Już mówią o nim jako o cudownym dziecku niemieckiego futbolu. 19-latek. Obrońca lub pomocnik. Wyceniany na 8 milionów euro. Na celowniku „Kanonierów” z Londynu. Tak w skrócie można opisać bohatera dzisiejszego tekstu z cyklu „O nich będzie głośno”, Matthiasa Gintera.
Nasza kolejna historia rozpoczyna się 15 lat temu. Rok 1998. Ledwie czteroletni Matthias poszedł na pierwszy „poważnie zorganizowany” trening piłkarski. Klubem, w którym raczkował młody Ginter, był lokalny SV March. Dorastającej przyszłej gwieździe Bundesligi sama gra sprawiała przyjemność, jednak perspektyw na wybicie się nie brakowało. Okazuje się, że za naszą zachodnią granicą siatka skautingu sięga nawet juniorskich, najmłodszych drużyn i już stamtąd wyciąga się chłopców, którzy dobrze rokują na przyszłość. Jednym z tak odnalezionych zawodników był właśnie Matthias Ginter, który ofertę gry dla Freiburga otrzymał w wieku dziesięciu lat: – Wciąż bardzo dobrze pamiętam, jak grałem dla tej drużyny jako dziesięciolatek i jak podekscytowany byłem z możliwości bycia tam.

Występy w młodzieżówkach klubu z Badenii Wirtembergia zaowocowały w końcu powołaniami do kolejnych reprezentacji. Najpierw dostrzegł go sztab szkoleniowy U-18, a niecałe 365 dni później gracz przywdziewał już trykot kadry U-19. Zbyt wiele czasu nie potrzebował również, by wkupić się w łaski Horsta Hrubescha – szkoleniowca zespołu U-21. – Jest integralną częścią zespołu, więc może grać na różnych pozycjach. Znam go od U-19. Już wtedy był wybitnym zawodnikiem. On zajdzie daleko, to duży atut mieć go przy sobie. Ginter jest osobą wszechstronną, a jego największą zaletą jest szybkość. To właśnie z tego powodu swoją piłkarską przygodę rozpoczynał jako pomocnik i to właśnie w tej formacji wróżono mu świetlaną przyszłość. Jeden z największych piłkarskich talentów w Niemczech rozpoczął treningi w seniorskiej drużynie SC Freiburg w styczniu 2012 roku. Z południowej Bundesligi U-19 wyciągnął go Christian Streich, który dopiero co objął posadę szkoleniowca drużyny z niemieckiej ekstraklasy. Początek drogi na szczyt nie był dziełem przypadku. 57-latek znał bohatera dzisiejszego tekstu już dłuższy czas, bo przez 16 lat piastował funkcję trenera młodzieżowej ekipy z Fryburga i wiedział, kogo warto z niej wyciągnąć.
Nawet mimo takiego sukcesu Matthias nie spoczął na laurach. Za wszelką cenę chciał pokazać Streichowi, że zasługuje na występ w najwyższej klasie rozgrywkowej w kraju. Długo na to nie musiał czekać. 21 stycznia Ginter wybiegł na boisko w meczu z Augsburgiem, zmieniając zmęczonego Antona Putsila. 18 minut po pojawieniu się na placu gry zapisał się w historii klubu jako najmłodszy strzelec gola w Bundeslidze w biało-czerwonym trykocie. Dla 18-letniego piłkarza był to dodatkowy prezent na osiemnastkę, którą obchodził dwa dni wcześniej. Jak się szybko okazało, worek z bramkami nie mógł zostać rozwiązany. Christian Streich zamiast w ofensywnych formacjach widział go w roli defensywnego pomocnika. Jego sytuacja zmieniła się diametralnie, gdy ze składu wypadli etatowi środkowi obrońcy. Kontuzje uniemożliwiały im występy, a i ich zmiennicy nie znajdowali się w najwyższej formie lub też narzekali na urazy. Na tym wszystkim skorzystał Ginter, który dość szybko zaaklimatyzował się na nowej pozycji i dzielnie stara się nie oddawać jej nikomu aż do dzisiaj.









