Do głosu powoli dochodzi nowe pokolenie młodych i utalentowanych graczy z Republiki Federalnej Niemiec – Gnabry, Draxler, Herrmann i Leon Goretzka.
– Cała moja rodzina stara mi się pomóc, bym dalej twardo stąpał po ziemi. Bardzo chciałbym pozostać sobą, póki co, nikt nie powiedział mi, że się zmieniłem.

Dzisiaj właśnie temu 19-latkowi urodzonemu w Bochum poświęcę dzisiejszą sylwetkę z cyklu „O Nich Będzie Głośno”. Chociaż właściwie o tym prawonożnym pomocniku było już raz głośno.

Tak fanatycy z Bochum uświetnili debiut i gol Goretzki. Właśnie w tym mieście stawiał swoje pierwsze futbolowe kroki. Dla urodzonego w tym mieście młodego chłopaka pierwszym klubem było WSV Bochum, z którego w wieku sześciu lat przeniósł się do akademii VfL Bochum. Tam nad jego rozwojem pracował pochodzący z Piekar Śląskich Dariusz Wosz. Do pierwszej drużyny dołączył 1 lipca 2012 roku, miesiąc później zaliczył swój debiut na boiskach 2. Bundesligi. Wszedł na murawę w trakcie meczu przeciw Dynamo Drezno (z tego meczu pochodzi też prezentowany powyżej filmik), zdobył bramkę wyrównującą wynik spotkania, by ostatecznie swoim wkładem i walecznością zapewnić „Niedegradowalnym” zwycięstwo. W tamtym sezonie młody Niemiec rozegrał 32 spotkania, w których zdobył cztery bramki. Pod koniec tego sezonu jego wartość rynkowa wynosiła już blisko 4 miliony euro! Był głównym graczem pochodzącego ze Śląska trenera. Jego wkład przyniósł mu oddanie najzagorzalszych kibiców. Nastolatek porwał tłumy, w wywiadach przyznając, że nie ma według niego lepszej drużyny na świecie niż VfL Bochum.

Jak zawsze w takich przypadkach bywa (a historia uczy, że niektóre kluby zgłaszają się nawet po dwunastoletnie, możliwe przyszłe talenty), latem 2013 roku zrobił się wokół niego gigantyczny szum. Ściągnąć chciał go Arsenal (w barwach którego grałby z reprezentacyjnym kolegą, Serge Gnarbym). Pomimo wielokrotnie podkreślanej chęci pozostania jeszcze na rok w Bochum, gdzie chciał dokończyć szkołę, ostatecznie przeniósł się do Gelsenkirchen. Zanim odszedł z Bochum, wielokrotnie wypowiadał się, że gra w piłkę nożną jest dla niego swego rodzaju zabawą, nie chce zarabiać na tym specjalnie ogromnych pieniędzy. Skromność chłopaka, który według trenera Wosza jest nad wyraz dojrzały na boisku i poza nim, została jednak przyćmiona kwotą transferu w wysokości 3,7 miliona euro. Ciekawe, czy pewien twitterowy prezes z Polski byłby gotów wyłożyć takie pieniądze za talent z polskiej I ligi.









