ONBG: Jeremy Doku, czyli jak pokochaliśmy go podczas Euro 2020


Czasami jeden mecz na dużym turnieju powoduje narodziny nowej gwiazdy. Czy tak jest i tym razem?

5 lipca 2021 ONBG: Jeremy Doku, czyli jak pokochaliśmy go podczas Euro 2020
https://washingtonnewsday.com

25 – numer na plecach meczu Belgia kontra Włochy został z pewnością zapamiętany przez świat ze względu na szybkość i genialny drybling. Jeremy Doku to młody talent, który aktualnie podnosi swój warsztat umiejętności w lidze francuskiej w klubie Stade Rennais. Choć w kraju leżącym nad Sekwaną rozegrał tylko jeden sezon, to kto wie, czy po takim przedstawieniu się światu nie był zarazem ostatni w jego wykonaniu.


Udostępnij na Udostępnij na

Aby lepiej zrozumieć, z jak dużą skalą talentu mamy do czynienia, poprosiłem o komentarz Antoine Morina, komentatora Foot+ beIN Sports. W końcu kto będzie miał lepszy przegląd informacji o zawodniku z Ligue 1 niż człowiek na co dzień żyjący klimatem swojej rodzimej ligi? To dzięki niemu znajdziemy odpowiedzi na pytanie, czy Jeremy Doku to fenomen jednego spotkania, a może po prostu przedstawienie się całemu piłkarskiemu światu.

Dzień dobry, nazywam się Jeremy Doku i robię wrażenie na Mbappe

Tak mógł śmiało powiedzieć po spotkaniu z włoską drużyną. To on zastąpił w pierwszym składzie kapitana swojej reprezentacji, a więc Edena Hazarda. I o ile wynik dla zawodników prowadzonych przez Roberto Martineza jest niekorzystny, to on zrobił wszystko, by było inaczej.

Podczas 90 minut przedwczesnego finału Euro 2020, jak nazywano starcie Belgów z Włochami, ten 19-letni piłkarz dał się poznać całemu światu jako ktoś mogący dosłownie ścigać się z Mbappe.

Skrzydłowego, który swoim dryblingiem jest w stanie wkręcić w ziemię każdego obrońcę na świecie. Kogoś, kto nie zraża się, jeśli coś mu nie wyjdzie, tylko próbuje dalej. Jeśli trzeba mieć piłkę przy nodze do końcowej linii boiska, zgłoś się do belgijskiego młokosa. Chcesz skrzydłowego z niesamowitym zejściem do środka pola? – nie ma problemu. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że taka sama intensywność jest przez niego utrzymywana od pierwszej do ostatniej minuty na boisku.

Lecz Antoine Morin, francuski dziennikarz, który bardzo dobrze porusza się w realiach swoich rodzimych rozgrywek, mówi nam, że to, co zobaczyliśmy w ćwierćfinale, jest czymś normalnym w jego wykonaniu.

To, co obejrzeliście w meczu z drużyną Roberto Manciniego, było klasyczną grą Doku w Ligue 1. Robi dużą różnicę, jeśli chodzi o szybkość lub swój drybling. Te dwa piłkarskie elementy to jego niewątpliwy atut. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz widział go nawet Mbappe, mówił: jestem pod wrażeniem.

Wracając już do wspomnianego starcia ze Squadra Azzurra, warto poświęcić chwilę uwagi jego statystykom. Na 13 prób dryblingu aż osiem rozstrzygnął na swoją korzyść. Podczas całego spotkania stoczył 22 pojedynki i wygrał z nich 12. Czterokrotnie Włosi musieli ratować się faulem, by nie dać mu się rozpędzić. Do tego skuteczność zagrywanych przez niego podań na tle agresywnie grającej w pressingu drużyny wyniosła 85,7%. Takie dane możemy wyczytać z portalu Sofascore.com. Trzeba przyznać – całkiem nieźle jak na młokosa.

Antwerpia, Bruksela… aż do Ligue 1 jako najdroższy!

Jeremy Doku to bardzo duży talent, o który zabiegał swego czasu sam Jürgen Klopp. Jednak zanim to wszystko miało miejsce, skrzydłowy musiał się gdzieś ukształtować. Dlatego też przyszły reprezentant Belgii o korzeniach afrykańskich (pochodzi z Ghany) piłkarskiego rzemiosła uczył się w klubach mieszczących się w Antwerpii.

Pierwsze były KVC Olympic Deurne i Tubantia Borgerhout, potem grał w Beerschot. Dopiero później trafił do najbardziej utytułowanej drużyny w kraju, czyli RSC Anderlechtu. Warto podkreślić, że jego przenosiny do tego klubu miały miejsce już… w 2012 roku, gdy miał raptem 10 lat!

W pierwszym zespole klubu ze stolicy swojej ojczyzny debiutował po 16. urodzinach. Miało to miejsce w spotkaniu z Sint-Truiden 25 listopada 2018 roku. Niestety występ finalnie zakończył się porażką 2:4. Ostatecznie w Belgii pozostał jeszcze przez dwa sezony. W tym czasie rozegrał dla Anderlechtu 34 mecze, w których zdobył pięć bramek. To właśnie tam wypatrzył go Stade Rennais, jak mówi nam Antoine Morin.

– To dyrektor sportowy Rennes, Florian Maurice, znalazł go, gdy szukał młodego, utalentowanego skrzydłowego. Klub uważa Belga za młody talent do rozwoju, ale musi się też spłacać i regularnie grać. Dla nich to najdroższy transfer w historii. Jeśli ktoś w tym zespole, w tej drużynie wydaje 26 milionów euro na jednego zawodnika, to musi się liczyć z tym, że skala oczekiwań jest spora względem niego.

W swoim pierwszym sezonie rozegrał w barwach Stade Rennes 31 gier, z czego aż 30 w lidze. Liczba występów niestety nie przełożyła się jeszcze na cyferki po stronie zdobytych bramek i asyst – odpowiednio dwie i trzy. Na ten moment w jednej z pięciu najsilniejszych lig świata Jeremy Doku potrzebuje 1159 minut na zdobycie bramki i w tej chwili bliżej mu do aktualnej wersji Edena Hazarda, co na obecną chwilę nie powinno być dla niego pochwałą.

Mimo to niepodważalny status albo 100 milionów!

Minione rozgrywki były dla Belga tylko procesem adaptacyjnym. Miał otrzaskać się w mocniejszej lidze. Poznać jej wszystkie tajniki i dopiero odpalić w nadchodzącej kampanii. Jak opowiada Antoine Morin, jego przyszłość nie powinna się zmienić po zakończonych już dla popularnych „Czerwonych Diabłów” mistrzostwach Europy.

Dwóch ostatnich trenerów Rennes w zeszłym sezonie było bardzo pozytywnie nastawionych do tego utalentowanego młodzieńca. Nie zmienił tego nawet fakt długiego oczekiwania na pierwsze trafienie Doku. Trener Bruno Genesio, który został mianowany po rezygnacji Juliena Stephana, zawsze ufał Jeremy’emu i starał się pomagać mu, by być jeszcze efektowniejszym w rundzie rewanżowej.

Dlatego ten pierwszy sezon to taka sinusoida. Zaczął dobrze, ale brakowało liczb. Potem w Rennes miał pewne trudności w lidze z powodu uczestnictwa w Lidze Mistrzów. Zespół debiutował w tych najbardziej prestiżowych rozgrywkach, i to było widać. Warto podkreślić jednak, że gdyby nie on, to raczej nie byłoby możliwe granie w historycznej pierwszej edycji Ligi Konfederacji Europy.

Również ewentualny transfer do innego klubu może być bardzo trudny w realizacji. Włodarze francuskiego klubu mają świadomość, że w promocyjnej cenie kupili prawdopodobnie jedną z największych aktualnie nadziei w futbolowym świecie. Również długość kontraktu może świadczyć o skali trudności takiego ruchu, jak dopowiada nam nasz francuski ekspert.

Zagrał tylko jeden sezon w Ligue 1, więc Stade Rennes chciałby go jeszcze zatrzymać na rok lub dwa. Prezes klubu, Nicolas Hovleck, powiedział żartobliwie, że Rennes rozważy jedynie ofertę 100 mln euro. Ale tak, jak to było w przypadku Raphiny zeszłego lata, gdyby pojawiła się duża oferta (np. z angielskiego klubu), wysłuchaliby jej i prawdopodobnie transfer udałoby się dopiąć. Jednak czy w dobie pandemii ktoś zaryzykuje?

Swego czasu chciał Liverpool i kluby z Londynu

O ile na Euro 2020 fani „The Reds” zauroczyli się nim w stu procentach, to mało który z nich wiedział, że mogli go już mieć w swoich szeregach w 2018 roku. To wtedy miało dojść do rozmowy pomiędzy Doku a Kloppem. Niestety pomimo szczerego zachwytu angielskim klubem wtedy jeszcze zawodnik Anderlechtu nie zdecydował się na przeprowadzkę.

Liverpool zadał sobie wówczas wiele trudu, aby zachęcić nastolatka do dołączenia do klubu z czerwonej części miasta Beatlesów, prosząc o pomoc swoje największe działa jak Steven Gerrard, czyli legenda klubu, oraz Sadio Mane, a więc afrykański gwiazdor ekipy prowadzonej przez niemieckiego szkoleniowca. O jego usługi zabiegały również Chelsea i Arsenal. Jednak i oni zostali odesłani z kwitkiem.

Rzekomo rodzice Jeremiego – David i Belinda Doku – zostali zaproszeni przez Liverpool na rekonesans po klubie. Ten miał objąć wizytę na stadionie „The Reds” oraz w ośrodku treningowym. Podczas tych odwiedzin były poruszone pierwsze oferty finansowe skierowane do belgijskiego skrzydłowego a także jego ówczesnego pracodawcy.

Jak później się okazało, Jeremy Doku wybrał przeprowadzkę za granicę dopiero przy ofercie francuskiej, ponieważ chciał być ostrożny w zarządzaniu swoją karierą. Chciał, by wszystko przychodziło w odpowiednich do tego momentach. On sam zaś nie był wtedy, w wieku 15 lat, gotów na wyjazd do Anglii. Czuł, że najlepszym miejscem do rozwoju nie było słynne Anfield, ale klub ze stolicy Belgii. Jak pokazało Euro 2020 – wybór chyba okazał się słuszny.

***

Teraz sam Jeremy Doku powinien okrzepnąć i przemyśleć dalsze etapy swojej kariery. Z pewnością jak przy poprzednich decyzjach zobaczymy przede wszystkim zdrowy rozsądek, a nie chęć szybkiego wzbogacenia konta. To właśnie jego talent w połączeniu z mądrością powoduje, że możemy napisać dość wyraźnie, że o tym zawodniku będzie głośno. I to jeszcze nieraz!

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze