Leszek Ojrzyński nie rozpaczał po kolejnej porażce swojego zespołu. Korona Kielce przegrała 2:1 z Polonią Warszawa w meczu sparingowym. Gola dla kielczan zdobył Krzysztof Kiercz, natomiast dla gości trafiła dwójka zawodników, którzy jeszcze w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu bronili barw Korony, czyli Daniel Gołębiewski i Jacek Kiełb.

– Przez ten tydzień ciężko pracowaliśmy, ale też nie wszystko było do końca tak, jakbyśmy chcieli. Nie mogło zagrać aż ośmiu zawodników, którzy zwykle wychodzą w pierwszym składzie. Tak ta nasza praca teraz wygląda, że czasami mamy pecha, bo są urazy, a za drugim razem jest to… szczęście, bo dzisiaj urodził się syn Maćkowi Korzymowi. Daliśmy mu wolne, żeby mógł być blisko żony i dziecka. Gdybyśmy mogli, to wystawilibyśmy inną jedenastkę. Nie ma jednak co załamywać rąk, bo było widać efekty naszych treningów. Wiadomo, że zdarzyły się błędy, bo pierwszą bramkę straciliśmy podobnie jak na Legii – powiedział Ojrzyński.

Pięknego gola dla Polonii zdobył Jacek Kiełb. Wychowanek Polonii Siedlce nie celebrował jednak trafienia ze względu na miłość do Korony. – Czy to był wymarzony powrót na Arenę Kielc? Raczej nie… To, że zdobyłem bramkę, nie jest wielkim powodem do dumy. Wolę strzelać gole innym drużynom, a nie Koronie. Taki jest jednak sport. To jest tylko sparing i trenerzy chcieli wypróbować różne warianty, dlatego też to spotkanie było tak widowiskowe. Korona nie zaczęła dobrze sezonu, ale teraz właśnie wyjdzie jej charakter. Chłopaki muszą się z tego podnieść, a ja cały czas ich dopinguję i jestem z nimi duchowo – stwierdził Kiełb.











