Coraz więcej znanych postaci świata piłki udziela się czynnie na Twitterze. Ten popularny serwis społecznościowy staje się pomału podstawowym źródłem wiedzy i anegdot także dla polskiego kibica. Dziś ciekawą historię dotyczącą Piotra Świerczewskiego przypomnieli trener Czesław Michniewicz oraz obrońca Podbeskidzia Błażej Telichowski.
Wszystko zaczęło się od dyskusji pomiędzy Mateuszem Borkiem, Januszem Basałajem, Czesławem Michniewiczem oraz Błażejem Telichowskim na temat niewątpliwej charyzmy Piotra Świerczewskiego, który obecnie jest szkoleniowcem Motoru Lublin. Z czasem rozmowa przerodziła się w krótkie wspomnienia pomiędzy tymi dwoma ostatnimi.

– Pamiętasz akcję z KFC w Szczecinie? – zapytał Czesław Michniewicz. – Oczywiście! Jak zobaczyłem trzech miśków, jak podchodzą i cwaniakują, to już rozgrzewałem dwójki, ale jednak „Świr” załatwił sprawę:-) – odpowiedział Błażej Telichowski.
Przypomnijmy, że obaj panowie znają się z czasów wspólnej pracy w Lechu Poznań (2003-2006). W tym okresie w barwach drużyny „Kolejorza” występował także popularny „Świr”. Wielu kibiców zapewne ciekawi, o co chodziło w historii z „miśkami” i Piotrem Świerczewskim? Już śpieszymy z wyjaśnieniami.
Wspominania historia przydarzyła się w 2006 roku po meczu Pogoń Szczecin – Lech Poznań (0:0). Wracający z meczu zawodnicy Czesława Michniewicza zatrzymali się na kolację w szczecińskim centrum handlowym. W jednym z lokali gastronomicznych Piotr Świerczewski został zaczepiony przez miejscowych kibiców. Całą historię ze szczegółami opisuje w swojej autobiografii Piotr Reiss. Przytoczmy zatem interesujące nas fragmenty.
Jeden z kibiców znieważył Piotrka, określając go mianem emeryta. Tego „Świrowi” – prawdziwemu góralowi – było za wiele, więc zawołał – chyba zgodnie z góralskim kodeksem honorowym:
– Słuchaj chłopcze, jak ci coś nie pasuje, to chodź na zewnątrz.
Tamten rzekł:
– Nie ma problemu.
Wyszli więc. Kibic Pogoni miał ze 190 cm wzrostu i pewnie ze 120 kg wagi. Gdyby odbywało się ważenie przed walką, „Świr” nie wypadłby najlepiej. Jednak w bezpośrednim starciu Piotrek pierwszym ciosem rozwalił przeciwnikowi łuk brwiowy, tak że chłopak zalał się krwią. Walka skończyła się, zanim się na dobre zaczęła. Wtedy „Świr” poklepał niedawnego przeciwnika po ramieniu i zagadnął:
– Mistrzu, i co? Jeszcze chcesz, czy już wystarczy?
W odpowiedzi usłyszał:











