Po prawie dwóch latach wrócił do T-Mobile Ekstraklasy i od razu przypomniał o sobie polskim kibicom. W Wiśle Kraków Semir Stilić znowu zaczął czarować i pomógł „Białej Gwieździe” walczyć z najlepszymi. Teraz piłkarz znowu może okazać się dla drużyny bardzo pomocny, ale już w kompletnie innej roli. Bośniaka widziałaby u siebie obecnie większość zespołów z naszej ligi, a Wisła jest przecież bardzo poważnie zadłużona.
Stiliciowi kontrakt kończy się 30 czerwca 2015 roku, ale już wiadomo, że piłkarz rozważa opuszczenie Krakowa.
– Będę rozmyślał o swojej przyszłości, ale pamiętać należy, że mam jeszcze ważny przez pół roku kontrakt z klubem. Zobaczymy, co się wydarzy – powiedział Bośniak po ostatnim meczu tej rundy z Ruchem Chorzów (2:1).
Wisła oficjalnie ogłosiła, że rozpoczęła już rozmowy ze Stiliciem odnośnie do nowego kontraktu, ale patrząc na obecną sytuację finansową klubu (około 12-milionowe zadłużenie), trudno powiedzieć, czy będzie ją stać na utrzymanie tego wartościowego pomocnika. Sam zainteresowany nie wyklucza odejścia, więc przed Wisłą bardzo trudne zadanie.
– To zawodnik, którego chciałaby mieć każda drużyna – otwarcie przyznaje trener Franciszek Smuda i dodaje: – Trochę boję się tego zimowego okresu.
Dobra atmosfera w zespole, ważne miejsce, jakie Stilić zajmuje w drużynie i przychylne oko trenera Smudy mogą nie wystarczyć, aby przekonać go do zostania w Krakowie. Wisła zalega z pensjami przecież nawet samym piłkarzom.
Wartościowy od początku
Bośniak znakomicie odnalazł się w Wiśle i włodarze klubu mogą teraz żałować, że podpisali z nim tylko półtoraroczny kontrakt. Stilić w swoim poprzednim zespole (Karpaty Lwów) nie zachwycał, ale w polskich warunkach pomysł Smudy okazał się strzałem w dziesiątkę. Stilić już w pierwszych meczach udowodnił, że może bardzo pomóc drużynie. Zresztą o tym, że pomocnik niejednokrotnie ratował wiślakom skórę, najlepiej świadczy ten gol z poprzedniego sezonu i hitowego meczu z Legią.
Po tej rundzie Stilić ma na koncie siedem bramek i sześć asyst. Jak na polskie warunki można to śmiało uznać za bardzo zadowalający wynik. Poza tym pomocnik jest znany z tego, że kontuzje się go „nie trzymają”, co w kontekście kadrowych problemów Wisły jest ogromnie istotne. W tym sezonie Bośniak nie opuścił żadnego ligowego meczu „Białej Gwiazdy”.
– Po prostu dbam o siebie. W wieku 15 lat miałem poważną operację, która wykluczyła mnie z gry na pół roku. Nauczyło mnie to, że o zdrowie trzeba się troszczyć. Od tego czasu, niezależnie od kraju, w którym mieszkam, dbam o jedzenie i właściwy odpoczynek. Myślę, że to w jakimś stopniu odpowiada za moją dobrą formę – przyznaje piłkarz.











