Oceniamy szkoleniowców Premier League. Kto najbliżej wylotu?
Nathaniel Organ, Mikołaj Bryła i Karol Sibilski· 11 min czytania
Początek listopada to czas, w którym w świecie piłki dochodzi do pierwszych rozliczeń. Rozliczeń między trenerami a klubami, a owe rozliczenia odbywają się na podstawie osiąganych wyników. Jest to o tyle dobry czas na zmiany, że do końca sezonu jeszcze daleka droga i stracony start można jeszcze odrobić. W Premier League obyło się jeszcze bez zwolnień, ale przecież ktoś musi być pierwszy.
Średnia długość pracy trenera w PL to niecałe dwa lata. Niewiele jak na dobranie sobie odpowiednich piłkarzy, wdrożenie odpowiedniej mentalności, taktyki, no i co najważniejsze — wyników. Ale kto powiedział, że życie jest łatwe. Menedżerowie muszą sobie radzić z tym, co mają, tymi środkami, którymi dysponują, bo inaczej na drugi dzień spotka ich bezrobocie. W Anglii, gdzie w piłkę nożną wpompowywane są ogromne pieniądze, na trenerach spoczywa spora presja. Nie wszyscy sobie z tym radzą. Innych trudno ocenić, bo ich sukces jest połowiczny. My postanowiliśmy przyjrzeć się pracy wszystkich 20 trenerów Premier League, oceniając ich sytuację w klubie, wyniki i pewność posady. Oto werdykty.
JOSE MOURINHO (Chelsea Londyn)
Kto jak kto, ale Mourinho o swoją posadę bać się nie musi. Jego Chelsea zaczyna grać tak, jak kibice by chcieli, obecnie jest liderem Premier League z czterema punktami przewagi nad drugim Southamptonem. Piłkarze Chelsea zostali zarażeni przez 51-letniego Portugalczyka chorą ambicją i dynamiką, którą widać chociażby po jego starciu z Arsene’em Wengerem. Mourinho w Chelsea jest władcą. Dostanie pieniądze na kogo chce, ma nieograniczone możliwości finansowe, chyba że jakimś cudem zacznie notować gorsze wyniki. Ale kto ogląda mecze Chelsea, ten widzi, że na to się nie zanosi.
Pewność posady: 9/10
RONALD KOEMAN (Southampton)
Jeżeli poprzedni sezon był dla Southamptonu udany, to jak można nazwać obecny? W letnim okienku transferowym klub opuściło wielu zawodników wyjściowej jedenastki oraz trener Mauricio Pochettino. Szybko okazało się, że nie jest niezastąpiony. Na jego miejsce sprowadzony został były szkoleniowiec Feyenoordu, Ronald Koeman. Znany głównie z występów w FC Barcelona Holender skazywany był na porażkę. Wielu mówiło, że nawet prawie sto milionów funtów, jakie Southampton uzyskał ze sprzedaży zawodników, nie będzie w stanie pomóc Koemanowi w utrzymaniu zespołu w lidze. W klubie pojawili się piłkarze, których nazwiska nie mówiły zbyt dużo ludziom, którzy nie żyją piłką nożną, a także zaczęto coraz mocniej stawiać na młodzież, w którą wierzy Koeman. Jesteśmy świadkami prawdopodobnie najlepszego sezonu Southamptonu w historii. Holender już raz zdobył nagrodę dla najlepszego menedżera miesiąca w Premier League, jednak coraz częściej pojawiają się głosy mówiące, że Koeman zostanie najlepszym trenerem sezonu, nawet jak jego drużyna nie znajdzie się na podium.
Pewność posady: 9/10
MANUEL PELLEGRINI (Manchester City)
Przychodząc na Etihad, Chilijczyk dostał jasny plan – pięć trofeów w pięć lat. W pierwszej kampanii „The Citizens” dwukrotnie podnosili prestiżowe puchary, wygrywając Premier League i Capital One Cup. Teoretycznie oznacza to, że w obecnych rozgrywkach City może obejść się bez trofeum. Ale tak duży klub nie ma takiej mentalności. Właściciele z Abu Dhabi mają spore zaufanie do obecnego szkoleniowca, ale kluczem jest postawa w Lidze Mistrzów i odblokowanie złej passy, a wystarczy tylko spojrzeć na tabelę grupy, w której gra Manchester City, żeby stwierdzić, że do ideału daleka droga. I to właśnie postawa w Europie wpłynęła na obniżenie pozycji „Inżyniera” w klubie. Mimo to w Manchesterze wierzą w długoterminowy plan Chilijczyka i trudno spodziewać się jego zwolnienia.
Pewność posady: 7/10
ARSENE WENGER (Arsenal Londyn)
Po raz kolejny Francuz musi udowadniać, że nadaje się na trenera drużyny, która regularnie znajduje się w czołówce ligi angielskiej. Arsenal w obecnym sezonie nie spisuje się tak, jak od lat oczekują tego kibice. Do klubu przyszło kilku zawodników, którzy mieli pomóc „Kanonierom” osiągnąć szczyt. Wielu było zaskoczonych transferami Welbecka i Sancheza, jednak ci dwaj zawodnicy coraz śmielej radzą sobie w nowym klubie. Ten pierwszy został sprowadzony na miejsce kontuzjowanego Oliviera Giroud. Drugi natomiast miał odgrywać rolę lidera zespołu. Kontuzje są odwiecznym problemem Arsenalu, jednak dzięki doświadczeniu Wengera „Kanonierzy” wciąż walczą o mistrzostwo Anglii. Na plus można Francuzowi zaliczyć umiejętność wyszukiwania zastępców dla poszczególnych piłkarzy. Minusem jest jednak wystawianie swoich podopiecznych na nieodpowiednich pozycjach. Już od dawna Mesut Oezil narzeka na to, że musi grać na skrzydle, a nie na pozycji ofensywnego pomocnika, gdzie czuje się najlepiej.
Pewność posady: 7/10
SAM ALLARDYCE (West Ham United)
Jeszcze wiosną posada „Big Sama” była mocno zagrożona. Słynny „dziewiętnastowieczny futbol” „Młotów” nie pasował kibicom drużyny z zachodniego Londynu w niemal takim samym stopniu, jak nie pasował Mourinho. Allardyce dostał od zarządu ultimatum – zachowanie posady na Upton Park, ale w zamian West Ham miał prezentować atrakcyjniejszy dla oka futbol. Latem podjęto ku temu działania na rynku transferowym, ściągając Sakho, Valencię czy Songa. Rezultat? Wszystkie transfery okazały się trafione, co pozwoliło awansować drużynie do Top 4 po dziewięciu kolejkach i znacznie poprawić sam styl gry. „Big Sam” może na razie spać spokojnie.
Pewność posady: 7/10
GARRY MONK (Swansea City)
Jego pozycja w Swansea lekko się osłabiła po tym, jak nazwał Victora Mosesa oszustem po przegranej ze Stoke 1:2, ale poza tym nie musi się bać o swój fotel. W obecnym klubie Premiership nie zawojuje, a i tak na razie wywiązuje się ze swojej roli bardzo dobrze. Szóste miejsce w tabeli, zwycięstwo m.in. nad Manchesterem United 2:1 powinno być spełnieniem ambicji włodarzy „Łabędzi’’, w obecnej dyspozycji powinien nawet powalczyć o europejskie puchary. Jeśli do tego dodamy, że piłkarze z Liberty Stadium grają nie tyle efektywnie co efektownie, to można z całą pewnością stwierdzić, że Monk odwala kawał dobrej roboty.
Pozycja w klubie: 7/10
BRENDAN RODGERS (Liverpool FC)
Młody, bo 41-letni, szkoleniowiec dał w poprzednim sezonie nowego ducha gry drużynie Liverpoolu. Został wicemistrzem Anglii, przywrócił klub do Ligi Mistrzów. Być może połowicznie była to zasługa genialnego Suareza, który w poprzednim sezonie wyprawiał na boisku prawdziwe cuda. Obecnie jego klub zajmuje siódme miejsce w tabeli, gra zaś nie rozgrzewa kibiców zgromadzonych na stadionie. Jak na razie trenera „The Reds’’ ratują wyniki z poprzednich rozgrywek, ale to tylko kwestia czasu, zanim media zaczną pisać o potencjalnym zwolnieniu Rodgersa, co – jeśli słaba forma będzie się dłużej utrzymywać – będzie mogło się okazać prawdą. Przed trenerem z Irlandii Północnej prawdziwe wyzwanie, które dopiero zweryfikuje jego umiejętności. Sprawić, aby jego drużyna zapomniała o Suarezie, którego już nie ma, i ponownie dać jej ducha oraz serce do gry.
Pozycja w klubie: 7/10
MAURICIO POCHETTINO (Tottenham Hotspur)
Przed oceną Argentyńczyka należy zwrócić uwagę na to, jakie ma miejsce pracy. Posada na White Hart Lane za rządów Daniela Levy’ego nie należy do najstabilniejszych stołków trenerskich na Wyspach. Wystarczy powiedzieć, że w ciągu ostatnich 7 lat w klubie z północnego Londynu pracowało sześciu szkoleniowców. Pochettino – podobnie jak sezon temu AVB – zaliczył dobry start, wygrywając dwa pierwsze mecze. Później było gorzej, wystarczy przypomnieć choćby porażki z Liverpoolem 0:3 czy Manchesterem City 1:4. Argentyńczyk problem zdiagnozował – stwierdził, że problem nie leży w umiejętnościach czy taktyce, tylko w psychice zawodników. Jeśli ją więc odblokuje, to dużo zyska. Jeśli mu się nie uda, to Daniel Levy znów będzie szukał trenera.
Pewność posady: 5/10
ROBERTO MARTINEZ (Everton)
Przejął Everton po odchodzącym do Manchesteru Moyesie i jak dotąd radzi sobie przyzwoicie. W poprzednim sezonie 5. miejsce w tabeli, teraz zaś gra w Lidze Europy i pewny środek tabeli. Może nie jest to powód do wynoszenia Hiszpana ponad niebiosa, ale nie ma też powodu do zmartwień. Władze Evertonu są dosyć wyrozumiałe dla swoich szkoleniowców i doskonale zdają sobie sprawę z rzeczywistych możliwości zespołu. Martinez do końca sezonu powinien zostać, o ile nie stanie się nic nieprzewidywalnego bądź nie zastąpi go… Moyes.
Pozycja w klubie: 7/10
LOUIS VAN GAAL (Manchester United)
Po zwolnieniu Davida Moyesa wszyscy spodziewali się, że władze Manchesteru United postawią na trenera z większym doświadczeniem i umiejętnościami. Wiele mówiło się o Jose Mourinho czy Carlo Ancelottim, ale w końcu zdecydowano się na Louisa van Gaala. I czy był to właściwy ruch? Manchester United szybko odpadł z Capital One Cup, ulegając MK Dons. Na Holendra spadła wielka fala krytyki. Czy słusznie? Za czasów Fergusona nikt by nie pomyślał, że coś takiego może się zdarzyć. Kibice zaczęli już odliczać dni do zwolnienia van Gaala, jednak ten wciąż daje powody, aby w niego wierzyć. Mecz z Chelsea na Old Trafford miał pokazać, że Manchester United jest w stanie jeszcze w tym sezonie powalczyć o miejsca w czołówce. Jednak remis z liderem nikogo nie zadowoli, skoro „Czerwone Diabły” przegrywają z drużynami potencjalnie słabszymi. LVG wiele razy pokazywał już, że potrafi wyprowadzić drużynę na prostą, co sprawia, że zarząd ma do niego wiele cierpliwości, ale kibice mu nie darują, jeżeli kolejny rok z rzędu „Czerwonych Diabłów” zabraknie w europejskich pucharach.
Pewność posady: 6/10
ALAN IRVINE (West Bromwich Albion)
Jego West Bromwich Albion grało słabo, ale po pewnym czasie przyszła poprawa w grze i w dorobku punktowym. 56-latek dopiero zaczyna zbierać doświadczenie w najwyższej klasie rozgrywkowej w Anglii, gdyż dotąd żadnego klubu w ekstraklasie nie prowadził. WBA plasuje się w dolnej połowie tabeli, co może nie jest ogromnym zaskoczeniem, ale porażki jak ta 0:3 ze Swansea nie powinny się zdarzać. Trudno powiedzieć, ile jeszcze Irvine w WBA będzie pracować. Ja na razie utrzymanie z 56-latkiem na ławce trenerskiej wydaje się w miarę pewne, ale może się to szybko zmienić.
Pozycja w klubie: 5/10
ALAN PARDEW (Newcastle United)
Dla wielu fanów „Srok” Pardew to winowajca całego zła, jakie ma miejsce na St. James Park. Mimo to Newcastle powoli zaczyna wracać na właściwe tory. Od poprzedniej przegranej zespół zaczął grać zupełnie inaczej i drużyna jest obecnie na fali, odnotowując cztery zwycięstwa z rzędu. Kibice byli sfrustrowani, że Anglik nie potrafił wykorzystać potencjału swoich podopiecznych. Dziś jednak wiemy, że zły początek sezonu został im wynagrodzony. Ogromny wkład pracy opłacił się, bo Newcastle poza awansem do kolejnej fazy Capital One Cup wywalczyło sobie pewny byt w środku tabeli. Pardew można krytykować za wiele spraw pozaboiskowych, ale należy go także pochwalić za ostatnie wyniki, jakie osiąga ze „Srokami”. Jego pozycja jest mocniejsza niż miesiąc temu, ale do ideału jeszcze daleko.
Pewność posady: 4/10
MARK HUGHES (Stoke City)
Obecność Stoke City w Premier League jest wręcz niezagrożona. A to głównie dzięki Markowi Hughesowi, który potrafi ustawić swój zespół do pionu. W grze zespołu ponownie widać chęci i ambicje. Wiadomo, że Walijczykowi nie uda się awansować ze Stoke do Ligi Europy, jednak „The Potters” mogą sporo namieszać w lidze. Stoke jest jednym z niedocenianych klubów w lidze, ponieważ nikt nie spodziewa się, że akurat ta drużyna może być przeszkodą. Hughes to bardzo doświadczony trener, który nie boi się żadnego rywala. Bardzo lubi podejmować ryzykowne decyzje, co ma wpływ na jego ogólną ocenę. Stoke nie będzie klubem, który będzie walczył o utrzymanie, ale na czołówkę też nie ma co liczyć.
Pewność posady: 5/10
STEVE BRUCE (Hull City)
Utrzymanie się było celem dla Hull City w pierwszym sezonie po powrocie do najwyższej klasy rozgrywkowej. Cel został zrealizowany z nie lada dodatkiem, jakim był występ w finale FA Cup z Arsenalem na Wembley. Potem było szaleństwo na rynku transferowym i nieudane kwalifikacje do Ligi Europy. W obecnej kampanii „Tygrysy” również punktują jak należy, więc na razie nie ma za co ganić Bruce’a. Wystarczy jednak lekka obniżka formy i widmo strefy spadkowej, a zaczną się pojawiać pytania o sensowność poszczególnych wzmocnień (które były dość kosztowne), a potem ewentualnie o posadę menedżera.
Pewność posady: 6/10
PAUL LAMBERT (Aston Villa)
Paula Lamberta można porównać do Marka Hughesa. Obaj menedżerowie nie muszą bać się o swoją pracę w klubie. Jednak ostatni miesiąc był dla trenera Aston Villi bardzo trudny. Ostatnie pięć spotkań zakończyło się porażkami, a „Lwy” nie potrafiły strzelić ani jednej bramki. Kibice są coraz bardziej zaniepokojeni tym, że Aston Villa jest coraz bliżej strefy spadkowej. Ostatnio nawet wyrazili głośno swoją opinię na temat tego, czy należy zwolnić Lamberta czy nie. Zarząd jednak w pełni ufa Szkotowi. Ten musi szybko znaleźć sposób na poprawę wyników, ponieważ Aston Villa jest obecnie jedną z drużyn, która ma najgorszy bilans bramkowy. Przed Lambertem bardzo dużo pracy, jeżeli zamierza zostać w Premier League na dłużej.
Pewność posady: 4/10
NEIL WARNOCK (Crystal Palace)
Trener, który miał najmniej czasu na ułożenie swojej drużyny po swojemu, bo przejął zespół już w trakcie rozgrywek po rezygnacji Toniego Pulisa. Steve Parish długo szukał następcy (faworytem do posady na Selhurst Park był Malky Mackay, który jednak został skreślony z listy kandydatów przez skandal na tle rasistowskim), aż w końcu padło na byłego menedżera m.in. Sheffield United. Warnock ma już swoje lata i wątpliwe jest, żeby zagrzał na dłużej miejsce w południowym Londynie. Najprawdopodobniej zostanie zastąpiony po tym sezonie przez kogoś młodszego. Albo wcześniej, jeśli zespół utkwi w strefie spadkowej.
Pewność posady: 4/10
NIGEL PEARSON (Leicester City)
Leicester jako drużyna, która dopiero awansowała do Premier League, ma za zadanie utrzymać się w najwyższej klasie rozgrywkowej w Anglii. A o to może być naprawdę trudno. Nigel Pearson, mimo że udało mu się awansować, to nie potrafi się odnaleźć w Premier League. Jedyne, co może cieszyć, to niespodziewana wygrana z Manchesterem United w lidze. Kibice przez moment mogli uwierzyć, że „Lisy” swobodnie utrzymają się w lidze. W najbliższym czasie czeka ich kilka trudnych spotkań, a Nigel Pearson musi przeanalizować dokładnie obecną formę swoich zawodników. Jeśli tego nie zrobi, to będzie musiał poprosić swojego agenta o poszukiwania nowego klubu.
Pewność posady: 2/10
GUSTAVO POYET (Sunderland)
Urugwajski menedżer w zeszłym sezonie uratował „Czarnym Kotom” byt w Premier League, po tym jak we wcześniejszej fazie rozgrywek wpadła ona na dno tabeli pod wodzą Paulo Di Canio. Ostatecznie jego Sunderland skończył na 14. miejscu, teraz zaś próbuje wydostać się ze strefy spadkowej. Poyet mimo wszystko nigdy nie miał pełnej kontroli nad drużyną, wydaje się, że teraz ma ją jeszcze mniejszą. Właścicieli klubu trzymać muszą ostatnie nadzieje na lepsze wyniki, ale zmiana szkoleniowca i tak wydaje się nieuchronna. Poyet długo miejsca w klubie nie zagrzeje.
Pozycja w klubie: 3/10
HARRY REDKNAPP (Queens Park Rangers)
Cztery lata temu menedżer sezonu Premier League, teraz jego pozycja w klubie jest wręcz stracona. Sam zapowiada, że jeśli jego QPR ponownie spadnie z ligi, to odejdzie, wydaje się jednak, że nastąpi to dużo wcześniej. Drużyna z zachodniego Londynu okupuje przedostatnie miejsce w tabeli, przegrywając po drodze niemal wszystko, co się da. Jak zaś powszechnie wiadomo, liga angielska nie toleruje trenerów ze słabymi wynikami, więc odejście Rednkappa spowalnia jedynie uznane nazwisko.
Pozycja w klubie: 3/10
SEAN DYCHE (Burnley)
Jeśli ktoś niezbyt obyty z wyspiarską piłką zobaczy sytuację Burnley w tabeli angielskiej ekstraklasy po pierwszych dziesięciu meczach, to uzna, że Dyche powinien być murowanym kandydatem do zwolnienia. A tymczasem.. wcale tak nie jest! 43-latek ma dość mocną pozycję w porównaniu z okolicznościami, ponieważ ma za plecami dość rozsądny zarząd. W Burnley wiedzą, jak daleko temu klubowi do pozostałych uczestników PL – nie tylko pod względem piłkarskim, ale i finansowym czy organizacyjnym. I stąd wniosek, że żaden inny menedżer będący w zasięgu Burnley nie byłby w stanie uzyskać lepszego wyniku. Sytuacja Dyche może się zmienić tylko w przypadku narastających kompromitacji na boisku, ale tych jako tako udało się jak dotąd uniknąć.
Pewność posady: 5/10
Początek listopada to czas, w którym w świecie piłki dochodzi do pierwszych rozliczeń. Rozliczeń między trenerami a klubami, a owe rozliczenia odbywają się na podstawie osiąganych wyników. Jest to o tyle dobry czas na zmiany, że do końca sezonu jeszcze daleka droga i stracony start można jeszcze odrobić. W Premier League obyło się jeszcze bez zwolnień, ale przecież ktoś musi być pierwszy.
Średnia długość pracy trenera w PL to niecałe dwa lata. Niewiele jak na dobranie sobie odpowiednich piłkarzy, wdrożenie odpowiedniej mentalności, taktyki, no i co najważniejsze — wyników. Ale kto powiedział, że życie jest łatwe. Menedżerowie muszą sobie radzić z tym, co mają, tymi środkami, którymi dysponują, bo inaczej na drugi dzień spotka ich bezrobocie. W Anglii, gdzie w piłkę nożną wpompowywane są ogromne pieniądze, na trenerach spoczywa spora presja. Nie wszyscy sobie z tym radzą. Innych trudno ocenić, bo ich sukces jest połowiczny. My postanowiliśmy przyjrzeć się pracy wszystkich 20 trenerów Premier League, oceniając ich sytuację w klubie, wyniki i pewność posady. Oto werdykty.
JOSE MOURINHO (Chelsea Londyn)
Kto jak kto, ale Mourinho o swoją posadę bać się nie musi. Jego Chelsea zaczyna grać tak, jak kibice by chcieli, obecnie jest liderem Premier League z czterema punktami przewagi nad drugim Southamptonem. Piłkarze Chelsea zostali zarażeni przez 51-letniego Portugalczyka chorą ambicją i dynamiką, którą widać chociażby po jego starciu z Arsene’em Wengerem. Mourinho w Chelsea jest władcą. Dostanie pieniądze na kogo chce, ma nieograniczone możliwości finansowe, chyba że jakimś cudem zacznie notować gorsze wyniki. Ale kto ogląda mecze Chelsea, ten widzi, że na to się nie zanosi.
Pewność posady: 9/10
RONALD KOEMAN (Southampton)
Jeżeli poprzedni sezon był dla Southamptonu udany, to jak można nazwać obecny? W letnim okienku transferowym klub opuściło wielu zawodników wyjściowej jedenastki oraz trener Mauricio Pochettino. Szybko okazało się, że nie jest niezastąpiony. Na jego miejsce sprowadzony został były szkoleniowiec Feyenoordu, Ronald Koeman. Znany głównie z występów w FC Barcelona Holender skazywany był na porażkę. Wielu mówiło, że nawet prawie sto milionów funtów, jakie Southampton uzyskał ze sprzedaży zawodników, nie będzie w stanie pomóc Koemanowi w utrzymaniu zespołu w lidze. W klubie pojawili się piłkarze, których nazwiska nie mówiły zbyt dużo ludziom, którzy nie żyją piłką nożną, a także zaczęto coraz mocniej stawiać na młodzież, w którą wierzy Koeman. Jesteśmy świadkami prawdopodobnie najlepszego sezonu Southamptonu w historii. Holender już raz zdobył nagrodę dla najlepszego menedżera miesiąca w Premier League, jednak coraz częściej pojawiają się głosy mówiące, że Koeman zostanie najlepszym trenerem sezonu, nawet jak jego drużyna nie znajdzie się na podium.
Pewność posady: 9/10
MANUEL PELLEGRINI (Manchester City)
Przychodząc na Etihad, Chilijczyk dostał jasny plan – pięć trofeów w pięć lat. W pierwszej kampanii „The Citizens” dwukrotnie podnosili prestiżowe puchary, wygrywając Premier League i Capital One Cup. Teoretycznie oznacza to, że w obecnych rozgrywkach City może obejść się bez trofeum. Ale tak duży klub nie ma takiej mentalności. Właściciele z Abu Dhabi mają spore zaufanie do obecnego szkoleniowca, ale kluczem jest postawa w Lidze Mistrzów i odblokowanie złej passy, a wystarczy tylko spojrzeć na tabelę grupy, w której gra Manchester City, żeby stwierdzić, że do ideału daleka droga. I to właśnie postawa w Europie wpłynęła na obniżenie pozycji „Inżyniera” w klubie. Mimo to w Manchesterze wierzą w długoterminowy plan Chilijczyka i trudno spodziewać się jego zwolnienia.
Pewność posady: 7/10
ARSENE WENGER (Arsenal Londyn)
Po raz kolejny Francuz musi udowadniać, że nadaje się na trenera drużyny, która regularnie znajduje się w czołówce ligi angielskiej. Arsenal w obecnym sezonie nie spisuje się tak, jak od lat oczekują tego kibice. Do klubu przyszło kilku zawodników, którzy mieli pomóc „Kanonierom” osiągnąć szczyt. Wielu było zaskoczonych transferami Welbecka i Sancheza, jednak ci dwaj zawodnicy coraz śmielej radzą sobie w nowym klubie. Ten pierwszy został sprowadzony na miejsce kontuzjowanego Oliviera Giroud. Drugi natomiast miał odgrywać rolę lidera zespołu. Kontuzje są odwiecznym problemem Arsenalu, jednak dzięki doświadczeniu Wengera „Kanonierzy” wciąż walczą o mistrzostwo Anglii. Na plus można Francuzowi zaliczyć umiejętność wyszukiwania zastępców dla poszczególnych piłkarzy. Minusem jest jednak wystawianie swoich podopiecznych na nieodpowiednich pozycjach. Już od dawna Mesut Oezil narzeka na to, że musi grać na skrzydle, a nie na pozycji ofensywnego pomocnika, gdzie czuje się najlepiej.
Pewność posady: 7/10
SAM ALLARDYCE (West Ham United)
Jeszcze wiosną posada „Big Sama” była mocno zagrożona. Słynny „dziewiętnastowieczny futbol” „Młotów” nie pasował kibicom drużyny z zachodniego Londynu w niemal takim samym stopniu, jak nie pasował Mourinho. Allardyce dostał od zarządu ultimatum – zachowanie posady na Upton Park, ale w zamian West Ham miał prezentować atrakcyjniejszy dla oka futbol. Latem podjęto ku temu działania na rynku transferowym, ściągając Sakho, Valencię czy Songa. Rezultat? Wszystkie transfery okazały się trafione, co pozwoliło awansować drużynie do Top 4 po dziewięciu kolejkach i znacznie poprawić sam styl gry. „Big Sam” może na razie spać spokojnie.
Pewność posady: 7/10
GARRY MONK (Swansea City)
Jego pozycja w Swansea lekko się osłabiła po tym, jak nazwał Victora Mosesa oszustem po przegranej ze Stoke 1:2, ale poza tym nie musi się bać o swój fotel. W obecnym klubie Premiership nie zawojuje, a i tak na razie wywiązuje się ze swojej roli bardzo dobrze. Szóste miejsce w tabeli, zwycięstwo m.in. nad Manchesterem United 2:1 powinno być spełnieniem ambicji włodarzy „Łabędzi’’, w obecnej dyspozycji powinien nawet powalczyć o europejskie puchary. Jeśli do tego dodamy, że piłkarze z Liberty Stadium grają nie tyle efektywnie co efektownie, to można z całą pewnością stwierdzić, że Monk odwala kawał dobrej roboty.
Pozycja w klubie: 7/10
BRENDAN RODGERS (Liverpool FC)
Młody, bo 41-letni, szkoleniowiec dał w poprzednim sezonie nowego ducha gry drużynie Liverpoolu. Został wicemistrzem Anglii, przywrócił klub do Ligi Mistrzów. Być może połowicznie była to zasługa genialnego Suareza, który w poprzednim sezonie wyprawiał na boisku prawdziwe cuda. Obecnie jego klub zajmuje siódme miejsce w tabeli, gra zaś nie rozgrzewa kibiców zgromadzonych na stadionie. Jak na razie trenera „The Reds’’ ratują wyniki z poprzednich rozgrywek, ale to tylko kwestia czasu, zanim media zaczną pisać o potencjalnym zwolnieniu Rodgersa, co – jeśli słaba forma będzie się dłużej utrzymywać – będzie mogło się okazać prawdą. Przed trenerem z Irlandii Północnej prawdziwe wyzwanie, które dopiero zweryfikuje jego umiejętności. Sprawić, aby jego drużyna zapomniała o Suarezie, którego już nie ma, i ponownie dać jej ducha oraz serce do gry.
Pozycja w klubie: 7/10
MAURICIO POCHETTINO (Tottenham Hotspur)
Przed oceną Argentyńczyka należy zwrócić uwagę na to, jakie ma miejsce pracy. Posada na White Hart Lane za rządów Daniela Levy’ego nie należy do najstabilniejszych stołków trenerskich na Wyspach. Wystarczy powiedzieć, że w ciągu ostatnich 7 lat w klubie z północnego Londynu pracowało sześciu szkoleniowców. Pochettino – podobnie jak sezon temu AVB – zaliczył dobry start, wygrywając dwa pierwsze mecze. Później było gorzej, wystarczy przypomnieć choćby porażki z Liverpoolem 0:3 czy Manchesterem City 1:4. Argentyńczyk problem zdiagnozował – stwierdził, że problem nie leży w umiejętnościach czy taktyce, tylko w psychice zawodników. Jeśli ją więc odblokuje, to dużo zyska. Jeśli mu się nie uda, to Daniel Levy znów będzie szukał trenera.
Pewność posady: 5/10
ROBERTO MARTINEZ (Everton)
Przejął Everton po odchodzącym do Manchesteru Moyesie i jak dotąd radzi sobie przyzwoicie. W poprzednim sezonie 5. miejsce w tabeli, teraz zaś gra w Lidze Europy i pewny środek tabeli. Może nie jest to powód do wynoszenia Hiszpana ponad niebiosa, ale nie ma też powodu do zmartwień. Władze Evertonu są dosyć wyrozumiałe dla swoich szkoleniowców i doskonale zdają sobie sprawę z rzeczywistych możliwości zespołu. Martinez do końca sezonu powinien zostać, o ile nie stanie się nic nieprzewidywalnego bądź nie zastąpi go… Moyes.
Pozycja w klubie: 7/10
LOUIS VAN GAAL (Manchester United)
Po zwolnieniu Davida Moyesa wszyscy spodziewali się, że władze Manchesteru United postawią na trenera z większym doświadczeniem i umiejętnościami. Wiele mówiło się o Jose Mourinho czy Carlo Ancelottim, ale w końcu zdecydowano się na Louisa van Gaala. I czy był to właściwy ruch? Manchester United szybko odpadł z Capital One Cup, ulegając MK Dons. Na Holendra spadła wielka fala krytyki. Czy słusznie? Za czasów Fergusona nikt by nie pomyślał, że coś takiego może się zdarzyć. Kibice zaczęli już odliczać dni do zwolnienia van Gaala, jednak ten wciąż daje powody, aby w niego wierzyć. Mecz z Chelsea na Old Trafford miał pokazać, że Manchester United jest w stanie jeszcze w tym sezonie powalczyć o miejsca w czołówce. Jednak remis z liderem nikogo nie zadowoli, skoro „Czerwone Diabły” przegrywają z drużynami potencjalnie słabszymi. LVG wiele razy pokazywał już, że potrafi wyprowadzić drużynę na prostą, co sprawia, że zarząd ma do niego wiele cierpliwości, ale kibice mu nie darują, jeżeli kolejny rok z rzędu „Czerwonych Diabłów” zabraknie w europejskich pucharach.
Pewność posady: 6/10
ALAN IRVINE (West Bromwich Albion)
Jego West Bromwich Albion grało słabo, ale po pewnym czasie przyszła poprawa w grze i w dorobku punktowym. 56-latek dopiero zaczyna zbierać doświadczenie w najwyższej klasie rozgrywkowej w Anglii, gdyż dotąd żadnego klubu w ekstraklasie nie prowadził. WBA plasuje się w dolnej połowie tabeli, co może nie jest ogromnym zaskoczeniem, ale porażki jak ta 0:3 ze Swansea nie powinny się zdarzać. Trudno powiedzieć, ile jeszcze Irvine w WBA będzie pracować. Ja na razie utrzymanie z 56-latkiem na ławce trenerskiej wydaje się w miarę pewne, ale może się to szybko zmienić.
Pozycja w klubie: 5/10
ALAN PARDEW (Newcastle United)
Dla wielu fanów „Srok” Pardew to winowajca całego zła, jakie ma miejsce na St. James Park. Mimo to Newcastle powoli zaczyna wracać na właściwe tory. Od poprzedniej przegranej zespół zaczął grać zupełnie inaczej i drużyna jest obecnie na fali, odnotowując cztery zwycięstwa z rzędu. Kibice byli sfrustrowani, że Anglik nie potrafił wykorzystać potencjału swoich podopiecznych. Dziś jednak wiemy, że zły początek sezonu został im wynagrodzony. Ogromny wkład pracy opłacił się, bo Newcastle poza awansem do kolejnej fazy Capital One Cup wywalczyło sobie pewny byt w środku tabeli. Pardew można krytykować za wiele spraw pozaboiskowych, ale należy go także pochwalić za ostatnie wyniki, jakie osiąga ze „Srokami”. Jego pozycja jest mocniejsza niż miesiąc temu, ale do ideału jeszcze daleko.
Pewność posady: 4/10
MARK HUGHES (Stoke City)
Obecność Stoke City w Premier League jest wręcz niezagrożona. A to głównie dzięki Markowi Hughesowi, który potrafi ustawić swój zespół do pionu. W grze zespołu ponownie widać chęci i ambicje. Wiadomo, że Walijczykowi nie uda się awansować ze Stoke do Ligi Europy, jednak „The Potters” mogą sporo namieszać w lidze. Stoke jest jednym z niedocenianych klubów w lidze, ponieważ nikt nie spodziewa się, że akurat ta drużyna może być przeszkodą. Hughes to bardzo doświadczony trener, który nie boi się żadnego rywala. Bardzo lubi podejmować ryzykowne decyzje, co ma wpływ na jego ogólną ocenę. Stoke nie będzie klubem, który będzie walczył o utrzymanie, ale na czołówkę też nie ma co liczyć.
Pewność posady: 5/10
STEVE BRUCE (Hull City)
Utrzymanie się było celem dla Hull City w pierwszym sezonie po powrocie do najwyższej klasy rozgrywkowej. Cel został zrealizowany z nie lada dodatkiem, jakim był występ w finale FA Cup z Arsenalem na Wembley. Potem było szaleństwo na rynku transferowym i nieudane kwalifikacje do Ligi Europy. W obecnej kampanii „Tygrysy” również punktują jak należy, więc na razie nie ma za co ganić Bruce’a. Wystarczy jednak lekka obniżka formy i widmo strefy spadkowej, a zaczną się pojawiać pytania o sensowność poszczególnych wzmocnień (które były dość kosztowne), a potem ewentualnie o posadę menedżera.
Pewność posady: 6/10
PAUL LAMBERT (Aston Villa)
Paula Lamberta można porównać do Marka Hughesa. Obaj menedżerowie nie muszą bać się o swoją pracę w klubie. Jednak ostatni miesiąc był dla trenera Aston Villi bardzo trudny. Ostatnie pięć spotkań zakończyło się porażkami, a „Lwy” nie potrafiły strzelić ani jednej bramki. Kibice są coraz bardziej zaniepokojeni tym, że Aston Villa jest coraz bliżej strefy spadkowej. Ostatnio nawet wyrazili głośno swoją opinię na temat tego, czy należy zwolnić Lamberta czy nie. Zarząd jednak w pełni ufa Szkotowi. Ten musi szybko znaleźć sposób na poprawę wyników, ponieważ Aston Villa jest obecnie jedną z drużyn, która ma najgorszy bilans bramkowy. Przed Lambertem bardzo dużo pracy, jeżeli zamierza zostać w Premier League na dłużej.
Pewność posady: 4/10
NEIL WARNOCK (Crystal Palace)
Trener, który miał najmniej czasu na ułożenie swojej drużyny po swojemu, bo przejął zespół już w trakcie rozgrywek po rezygnacji Toniego Pulisa. Steve Parish długo szukał następcy (faworytem do posady na Selhurst Park był Malky Mackay, który jednak został skreślony z listy kandydatów przez skandal na tle rasistowskim), aż w końcu padło na byłego menedżera m.in. Sheffield United. Warnock ma już swoje lata i wątpliwe jest, żeby zagrzał na dłużej miejsce w południowym Londynie. Najprawdopodobniej zostanie zastąpiony po tym sezonie przez kogoś młodszego. Albo wcześniej, jeśli zespół utkwi w strefie spadkowej.
Pewność posady: 4/10
NIGEL PEARSON (Leicester City)
Leicester jako drużyna, która dopiero awansowała do Premier League, ma za zadanie utrzymać się w najwyższej klasie rozgrywkowej w Anglii. A o to może być naprawdę trudno. Nigel Pearson, mimo że udało mu się awansować, to nie potrafi się odnaleźć w Premier League. Jedyne, co może cieszyć, to niespodziewana wygrana z Manchesterem United w lidze. Kibice przez moment mogli uwierzyć, że „Lisy” swobodnie utrzymają się w lidze. W najbliższym czasie czeka ich kilka trudnych spotkań, a Nigel Pearson musi przeanalizować dokładnie obecną formę swoich zawodników. Jeśli tego nie zrobi, to będzie musiał poprosić swojego agenta o poszukiwania nowego klubu.
Pewność posady: 2/10
GUSTAVO POYET (Sunderland)
Urugwajski menedżer w zeszłym sezonie uratował „Czarnym Kotom” byt w Premier League, po tym jak we wcześniejszej fazie rozgrywek wpadła ona na dno tabeli pod wodzą Paulo Di Canio. Ostatecznie jego Sunderland skończył na 14. miejscu, teraz zaś próbuje wydostać się ze strefy spadkowej. Poyet mimo wszystko nigdy nie miał pełnej kontroli nad drużyną, wydaje się, że teraz ma ją jeszcze mniejszą. Właścicieli klubu trzymać muszą ostatnie nadzieje na lepsze wyniki, ale zmiana szkoleniowca i tak wydaje się nieuchronna. Poyet długo miejsca w klubie nie zagrzeje.
Pozycja w klubie: 3/10
HARRY REDKNAPP (Queens Park Rangers)
Cztery lata temu menedżer sezonu Premier League, teraz jego pozycja w klubie jest wręcz stracona. Sam zapowiada, że jeśli jego QPR ponownie spadnie z ligi, to odejdzie, wydaje się jednak, że nastąpi to dużo wcześniej. Drużyna z zachodniego Londynu okupuje przedostatnie miejsce w tabeli, przegrywając po drodze niemal wszystko, co się da. Jak zaś powszechnie wiadomo, liga angielska nie toleruje trenerów ze słabymi wynikami, więc odejście Rednkappa spowalnia jedynie uznane nazwisko.
Pozycja w klubie: 3/10
SEAN DYCHE (Burnley)
Jeśli ktoś niezbyt obyty z wyspiarską piłką zobaczy sytuację Burnley w tabeli angielskiej ekstraklasy po pierwszych dziesięciu meczach, to uzna, że Dyche powinien być murowanym kandydatem do zwolnienia. A tymczasem.. wcale tak nie jest! 43-latek ma dość mocną pozycję w porównaniu z okolicznościami, ponieważ ma za plecami dość rozsądny zarząd. W Burnley wiedzą, jak daleko temu klubowi do pozostałych uczestników PL – nie tylko pod względem piłkarskim, ale i finansowym czy organizacyjnym. I stąd wniosek, że żaden inny menedżer będący w zasięgu Burnley nie byłby w stanie uzyskać lepszego wyniku. Sytuacja Dyche może się zmienić tylko w przypadku narastających kompromitacji na boisku, ale tych jako tako udało się jak dotąd uniknąć.
Pewność posady: 5/10