Im więcej niewiadomych, tym ciekawiej – mawiał mój matematyk. To powiedzenie znakomicie pasuje do sytuacji, jaką mamy w tabeli naszej Ekstraklasy. Trójka kandydatów do tytułu mistrzowskiego nie zwalnia tempa.
Lech prezentował się w meczu ze Śląskiem zdecydowanie lepiej aniżeli w ostatnich meczach i jest to ważny sygnał przed decydującymi meczami o mistrzostwo Polski. Lech to jedyna drużyna, która może sięgnąć po podwójną koronę. Awans do finału Pucharu Polski, chociaż przyszedł w bólach, stał się faktem i okazuje się, że zespół, który rozpoczął rundę wiosenną najwcześniej, będzie miał na swoim koncie więcej meczów niż każdy inny zespół w Polsce.

Nie wykorzystała swoich szans na odniesienie korzystniejszego wyniku Legia. Wisła uzyskała prowadzenie całkiem zasłużenie, będąc w pierwszej połowie spotkania zespołem zdecydowanie lepszym. Po przerwie role się odwróciły, a gdyby celownik najlepszego strzelca zespołu z Łazienkowskiej był nastawiony odrobinę celniej, to wynik mógłby być zupełnie inny. Wisła zyskała trzy punkty i fotel lidera, ale poniosła poważne straty kadrowe. Jeśli kontuzjowani gracze nie wyleczą się na najbliższe mecze, co wydaje się bardzo prawdopodobne, to zespół prowadzony przez Macieja Skorżę może znaleźć się tarapatach.
Zasmucił swoich fanów Górnik Zabrze. Nawet nie chodzi tu o porażkę, bo jednak punkty są najważniejsze, ale o styl, w jakim została poniesiona. Bez sensu jest dyskusja, czy Tomasz Hajto powinien grać, czy nie, nie on był najważniejszą postacią w meczu z ŁKS-em. Swoją drogą, jeśli Górnik nie potrafi pokonać drużyny, która w tygodniu poprzedzającym mecz nie koncentrowała się na przygotowaniu do meczu, tylko na własnych problemach, to wielkie obawy kibiców o dalszy los Górnika mogą być uzasadnione. Bez zdobyczy punktowej wyjechała z Gdańska Cracovia. Popularne „Pasy” kończyły mecz w ośmiu, co raczej rzadko można zobaczyć na polskich boiskach. Jeśli tylko takimi wyróżnieniami będzie się charakteryzować gra tego zasłużonego dla polskiej piłki nożnej klubu, będzie bardzo trudno utrzymać się w Ekstraklasie.
W strefie bezpośredniego zagrożenia spadkiem z ligi znalazły się drużyny Arki i Ruchu. Arka, prowadząc na boisku w Bytomiu, nie tylko nie potrafiła utrzymać korzystnego wyniku, ale oddała pole gospodarzom i w efekcie przegrała. Zmiana trenera jak na razie nie przyniosła widocznych efektów, wypada mieć nadzieję, że trzeba było odrobiny czasu, który właśnie się wyczerpał, i teraz zespół z Gdyni będzie już tylko wygrywał. Z kolei Ruch ma szansę zagrać w europejskich pucharach. Awans do finału Pucharu Polski to wielki splendor dla klubu, ale pozycja w tabeli już nie jest tak optymistyczna.
Ruch gra dobrze, ale teraz czas, aby zaczął grać skutecznie, bo w końcówce rozgrywek ligowych wszystko się może zdarzyć. Emocje z meczu na mecz są coraz większe. Wystarczy popatrzeć, jak reagują trenerzy podczas meczu, aby wiedzieć, co dzieje się na boisku. Twarz trenera zawsze była odbiciem formy zespołu i wypada życzyć, aby w tej emocjonującej fazie rozgrywek wzięła górę etyka zawodowa oraz wzajemny szacunek szkoleniowców i zawodników, i aby nie ponosiły nikogo nerwy i brak odpowiedzialności za słowa, czyny i gesty powodujące zwiększającą się liczbę żółtych i czerwonych kartek.











