Aż siedem spotkań angielskiej BPL rozegrano dzisiaj. Sezon wkracza w decydującą fazę i nieśmiało możemy już wskazać największych wygranych i przegranych. Stoke praktycznie spuściło z ligi od dawna tonący statek QPR, ku rozpaczy Harry’ego Redknappa. Bezpieczne utrzymanie zapewnili sobie za to West Ham i wykonujący tam świetną robotę Sam Allardyce, którzy pewnie pokonali Wigan. W dalszym ciągu trwa efekt włoskiej miotły, napędzanej charyzmą Paolo Di Canio. Włoch znów musi kupić nowe spodnie…
Fulham – Arsenal 0:1
Kiedy szukam ciekawych porównań i metafor, przychodzi mi do głowy tylko jedno – flaki z olejem. Arsenal wymęczył skromne 1:0, a jedyną bramkę meczu zdobył niemiecki wieżowiec, Per Mertesacker. Dwumetrowiec skierował futbolówkę do siatki głową po zgraniu jej przez partnera z defensywy, Laurenta Koscielnego. „The Cottagers” próbowali w końcówce meczu złapać rywala za gardło, jednak „Kanonierzy” zdobyli cenne w kontekście awansu do Ligi Mistrzów trzy punkty.
QPR – Stoke 0:2

Dokonało się, pacjent po wielu tygodniach męki w końcu zmarł. Pacjent – dodajmy – ekstremalnie drogi, nijaki i przepłacony. Loftus Road okazało się przylądkiem pazernych, niewielu piłkarzy Redknappa starało się tworzyć kolektyw, a kasowali przy tym horrendalnie wysokie tygodniówki. Ot ciekawe wakacje, a i tak zapłacą. Kazus wyjątkowo smutny, gdyż nie ukrywam – cenię „Arry’ego” i moim zdaniem nie zasługuje on, by spaść na dno z tą, skądinąd drogą, łajbą. Zawodnicy Stoke pokazali dzisiaj, że nawet oni – ostatnio wyjątkowo słabi, bez żadnego pomysłu na grę – stanowią bardziej zgrany kolektyw niż Remy & Co. Redknappa pogrążyli Jonathan Walters i jeden z ulubionych piłkarzy angielskiego szkoleniowca – Peter Crouch.
Sunderland – Everton 1:0
Paolo Di Canio on fire. Włoch ma charyzmę, charakter I podczas kariery zawodniczej był walczakiem, jakich mało. O PDC pisałem już tutaj. Efekt miotły zaskoczył i najpewniej Premier League zostanie cudownie uratowana dla Stadium of Light. Di Canio to taki gość, którego kupujesz w całości lub w całości odrzucasz. Mnie akurat jego wylewność ujęła i uważam, że brakowało takiego kozaka w Premier League. Oczywiście już pojawiają się głosy, że każdorazowo niszczone spodnie w ekstazie po golach strzelanych przez „Czarne Koty” zakrawają na tanie efekciarstwo, ale spytajcie fanów Sunderlandu. Oni są w siódmym niebie. Dzisiaj Stephane Sessegnon ostatecznie wybudził Davida Moyesa ze snu o Lidze Mistrzów. 1:0 i „Czarne Koty” nadal w grze.
Swansea – Southampton 0:0
Mecz na zero w tyłach, „Święci” praktycznie już pewni utrzymania. Pochettino wykonuje kawał dobrej roboty w Southamptonie, w ogóle na St. Mary’s Stadium jest ciekawy pozytywny klimat, który zachęcił do pozostania nawet naszego Artura Boruca. Swansea kontynuuje obrany w zeszłym sezonie pozytywny kurs hołdujący ofensywnej piłce. Mecz na 0:0, bez historii – chociaż ciekawy. Optycznie bliżej zwycięstwa były „Łabędzie”, jednak nie potrafiły udokumentować przewagi golem. Swoje szanse mieli także „Święci”, jednak nie padły żadne bramki. Cieszy za to czyste konto Polaka.










