Wszyscy, którzy choć trochę interesują się piłką nożną, wiedzą, że szkółką FC Barcelona jest La Masia. Założona w 1979 roku akademia od lat dostarcza gotowych piłkarzy do pierwszej drużyny „Blaugrany”. Xavi Hernandez, Andres Iniesta, Cesc Fabregas, Lionel Messi – to najbardziej znani zawodnicy, którzy szkoleni byli w La Masii, a teraz stanowią o sile FC Barcelona. A takich graczy jest zdecydowanie więcej. Kolejnym piłkarzem, który może swoją grą odcisnąć piętno w światowym futbolu, jest Jean Marie Dongou, 17-latek rodem z Kamerunu.
Do Hiszpanii trafił w 2008 roku dzięki swojemu słynnemu rodakowi Samuelowi Eto’o, który przed opuszczeniem „Dumy Katalonii” założył fundację swojego imienia, zajmującą się wyszukiwaniem i ściąganiem najbardziej utalentowanych kameruńskich piłkarzy na Stary Kontynent. Podobnie jak Leo Messi JMD trafił do La Masii, mając 13 lat, i tak samo jak słynny Argentyńczyk zagrał w trzech kategoriach wiekowych w ciągu jednego sezonu. Rozgrywki 2009/2010 rozpoczął w zespole Cadete B, dla którego zdobył trzy gole. Następnie przeniesiono go do drużyny Cadete A, w której już 17-krotnie wpisywał się na listę strzelców. Występował tam z piłkarzami starszymi od siebie o rok. Sezon zakończył natomiast w Juvenii A – zdobył dziesięć bramek, a rywalizował z zawodnikami nieraz starszymi od siebie nawet o cztery lata.

Trzeba dodać, że początek w akademii Barcelony był jeszcze lepszy. Zaczynał w drużynie Infanti A, w sezonie 2007/2008 w 16 kolejkach 22 razy pokonując bramkarzy przeciwnej ekipy. W ciągu całego 2008 roku zdobył aż 58 bramek, dokładając do tego 12 trafień w młodzieżowej edycji Pucharu Katalonii oraz w meczach towarzyskich.
Jak wspomina jeden z jego trenerów w La Masii, Fran Sanchez, Dongou bardzo szybko zaaklimatyzował się w Hiszpanii. Błyskawicznie opanował język i nie miał problemów z odnalezieniem się w drużynie, a w szatni dbał o dobrą atmosferę.

Dongou jest przede wszystkim wysuniętym napastnikiem, ale grać może też jako skrzydłowy napastnik. Eksperci wszelkiej maści porównują jego styl gry do Samuela Eto’o lub Thierry’ego Henry’ego. Mnie natomiast, po obejrzeniu paru filmików z jego występami, nasunęło się porównanie do włoskiego napastnika Filippo Inzaghiego. Młodzian z Kamerunu jest oczywiście szybszy i lepiej wyszkolony technicznie od Włocha, ale w większości jego gole biorą się z akcji stworzonych przez partnerów. On tylko dostawia nogę. Znakomicie odnajduję się w gąszczu nóg w polu karnym. Ma ten instynkt strzelecki, którym niegdyś popisywał się słynny „Pippo”. Trzeba też zaznaczyć, że jak na razie są to gole zdobywane przeciwko słabym przeciwnikom. Ciekawe, jak Kameruńczyk odnajdzie się w seniorskim futbolu, w którym obrońcy nie pozostawiają tyle miejsca, a bramkarze interweniują zdecydowanie lepiej.












