„Kolejorz” mistrzem Polski roku 2010 – to fakt powszechnie znany. Jednak czy każdy kibic naszej kopanej wie, jak do tego doszło? Jaką drogę musiał przebyć Lech Poznań, aby wyrwać niemal zdobytego majstra z rąk krakowskiej Wisły?
Początek triumfator obecnych rozgrywek miał imponujący. O ile początkiem można nazwać dwie kolejki, bowiem wtedy Lech zwyciężał. Zwyciężał, robiąc wrażenie, zwyciężał, utrzymując formę z sezonu minionego. Najpierw 3:1 w Gliwicach, a tydzień później 5:0 w Kielcach. Dobra forma „Kolejorza” została zauważona przez ekspertów piłkarskiego światka, jednak należy pamiętać, iż dwa zwycięstwa z rzędu to w zasadzie nic trudnego, szczególnie jeżeli chodzi o przyszłego mistrza.

Inauguracja na „własnym” stadionie we Wronkach nie była zbyt udana, bowiem Lech musiał uznać wyższość Polonii Warszawa. Następnie przyszła kolejka trzecia, w której podopiecznych Zielińskiego czekał wyjazd do Sosnowca na mecz z Cracovią, bez kibiców. Gospodarze wykorzystali „atut” pustych trybun, wygrywając 1:0. „Kolejorz” grał w kratkę, nie mogąc cały czas złapać stosownego, jak na przyszłego majstra, rytmu.
Kolejka piąta i remis z PGE GKS-em Bełchatów 2:2, a następnie niegościnny Białystok, w którym Jagiellonia przegrała w tym sezonie tylko raz. Zagadka dla czytelników: z kim przegrała „Jaga” jedyny mecz sezonu na własnym stadionie? Oczywiście, że z Lechem. Gospodarze prowadzili już 2:0, ale Arboleda dał w końcówce trzy punkty przyjezdnym. Kiedy wydawało się, że musi być tylko lepiej, bo skromna wygrana z Odrą napawała optymizmem, kopacze Zielińskiego przegrali, na przekór wszystkim, z Legią.
Miała nadejść pełna rehabilitacja ze strony zawodników „Kolejorza”, jednak remis 1:1 z Arką nie mógł być uznawany za sukces zespołu aspirującego do miana mistrza Polski. Prawdziwy triumfator zrodził się w 12. kolejce Ekstraklasy. Na stadionie we Wronkach Lech Poznań podejmował aktualnego wówczas mistrza kraju, Wisłę Kraków. Gol niezawodnego Roberta Lewandowskiego przesądził o zwycięstwie „Dumy Wielkopolski”. Była to jakiegoś rodzaju iskra, która spowodowała, iż poznański zespół był przez pozostałą część sezonu niepokonany.

Niepokonany, tak. Od 18 spotkań drużyna z Poznania nie przegrała nawet pół spotkania. Dokładny bilans to 13-5-0. Może i nie byliśmy świadkami wyników, jakie padały w meczach z udziałem londyńskiej Chelsea, bo Lech zwyciężał najwyżej 3:0, jednak passa, którą przytoczyłem, jest co najmniej imponująca.











