Gole w odstępie minuty, czerwona kartka, niepodyktowany rzut karny, wielkie emocje. Takimi słowami można podsumować pojedynek Cracovii z Widzewem. Mecz zakończył się wynikiem 2:1 dla łodzian i tym samym zespół z Krakowa jest coraz bliżej spadku do I ligi. Bohaterem spotkania okazał się strzelec dwóch goli – Piotr Grzelczak.
Zgodnie z zarządzeniem mówiącym o zakazie wejścia na stadion kibiców drużyny przyjezdnej, sympatyków Widzewa próżno było szukać przy ulicy Kałuży. Nie odbyła się również zapowiadana wcześniej demonstracja fanatyków drużyny z Łodzi. Mecz poprzedziła minuta ciszy poświęcona śmierci trzech kibiców Cracovii.

Od samego początku spotkania inicjatywę przejęli piłkarze Czesława Michniewicza, którzy nie pozwalali „Pasom” na wiele. Już w 6. minucie meczu dobrą okazję na strzelenie gola miał Piotr Grzelczak, który po dośrodkowaniu Oziębały uderzył piłkę z główki, a ta minęła bramkę Wojciecha Kaczmarka. Przewaga Widzewa trwała mniej więcej do 20. minuty rywalizacji. Wtedy to dwa razy z dobrej strony pokazał się Alexandru Suvorov. Najpierw płaskim strzałem chciał zaskoczyć Kanieckiego, a chwilę później po jego uderzeniu piłka przeleciała nad bramką.
Prawdziwe emocje rozpoczęły się po blisko dwóch kwadransach. W 28. minucie meczu kibice na stadionie oszaleli ze szczęścia i już widzieli swój ukochany klub w przyszłym sezonie w Ekstraklasie. Fenomenalnym strzałem zza linii pola karnego popisał się Sławomir Szeliga i umieścił piłkę w siatce obok bezradnego bramkarza gości.
Dosłownie kilkadziesiąt sekund później było już 1:1! Błąd Trivunovicia wykorzystał Krzysztof Ostrowski, który po przejęciu piłki, podał do osamotnionego Grzelczaka, a ten nie miał najmniejszych problemów, żeby pokonać Kaczmarka.
Wystarczyły trzy minuty i Cracovia po raz drugi w meczu mogła wyjść na prowadzenie, jednak wspaniałą okazję zmarnował Klich po pięknym podaniu Ntibazonkizy. Podopieczni Jurija Szatałowa nie zdobyli gola, zrobili to natomiast piłkarze gości, a konkretnie po raz drugi Piotr Grzelczak, który ładnym wolejem zaskoczył bezradnego Kanieckiego. Po bardzo emocjonującej połowie Widzew wygrywał z Cracovią 2:1.
Druga odsłona spotkania to ataki piłkarzy spod Wawelu, którzy za wszelką cenę chcieli zdobyć bardzo potrzebne im punkty do tego, aby utrzymać się w lidze. Swoje okazje mieli Ntibazonkiza, oraz Suvorov, jednak ani Burundyjczyk, ani Mołdawianin nie byli w stanie pokonać dobrze spisującego się w bramce Kanieckiego.
W 69. minucie meczu mieliśmy do czynienia chyba z sytuacją, która dała do zrozumienia, że Cracovia nie będzie w stanie wygrać z Widzewem. Swoją drugą żółtą kartkę w spotkaniu ujrzał pomocnik krakowian, Mateusz Klich, i musiał opuścić boisko.











