Mecz pomiędzy Legią Warszawa a Arką Gdynia rozgrywany był w ramach ostatniej kolejki tego roku w polskiej Ekstraklasie. Mimo tego, że oglądaliśmy tylko jedną bramkę, nie oznacza to, że spotkanie było wyrównane.
Pierwsze minuty bardzo nudne. Gra toczyła się w środkowej części boiska, piłkarze jakby bali się akcji ofensywnych. Powolne konstruowanie ataków pozycyjnych nie przynosiło żadnej z ekip zamierzonych skutków.
Dopiero w 20. minucie doczekaliśmy się dobrej okazji. Po składnej akcji Iwańskiego i Grzelaka dobrze dośrodkował Kiełbowicz, ale po jego centrze Mięciel zdołał jedynie musnąć piłkę.
Najlepsza sytuacja w pierwszej odsłonie meczu miała miejsce w 34. minucie, kiedy to po akcji całego zespołu Piotr Giza znalazł się sam na sam z Bledzewskim, ale nie wiadomo z jakiego powodu Piotrek się pośpieszył i już na 16 metrze od bramki chciał lobować golkipera Arki.
Szybko odezwali się piłkarze z Gdyni. Dobrze podawał Wilczyński do Labukasa, który minął obrońców, a także położył wychodzącego z bramki Muchę, ale był już blisko linii i ostatecznie uderzył w boczną siatkę.
Po 45. minutach było bez bramek. Zespoły grały bardzo równo i jedyne czego brakowało to indywidualnych akcji i oczywiście sytuacji strzeleckich.
Po wyjściu z szatni gra nabrała barw. Z minuty na minutę zaostrzała się przewaga Legionistów. Na bramkę czekaliśmy zaledwie pięć minut. W 50. minucie według arbitra spotkania w polu karnym faulowany był Mięciel, choć wyraźnie było widać, że zawodnik Legii nie został nawet dotknięty.
Do jedenastki podszedł najaktywniejszy zawodnik tego spotkania, Maciej Iwański, który bez większych problemów zamienił stały fragment gry na bramkę.
Chwilę później do akcji ofensywnej wkroczył Astiz, który świetnie rozegrał piłkę ze Smolińskim, ale po odegraniu piłki do Szałachowskiego nic z tej akcji nie wyszło.
Dziesięć minut przed końcem spotkania fatalnie w polu karnym Arki zachował się Grzelak, który stał oko w oko z Bledzewskim, ale po nieudanych tańcach ściągnął w pole karne sześciu zawodników Dariusza Pasieki i mimo chęci wybrnięcia z tej sytuacji, nie zdołał już nic wywalczyć.
Mimo licznych sytuacji pod obiema bramkami wynik nie uległ zmianie i to podopieczni Jana Urbana kończą ten rok w lepszych nastrojach.










