powraca do formy, ale nie wystąpił w ostatnim spotkaniu reprezentacji, właśnie przeciwko Anglii. Niemniej jednak jutrzejsza potyczka to prawdziwa batalia o czwartą lokatę w tabeli. Rywale będą się mogli tylko przyglądać.
Bezpośredni konkurenci do czwartego miejsca, Aston Villa i Tottenham, będą mieć znacznie łatwiejsze przeprawy. „The Villans” zagrają w sobotę przeciwko Burnley, które wprawdzie potrafi zaskoczyć niejedną drużynę w tabeli, ale na podopiecznych Martina O’Neilla mogą się okazać po prostu za słabi. Piłkarze z Birmingham rozgromili ostatnim razem Bolton 5:1, a do składu powróci Stillian Petrov oraz Emile Heskey. To mogą być decydujące argumenty za tym, kto wygra zbliżającą się potyczkę. Goście powinni się jednak obawiać samego stadionu The Turf, na którym polegli już piłkarze Manchesteru United i Evertonu. Ze względu na kontuzje, gospodarze będą musieli zdecydować się na duet atakujących: Robbie Blake – Steven Fletcher.
Tottenham z Wigan zagra na White Hart Lane, gdzie wygrał dziesięć z ostatnich dwunastu spotkań. „Koguty” mają o czym myśleć po porażce z Sunderlandem i jeżeli chcą liczyć się w walce o miejsce premiowane awansem do Ligi Mistrzów, to zdecydowanie muszą pokonać „Latics” w niedzielę. Wigan, to jednak bardzo nieobliczalna drużyna, która potrafi ograć Chelsea, by potem ulec najsłabszemu w lidze Portsmouth. W drużynie gospodarzy zabraknie: Ledleya Kinga, Luki Modrica i Carlo Cudiciniego. Z kolei Roberto Martinez Gutierrez będzie musiał się obejść tylko bez Maynora Figueroy.
Potyczki czołówki
Czas na drużyny ze ścisłej czołówki. Arsenal jedzie do Sunderlandu i będzie to niezwykle trudne spotkanie, szczególnie mając na uwadze ilość kontuzji w drużynie „Kanonierów”. Dla zobrazowania tej listy wystarczy wymienić wszystkich, z których Arsene Wenger nie będzie mógł skorzystać: Fabiański, Denilson, Diaby, Vela, Gibbs, Clichy, Wilshere, Traore, Bendtner i van Persie. Szczególnie brak tego ostatniego będzie niezwykle odczuwalny, bowiem Holender wielokrotnie decydował o sile ofensywnej swojej drużyny. Były zawodnik Feyenoordu przez kontuzję w meczu reprezentacyjnym, będzie niezdolny do gry najprawdopodobniej przez sześć tygodni. Dodając do tego niezłą formę podopiecznych Steve’a Bruce’a i to, że jego „Czarne Koty” potrafiły pokonać Liverpool i zremisować z Manchesterem United, to możemy otrzymać bardzo interesujący pojedynek.










