Mało który klub decyduje się wydać około 17 milionów funtów na 19-latka. Czy talent może być warty takich pieniędzy? Manchester United stwierdził, że tak. W przyszłym sezonie na Old Trafford będzie więc grać Phil Jones.
– Myślę, że ten chłopak będzie gwiazdą. Jest kimś, kto w przyszłości może być kapitanem Manchesteru United. Jest naprawdę solidny. W przeciągu następnych dziesięciu lat może być wielkim zawodnikiem – powiedział o nim Gary Neville.

– Jest jednym z najlepszych obrońców swego rocznika i jednym z najlepszych w Anglii. Będzie musiał ciężko pracować, lecz wierzę, że ma potrzebne umiejętności, by być na takim samym poziomie jak John Terry – wyraził się Carlo Ancelotti.
Philip Anthony „Phil” Jones na świat przyszedł 21 lutego 1992 roku w Preston, w hrabstwie Lancashire. Ze światem piłki nożnej mógł zatem obcować już od dziecka. W końcu w tym angielskim mieście znajduje się Narodowe Muzeum Futbolu. Phil już jako dziesięciolatek dołączył do klubu piłkarskiego, jednak nie lokalnego North End, a Rovers, w nieco dalej położonym Blackburn, w tym samym hrabstwie. Z drużyną młodzików trenował od 2002 roku. Na szerokie wody wypłynął w 2009 roku.
Wtedy rozpoczął on treningi z pierwszą drużyną i podpisał dwuletni kontrakt. Swój debiut Phil wspomina raczej dobrze. 22 września zagrał on od pierwszej minuty w meczu z Nottingham Forest, w ramach Pucharu Ligi. Rovers wygrało 1:0. Występ w Premier League jednak się odwlekał. Gdy już przyszedł, to nie przeciwko byle komu. W marcu 2010 roku Jones wystąpił w meczu z Chelsea, który zakończył się remisem. Umiejętności młodego Anglika szybko zostały zauważone, a sezon zakończył on z dziewięcioma występami w Premier League.
W kwietniu ówczesny trener Blackburn, Sam Allardyce, gorąco komplementował swojego podopiecznego: – Jego rozwój mnie zaskoczył. Wiedzieliśmy o nim, lecz nie był wtedy tak szybko rozkwitający jak teraz (…). Jego dojrzałość na boisku była wzorowa (…). Ma dobrą głowę do gry oraz wykazuje się inteligencją. Jego piłkarski mózg sprawia, że ustawia się na dobrych pozycjach. Wyczuwa zagrożenie. Dla młodego, osiemnastoletniego chłopaka na takim poziomie to wspaniała umiejętność.
Pięcioletni kontrakt z pewnością był swego rodzaju nagrodą dla zawodnika. Trudno jednak, żeby zarząd postąpił inaczej. Dzięki temu wartość rynkowa piłkarza z pewnością wzrosła. W sezonie 2010/2011 obrońca był już regularnym zawodnikiem pierwszej jedenastki. Na początku grał też w pomocy. W grudniu 2010 roku odniósł jednak kontuzję, która wykluczyła go z gry na pięć miesięcy. W meczu z West Hamem, który zakończył się 1:1, wszedł on jako zmiennik, lecz na skutek zderzenia z Carltonem Cole’em boisko musiał opuścić już dziesięć minut później. Do tamtej pory miał za sobą 20 występów w sezonie, był to więc spory cios dla Blackburn.












