Często w życiu jest tak, że oskarża się nas o coś czego nie zrobiliśmy. Żonie zginął kolczyk? Na pewno go widzieliście, o ile sami go nie zabraliście! Przecież zupełnie nieistotne jest to, że owy kolczyk obchodzi was mniej więcej tak samo, jak aktualna pogoda w Antananarywie(stolica Madagaskaru dla niewtajemniczonych). Sąsiadowi zniknęła łopata? To wasza sprawka! Co z tego, że macie własną, przecież zawsze nienawistnie obserwowaliście to narzędzie, kradzież była tylko kwestią czasu. Ehh. Ludzie i ich błędne opinie, decyzje i poglądy na daną sytuację, spowodowane brakiem wiedzy o danej sytuacji – częste zjawisko. Niestety to samo tyczy się sędziów w angielskiej Premier League.
Manchester City kontra West Bromwich Albion na Etihad w spokojne sobotnie popołudnie. W zasadzie nic specjalnego, mimo dobrej formy WBA w ostatnich tygodniach i słabej, o ile nie beznadziejnej momentami dyspozycji mistrzów Anglii, wiadomo było że to City będzie faworytem. Scenariusz się ziścił, gospodarze wygrali. Tak zwany mecz bez historii, co tu pamiętać, skoro wszystko potoczyło się zgodnie z planem? No cóż, na pewno powie tak Manuel Pellegrini, ale Tony Pulis będzie już miał nieco inne zdanie na ten temat.
Menedżerowie mają ostatnio zły PR, z powodu krytykowania decyzji sędziów. Czasem jeszcze użyją stanu murawy jako wytłumaczenia, w skrajnych wypadkach winę za porażkę będą ponosić chłopcy do podawania piłek. Pulis nie może narzekać na samą kwestię czerwonej kartki, bo tak czy siak jeden z jego piłkarzy wyleciałby z boiska, ale generalnie trochę dziwnie musiał się czuć, widząc że sędzia wyrzuca nie tego z jego piłkarzy, którego powinien. Tak jest, zgadza się, po raz trzeci w przeciągu roku mamy w Premier League do czynienia z sytuacją w której wylatuje zawodnik który de facto nie popełnił faulu.
Rasowi mordercy, czy inni kryminaliście wagi ciężkiej marzyliby o takiej sytuacji. Zresztą, wy w sumie też, nieprawdaż? Wyobraźcie sobie sytuację w której coś przeskrobaliście, a sędzia w waszej sprawie skazuje kogoś innego. Niektórzy pewnie w imię sprawiedliwości zgłosiliby błędną ocenę, ale nie ma wątpliwości, że wielu by z takiej sytuacji zwyczajni skorzystało, uciekając gdzie pieprz rośnie zanim ktoś by jednak doszedł do innych wniosków.
Takie sytuację niestety miały miejsce w naszym wielkim i pogmatwanym świecie. Tylko było trochę mniej komicznie niż w przypadku dzisiejszych wydarzeń na Etihad Stadium. Karą bowiem nie była czerwona kartka, czyli automatyczne opuszczenie boiska. Karą była czerwona kartka od życia i automatyczne opuszczenie tego świata. Niegdyś w Anglii, pewien Londyńczyk, Timothy Evans, został oskarżony o zamordowanie własnej żony i córki. Nie było wobec tego żadnych wątpliwości, sprawę załatwiono szybko i konkretnie, w efekcie czego ostatnie chwilę swojego życia, pan Evans spędził przygotowując się do zawiśnięcia na szubienicy. Niezbyt romantyczny sposób na pożegnanie się z tym światem.
Po jego śmierci, dziwnym trafem okazało się, że w bloku państwa Evansów mieszkał rasowy zabójca, który zatrzymany przez policję, przyznał się do popełnienia podwójnego zabójstwa. Evansa ułaskawiono, zmieniono mu miejsce pochówku na bardziej honorowe, ale generalnie wiadomo – wyrok zapadł, nie dało się go wskrzesić z powrotem do świata żywych. Sprawa wywołała tak wielkie oburzenie społeczne, że przysłużyła się poniekąd do zniesienia kary śmierci w Wielkiej Brytanii. Teraz sobie wyobraźcie, że jesteście oskarżeni o coś, czego nie zrobiliście, ale nie macie mocnego alibi, czy całego pudła dowodów. A sędzią w waszej sprawie, jest taki odpowiednik dzisiejszego rozjemcy z meczu na Etihad, Neilsa Swarbricka. Co prawda w naszym kraju kara śmierci by wam nie groziła, ale perspektywa spędzenia x lat za kratami, gdy wy na przykład tydzień wcześniej otrzymaliście awans w pracy, nie jest zbyt różowa.











