W Kielcach na brak emocji nie mogliśmy narzekać, bo padło aż osiem bramek. Piłkarze Legii Warszawa pokonali Koronę Kielce 5:3. Trzy bramki zdobył w tym spotkaniu Wladimier Dwaliszwili.
Drużyna Korony Kielce chciała wygrać spotkanie z warszawską Legią, aby poprawić swoją pozycję w ligowej tabeli, ale podopieczni Jana Urbana chcieli za wszelką cenę objąć pozycję lidera i nie zamierzali oddać łatwo pola kielczanom.

Od początku pierwszej połowy piłkarze Legii Warszawa chcieli rządzić na placu gry. W 5. minucie mieli oni okazję do zdobycia bramki. Henrik Ojama uderzał na bramkę, ale został zablokowany przez defensorów gospodarzy. Kilka minut później sprawy w swoje ręce wziął Dominik Furman, który zagroził strzałem bramce kieleckiego zespołu, lecz piłka minimalnie minęła jej światło. Legioniści byli bardzo nieskuteczni, jednak szczęście się do nich uśmiechnęło w 23. minucie. Tomasz Brzyski wyłożył piłkę Radoviciowi, który z kilku metrów wpakował ją do bramki.
Niespełna minutę później katastrofalne ustawienie obrońców wykorzystał Dwaliszwili, który bez większych problemów wpakował futbolówkę do bramki. Do przerwy Legia prowadziła i kielczanie myśleli, jak naprawić swoje liczne błędy, które popełniali w pierwszej części meczu. Mieli oni nadzieję, że uda się w jakiś sposób wrócić do równorzędnej walki.
Druga połowa jeszcze na dobre się nie rozpoczęła, a bramkę zdobył Wladimier Dwaliszwili w 47. minucie. Kilkanaście minut później Korona zdobyła bramkę kontaktową. Michał Janota wykorzystał dobre podanie od Pavola Stano i precyzyjnym uderzeniem pokonał bramkarza rywala.
Jednak Legia uczyniła to samo, co w pierwszej części spotkania. Zdobyła dwie bramki w niespełna dwie minuty. Na 4:1 bramkę strzelił Michał Kucharczyk, a piątego gola dla Legii zdobył Dwaliszwili, który trzeci raz w tym spotkaniu wykorzystał kuriozalne zachowanie defensorów Korony. W końcowych fragmentach dwie bramki zdobył Paweł Sobolewski i zmniejszył prowadzenie warszawskiej Legii.
Ostatecznie spotkanie zakończyło się zwycięstwem 5:3 dla Legii. Z jednej strony cieszy ono bardzo, bo wzmacnia przed czwartkowym meczem z Lazio, ale również martwi, bo podopieczni Jana Urbana stracili aż trzy bramki.











