„Słowo jest jak pszczoła: posiada miód i żądło” – głosi anonimowy aforysta. W trakcie 90 minut meczu z ust piłkarzy pada wiele słów-do siebie, do sędziego, do przeciwnika. Niektóre z nich potrafią dać przewagę taktyczną, inne rozsierdzić oponenta, jeszcze inne zaś sprawiają, że zawodnicy przeciwnej drużyny tracą resztki animuszu i woli walki. Czym jest trash talk? W jaki sposób piłkarze z niego korzystają? Gdzie są jego granice?
Jest 9 lipca 2006 roku. Siedzę na dywanie w marnej podróbce koszulki reprezentacyjnej Del Piero. Godzina dobrze już po 22, więc jak każdy 8-latek jestem zachwycony, że tym razem udało się oszukać los i mogę jeszcze nie iść spać. Na ekranie 20-calowego telewizora rozgrywa się finał mojej pierwszej wielkiej imprezy piłkarskiej, którą chłonę całkowicie świadomie. 110. minuta dogrywki. Zidane, któremu zdecydowanie bliżej niż dalej do końca kariery wybucha furią i uderza jednego z moich idoli – Materazziego. Nie za bardzo rozumiem, co się dzieje, później na podwórku od starszych kolegów słyszymy coś o siostrze „Zizou” i jej cnocie, którą zakwestionować miał na boisku włoski obrońca. Ja jeszcze nie do końca rozumiem ten świat. Mija 14 lat. Piszę ten tekst i myślę o tym, jak genialnym obrońcą był Materazzi, skoro przed konkursem rzutów karnych udało mu się wykluczyć drugiego obok Henry’ego najgroźniejszego strzelca reprezentacji Francji, korzystając jedynie ze swojego języka.
Śmieciowa mowa
Do napisania tego felietonu zainspirowały mnie wydarzenia z drugiej ligi amerykańskiej. W 47. minucie meczu San Diego Loyal – Phoenix Rising piłkarze zeszli na znak protestu, po tym jak jeden z zawodników z San Diego został zwyzywany przez drugiego na tle orientacji seksualnej. Wraz z kolegami z redakcji śmiejemy się, że gdyby taką optykę zastosować w naszej rodzimej ekstraklasie, żaden mecz nie miałby prawa zostać rozegrany do końca. Są to jednak sztubackie żarty, a sam problem wydaje się coraz poważniejszy.
https://twitter.com/Piotrowicz17/status/1311696253135335425
Co to właściwie jest trash talk? Zjawisko to to nic innego jak stosowanie mniej lub bardziej wyszukanych obelg w celu przestraszenia, wyprowadzenia z równowagi bądź zdekoncentrowania przeciwnika. Za ojca i eksperta tej sztuki uważa się słynnego na cały świat boksera Muhammada Aliego, który lubił dodać nieco pikanterii konferencjom ze swoim udziałem bądź ośmieszyć rywala w ringu. Tak naprawdę trash talk narodził się wraz z początkiem sportu. Już w XVI wieku podczas rozgrywania zawodów w Calcio Fiorentino, uważanych za jednego z prekursorów piłki nożnej, papież grzmiał o ekskomunice dla brutalnych i wulgarnych zawodników, a sam sport uznawany był za coś grzesznego.
Na podstawie przykładów wyróżnijmy więc i prześledźmy przykłady trash talku pozytywnego, taktycznego i negatywnego oraz postarajmy się odnaleźć granicę, za którą chęć podostrzenia sportowej rywalizacji zamienia się w zjawisko złe, toksyczne i krzywdzące.
„Dlaczego flagi Kolumbii i Ekwadoru mają ten sam kolor?” – trash talk pozytywny
Jest rok 2013. Kolumbia gra z Urugwajem eliminacje do mistrzostw świata 2014. Na boisku debiutuje 18-letni Jose Gimenez. Zadanie ma niełatwe, bo naprzeciwko niego staje jedna z najlepszych strzelb świata Radamel Falcao. Młokos wie, że jeżeli „El Tigre” dojdzie do piłki w polu karnym, to on co najwyżej będzie mógł modlić się, żeby tym razem mistrz nie trafił do siatki, tylko w Muslerę. Jego zadanie to nie dopuścić Falcao w obręb 16. metra do piłki. Kolejny z rzutów rożnych, dośrodkowanie leci wprost na zabójczo skutecznego Falcao. Gimenez w tym momencie doznaje olśnienia! Skoro nie mogę zatrzymać go siłą, zatrzymam go słowem. Kryje Falcao, a jednocześnie zadaje pytanie: „Dlaczego flagi Kolumbii i Ekwadoru mają ten sam kolor?”. Zszokowany Kolumbijczyk nie wyskakuje do piłki – pożar ugaszony. Gimenez czuje, że to jedyny sposób na zatrzymanie Falcao, gadać, gadać, gadać i jeszcze raz gadać. W tym meczu „El Tigre” nie zdobywa żadnej bramki.










