Przeglądając większość stron (głównie polskich) fanów Borussii Dortmund, polskich portali itp., czytałem o tym, jak wiele stracił Robert Lewandowski, zamieniając Signal Iduna Park na Allianz Arena. Bo Robben mu nie podaje, bo nie gra już tak dużo na szpicy. Zastanawiam się, jak długo będziemy dostrzegali tylko te negatywy i nie spojrzymy na grę Polaka z innej strony.
Bardzo często czytamy o tym, jak słabo Robert dogaduje się z partnerami, co ma rzekomo rzutować na późniejsze zdobycze bramkowe przez Polaka. Rzeczywiście – klarownych sytuacji strzeleckich jest jakby mniej niż w Borussii Dortmund. Patrząc na to nieco trzeźwiej, dostrzeżemy znaczne różnice w taktykach Pepa Guardioli i Juergena Kloppa. Gra na Signal Iduna Park opierała się głównie na naszym reprezentancie – to zazwyczaj on dostawał podania, by wykańczać akcje, i to zdecydowanie on miał decydować o dorobku strzeleckim dortmundzkiego teamu. W Bayernie zawodników odpowiedzialnych za trafianie do siatki jest już więcej – po swoje do końca idzie zawsze Arjen Robben, który bardzo rzadko oddaje piłkę komuś innemu. Taki styl. Czy to się komuś podoba, czy też nie…
Prawdą jest też to, że nasz zawodnik ustawiany jest nieco bardziej cofnięty. Lewy w Dortmundzie był najbardziej wysunięty i rzadko wracał, by pomagać rozgrywać akcje; w Monachium jest to dla niego na porządku dziennym. Robert grał m.in. na pozycji lewego pomocnika, często zbiegał do skrzydeł, czego w jego poprzednim klubie nie widzieliśmy jakoś niesamowicie często.
Ale czy rzeczywiście z tymi kreskami stawianymi po każdym golu obok nazwiska 'Lewandowski’ jest aż tak źle? Kapitan reprezentacji Polski dopiero aklimatyzuje się w nowym klubie, dostosowuje się do nowej taktyki. Doskonale pamiętamy, jak nazywano go LewanDOOFskim, by potem wychwalać go pod niebiosa i żałować, że musiał opuścić jedną z najbardziej fanatycznych świątyń na świecie. Aby w miarę zobrazować jego sytuację, przeanalizujmy sezony 2011/2012 i 2014/2015. Dlaczego akurat te? W sezonie 2011/2012 Lewy po raz pierwszy zaczął aż tak regularnie występować w żółto-czarnym trykocie, rozgrywki 2014/2015 są oczywiście pierwszymi dla Lewego w Monachium.
W Bundeslidze statystyki wyglądają bardzo dobrze. Robert zaaplikował przeciwnikom dwadzieścia dwa trafienia oraz zanotował dziesięć asyst. W DFB-Pokal i Lidze Mistrzów uzyskał dodatkowo osiem bramek i dwa kluczowe podania. Ile czasu potrzebował na wyrobienie tej „normy”? Niemal 4000 minut (dokładnie 3968). Na jedno wpisanie się na listę strzelców potrzebował około 132 minut. Jeśli weźmiemy pod uwagę tylko same rozgrywki ligowe – mówimy wtedy o 2870 minutach i średniej o 90 sekund lepszej. Jak idzie mu od pierwszego lipca ubiegłego roku? W samej lidze wystąpił w 21 spotkaniach, przebywając na boisku 1648 minut (z 2070 możliwych, 80% możliwego czasu). W tym czasie zmuszał rywali do kapitulacji jedenastokrotnie (co ok. 150 minut). Pod tym względem ustępuje jedynie Robbenowi, Meierowi (królowi strzelców jesieni) oraz Bas Dostowi (objawieniu ostatnich kolejek). Tuż za plecami Polaka znajdują się Franco di Santo i były kolega z Borussii Dortmund, Pierre-Emerick Aubameyang.









