Doprawdy z osłupieniem przeczytałem to, co miał do napisania w poniedziałkowym dodatku sportowym do Gazety Wyborczej redaktor Rafał Stec. Już w pierwszym zdaniu kpił sobie z polskiego futbolu, dając dowód jednocześnie, iż nie ma nawet podstawowej wiedzy na temat, o którym pisze.
Nie ma bowiem uzasadnionego powodu, aby z punktu widzenia futbolowego fachowca zapałać nagle miłością do piłkarzy z Serbii i stawiać ich jako niedościgniony wzór dla naszych zawodników. Nie tak dawno polska reprezentacja rywalizowała z reprezentacją Serbii w grupie eliminacyjnej i to my, a nie Serbowie, awansowaliśmy do finałów Mistrzostw Europy. Okolicznością pocieszającą dla redaktora Steca miała być, jak mi się zdawało, lektura niektórych artykułów na temat piłki nożnej mojego autorstwa. Niestety okazało się, że nie tylko z pisaniem, ale również z czytaniem, redaktor Stec ma kłopoty. Tylko ktoś nie rozumiejący tego, co czyta, może stwierdzić, iż piszę, że Jakub Błaszczykowski został lepiej wyszkolony w Polsce niż Ebi Smolarek w Holandii.

Tymczasem ja napisałem, że prawdziwe talenty można, gdy się umie, równie dobrze poprowadzić do kariery w Polsce, jak i zagranicą, i dlatego w wyszkoleniu Kuby i Ebiego postawiłem znak równości. To tyle na temat, bo nie mam zamiaru znęcać się dalej nad cudaczną nonsensownością wywodu redaktora Steca. W dalszej części artykułu redaktor posądza mnie o narcyzm. Pan Stec, jak się okazuje, posądza innych przez pryzmat własnej osoby, bo to przecież Pan Stec, a nie ja, demonstrował publicznie palmę na czubku głowy. Sprawa jednak staje się poważna, gdy pada niczym nieuzasadnione oskarżenie pod adresem nie tylko moim, lecz też całej armii polskich trenerów o produkowanie bubli i przeciętniaków, bo tak redaktor nazwał polskich piłkarzy. Jakie przygotowanie merytoryczne poparte jakimkolwiek doświadczeniem upoważnia redaktora Steca do formułowania takich twórczych przemyśleń? Otóż jeśli już mówimy o bublach, to właśnie redaktor Stec wypuścił swój kolejny artykuł, na który odpowiadam.
Jeszcze niedawno Pan Stec zapełniał płodami swojej klawiatury nawet pół numeru poniedziałkowego gazetowego „Sportu”. Trzeba być nie tylko bezczelnym, ale też nie mieć odrobiny samokrytycyzmu, aby wierzyć, że posiada się patent na nieomylność równocześnie w futbolu, siatkówce, wyścigach samochodowych, a nawet pchnięciu kulą. Osobiście będę zawsze bronił polskich trenerów, którzy w bardzo trudnych warunkach organizacyjno-szkoleniowych potrafili wyselekcjonować i wychować wielu naprawdę zdolnych zawodników. Swój artykuł podpiera Pan Stec zdjęciem Wisły Kraków, wspaniałego klubu z olbrzymim dorobkiem i tradycjami, na które pracowali przez dziesiątki lat trenerzy i zawodnicy w wielu dyscyplinach sportu. I też trudno zrozumieć, dlaczego redaktor Stec obraża polskich piłkarzy grających w Wiśle Kraków.











