Jedenasta odsłona zmagań w Bundeslidze już przed nami. Kolejny weekend z niemiecką ekstraklasą przypada w dość specyficzny weekend, jednak za naszą zachodnią granicą nikt nie myśli o nostalgii i melancholii. Jeśli znajdziecie kilka godzin na poświęcenie ich dla futbolu, na pewno się nie zawiedziecie.
Co czeka nas w nadchodzącym tygodniu? Na pierwszy ogień w dzień Wszystkich Świętych pierwsza gratka. Signal Iduna Park będzie miejscem inauguracji jedenastej kolejki. W meczu rozpoczynającym ten zestaw spotkań obejrzymy podopiecznych Juergena Kloppa, którzy podejmą VfB Stuttgart. Kibice „Szwabów” mają nadzieję, że starcie w dortmundzkiej świątyni będzie zdecydowanie mniejszym dreszczowcem niż ostatni akt przedstawienia pod tytułem „Stuttgart – Norymberga”, w którym fani do ostatniej chwili drżeli o choćby jedno oczko. Więcej powodów do radości mają oczywiście gospodarze. Znakomite derby Zagłębia Ruhry i ośmieszenie Schalke w stosunku 3:1 pokazało, kto rzeczywiście rządzi w Westfalii w ostatnim czasie. Wiadomo, że każdy kolejny mecz to zupełnie oddzielna historia, którą piłkarze będą musieli napisać od nowa. Miejmy nadzieję, że tym razem przy jak najmniejszym nakładzie krwi i łez.

Wszyscy chyba w głowie wciąż mamy zeszłoroczną batalię z Mercedes-Benz Arena i ilość krwi, którą aktorzy obu drużyn zostawili na boisku. Martin Harnik złamał Marcelowi Schmelzerowi nos. Jeszcze wcześniej, osiemnaście miesięcy temu kibice na arenie piątkowego starcia zobaczyli osiem bramek. W sumie wydawać by się mogło, że to nic nadzwyczajnego. Trzeba dodać jednak, że sześć z nich padło od 71. do 90. minuty, wtedy nabiera to zupełnie innego znaczenia. Co równie ciekawe w 28. kolejce sezonu 2011/2012 w VfB Stuttgart grał Julian Schieber, obecnie piłkarz Borussii Dortmund. To on dwukrotnie zmusił Weidenfellera do kapitulacji i otrzymał notę 1,5. Juergen Klopp wtedy zastanawiał się, jak on to robi. Obecnie może wracać do tego występu Niemca, bo w żółto-czarnym trykocie nigdy na takim samym, dobrym poziomie nie zagrał.
To spotkanie będzie również wyjątkowe dla Moritza Leitnera. Młody zawodnik wciąż pamięta czasy, gdy grał w drużynie swojego przeciwnika, jednak na boisku porzuci wszelką nostalgię i jeśli wyjdzie na murawę od pierwszej minuty, będzie chciał udowodnić, że wciąż jest bardzo wartościowym graczem: – To będzie świetny mecz. BVB ma znakomitą drużynę, znakomity stadion i znakomitych kibiców, ale i my mamy niesamowitą ekipę. Dla Leitnera będzie to dodatkowa szansa. Niemiec wciąż ma kontrakt z Borussią Dortmund, a w VfB jest tylko na wypożyczeniu. Kto wie? Może po świetnym występie przeciwko swojemu pracodawcy po powrocie wejdzie z marszu do pierwszego składu? Najpierw musi jednak pojawić się w piątek na boisku. Zapały studzi Thomas Schneider, trener Stuttgartu. Na pytanie niemieckiego dziennikarza, czy młodzieniec wybiegnie na plac gry odpowiedział, że „zobaczy się tuż przed meczem”.








