Tego można było się spodziewać. Sezon właściwie jeszcze się nie zaczął, a już słychać o pierwszych sporach w Bayernie. Czy Pep Guardiola zapanuje nad piłkarzami, dyrektorem sportowym i prezesem i udowodni, że jest wielkim trenerem?
Jupp Heynckes przebywa na zasłużonej trenerskiej, wartej nieco ponad 200 euro, emeryturze i być może niedługo będzie mógł się śmiać z decyzji działaczy Bayernu o zatrudnieniu Guardioli. Nie chciałbym zbyt szybko ferować wyroków, ale początek pracy Hiszpana w klubie z Monachium nie wygląda obiecująco. Jego pierwszym głównym zadaniem było nie zepsucie niczego w świetnie działającej machinie stworzonej przez Heynckesa. Dało jednak o sobie znać trenerskie ego Guardioli. Pomimo posiadania dziewięciu (!) klasowych pomocników (Gustavo, Martinez, Schweinsteiger, Kroos, Ribery, Robben, Müller, Shaqiri, Götze) i dwóch bardzo utalentowanych (Can, Hojbjerg) postanowił ściągnąć jeszcze Thiago Alcantarę. Do tego rozbił najlepszy duet defensywnych pomocników na świecie Schweinsteiger – Martinez, zmieniając taktykę na 4-1-4-1 i cofając tego drugiego do obrony. Jakby tego było mało, Lahm gra w pomocy, Schweinsteiger nie wie, co ma robić, Bayern przegrał Superpuchar Niemiec, niezadowolony jest Mandzukić, a pełen obaw Uli Hoeness… ale po kolei.
Niezależnie od tego, jak bardzo utalentowany jest Thiago, jego ściągnięcie nie było dobrym pomysłem. Zaburzyło ono hierarchię w zespole. Z jednej strony umiejętności byłemu piłkarzowi Barcelony odmówić nie można, ale z drugiej jak Gustavo czy (przede wszystkim) Schweinsteiger mają się pogodzić z utratą miejsca w składzie na rzecz 22-letniego młokosa? Przy przesunięciu go do przodu ucierpi ktoś z czwórki Götze, Kroos, Robben, Mandzukić. Każdy z nich ma już wyrobioną markę, każdy został uznany nie tylko na niemieckim, ale również światowym rynku. Jak mają się pogodzić, że siedzą na ławce, a zamiast nich gra zawodnik, który nadal jest „tylko” utalentowany?
Przechodzimy do kolejnego problemu. Guardiola zapowiedział, że w jego zespole nie będzie czegoś takiego jak „podstawowa jedenastka”. Ten pomysł popiera dyrektor sportowy Bayernu, Matthias Sammer, natomiast swe obawy wyraził prezes monachijskiego klubu, Uli Hoeness: – Nie zgadzam się z taką taktyką. Siłą drużyny jest również jej zgranie. Uważam, że siedmiu, ośmiu piłkarzy powinno mieć pewne miejsce w jedenastce. Wymienianie za każdym razem pięciu albo sześciu graczy byłoby skomplikowane i może zaszkodzić drużynie. Trudno się z nim nie zgodzić. Dość powiedzieć, że Bastian Schweinsteiger wyznał ostatnio, iż… nie wie dokładnie, jaką rolę przewiduje dla niego trener. Do akcji od razu wkroczył Sammer, który oznajmił, że nie wyobraża sobie Bayernu bez Bastiego. Rodzi się pytanie: czy 29-latek mówił o roli w drużynie czy raczej nie wie, co ma robić na boisku?
Wszystkie te wątpliwości i pytania są spowodowane tym, że Guardiola bardzo namieszał w taktyce Bayernu. I nie chodzi tylko o zmianę systemu z 4-2-3-1 na 4-1-4-1. W kilku meczach towarzyskich jako ofensywny pomocnik grał Philipp Lahm, do obrony został przesunięty Javi Martinez, a na szpicy testowany jest Thomas Müller. Najbardziej na tym zamieszaniu ucierpiał Mario Mandzukić, który w przeciwieństwie do Schweinsteigera coraz odważniej demonstruje swoje obawy. Schodząc do szatni po meczu Superpucharu Niemiec, nie podał ręki Guardioli, a gdy strzelił gola Sao Paulo w Audi Cup, wyraźnie miał trenerowi coś do powiedzenia:








