Zawód trenera weryfikowany jest co tydzień, a czasem nawet co trzy dni. Wystarczy porażka lub remis i może się okazać, że właściciel już traci cierpliwość i po meczu do szatni szkoleniowiec nie ma już po co wchodzić.
Powoli sami kibice weryfikują właścicieli klubów. Wielu zadaje sobie pytanie dlaczego ktoś zdecydował się inwestować w futbol skoro ani się na tym nie zna ani nie zależy mu specjalnie na wynikach. Polskie kluby kosztują właścicieli coraz mniej, a już jest wiele takich, do których nie dokłada się nic. Budżet jest budowany z trzech części wpływów.
Biletów i sprzedaży wszystkiego, co można sprzedać podczas meczów, wpływów ze sprzedaży praw telewizyjnych i sprzedaży nośników reklamowych. Podsumowując to wszystko, nawet najsłabszy klub w naszej lidze powinien łatwo skompletować budżet powyżej dziesięciu milionów, co jest już całkiem solidną kwotą. Oczywiście mamy kluby, które przekroczyły w tym sezonie budżety czterdziestomilionowe, co tylko pokazuje możliwości, jakie drzemią w polskim futbolu.
Dlatego nie zrozumiałe są niektóre zmiany na stanowiskach trenerów, a tym bardziej zmiany wielokrotne w trakcie jednego sezonu. To podcinanie gałęzi, na której się samemu siedzi i chyba nie o to chodzi właścicielom klubów. Wypada spojrzeć na drużyny liderujące w lidze, tam trenerzy mieli możliwość najdłuższej pracy z zespołem, nad czym warto się zastanowić, zanim zmieniony będzie kolejny szkoleniowiec.
Ciekawe, na jakim miejscu zakończy sezon Polonia Warszawa, która w krótkim czasie zmieniła kolejnego szkoleniowca, bo będzie to pewna wykładnia dla wszystkich na przyszłość.










