W ostatnim meczu 22. kolejki Ekstraklasy Odra Wodzisław zremisowała bezbramkowo z Lechem Poznań. Wynik jest jak najbardziej sprawiedliwy, ponieważ Lech nie potrafił udokumentować swojej przewagi tylko i wyłącznie dlatego, że defensywa Odry spisywała się bez zarzutów.
Przed meczem Lech z liczbą 42 oczek zajmował trzecią pozycję w Ekstraklasie, zaś Odra z dorobkiem 19 punktów zamykała ligową tabelę. Można było się spodziewać zaciętej walki, bowiem tak Lechowi do mistrzostwa, jak i Odrze do utrzymania potrzebne są punkty.

Pierwszy kwadrans meczu był po prostu nudny. Oba zespoły z wielką niechęcią atakowały, a gra toczyła się w środku pola. Dopiero w 10. minucie spotkania Piotr Piechniak miał okazję zaskoczyć golkipera gości, Jasmina Buricia, jednak strzał głową zawodnika Odry nie przyniósł bramki, w dodatku sędzia odgwizdał pozycję spaloną. Chwilę później groźnie szarżował Bueno, jednak na pograniczu pola karnego skutecznie powstrzymał go kolumbijski defensor Lecha, Manuel Arboleda. Jeden z nowych nabytków Odry, Stanislav Velicky, o mały włos nie opuścił z boiska. Brutalnie faulował Gancarczyka, rozrywając getrę i łamiąc ochraniacz, jednak arbiter upomniał obrońcę Odry jedynie żółtym kartonikiem.
W 20. minucie spotkania swoją drugą szansę zmarnował Bueno. Kilka metrów od bramki, brak rywali i… strzał prosto w ręce Buricia. Golkiper Lecha spisał się w tej sytuacji znakomicie i otrzymał gromkie brawa od kibiców „Kolejorza”, którzy stawili się w sile 1000 głów na stadionie Odry. Lech miał wyraźnie problem z wyprowadzaniem akcji. Szarże Peszki i strzały z dystansu Stilicia były niczym bicie głową w mur, ponieważ nie przyniosły upragnionych rezultatów. Natomiast Odra rozgrywała naprawdę dobre spotkanie. Wykorzystując błędy w środku pola „Kolejorza” Piechniak oraz Brasilia wychodzili z bardzo groźnymi kontrami, ale za każdym razem na posterunku był Jasmin Burić, który ostatnio jest w kręgu zainteresowań klubów z ligi francuskiej.
Niewiele działo się w pierwszej połowie. Przed przerwą szczęścia próbowali jeszcze Siergiej Kriwiec oraz Seweryn Gancarczyk, jednak po ich akcjach piłka nie odnalazła drogi do bramki i do szatni oba zespoły schodziły przy bezbramkowym remisie.












