Jedenasta odsłona zmagań w Bundeslidze już przed nami. Kolejny weekend z niemiecką ekstraklasą przypada w dość specyficzny weekend, jednak za naszą zachodnią granicą nikt nie myśli o nostalgii i melancholii. Jeśli znajdziecie kilka godzin na poświęcenie ich dla futbolu, na pewno się nie zawiedziecie.
Co czeka nas w nadchodzącym tygodniu? Na pierwszy ogień w dzień Wszystkich Świętych pierwsza gratka. Signal Iduna Park będzie miejscem inauguracji jedenastej kolejki. W meczu rozpoczynającym ten zestaw spotkań obejrzymy podopiecznych Juergena Kloppa, którzy podejmą VfB Stuttgart. Kibice „Szwabów” mają nadzieję, że starcie w dortmundzkiej świątyni będzie zdecydowanie mniejszym dreszczowcem niż ostatni akt przedstawienia pod tytułem „Stuttgart – Norymberga”, w którym fani do ostatniej chwili drżeli o choćby jedno oczko. Więcej powodów do radości mają oczywiście gospodarze. Znakomite derby Zagłębia Ruhry i ośmieszenie Schalke w stosunku 3:1 pokazało, kto rzeczywiście rządzi w Westfalii w ostatnim czasie. Wiadomo, że każdy kolejny mecz to zupełnie oddzielna historia, którą piłkarze będą musieli napisać od nowa. Miejmy nadzieję, że tym razem przy jak najmniejszym nakładzie krwi i łez.
Anthony Modeste (fot. bundesliga.com)
Wszyscy chyba w głowie wciąż mamy zeszłoroczną batalię z Mercedes-Benz Arena i ilość krwi, którą aktorzy obu drużyn zostawili na boisku. Martin Harnik złamał Marcelowi Schmelzerowi nos. Jeszcze wcześniej, osiemnaście miesięcy temu kibice na arenie piątkowego starcia zobaczyli osiem bramek. W sumie wydawać by się mogło, że to nic nadzwyczajnego. Trzeba dodać jednak, że sześć z nich padło od 71. do 90. minuty, wtedy nabiera to zupełnie innego znaczenia. Co równie ciekawe w 28. kolejce sezonu 2011/2012 w VfB Stuttgart grał Julian Schieber, obecnie piłkarz Borussii Dortmund. To on dwukrotnie zmusił Weidenfellera do kapitulacji i otrzymał notę 1,5. Juergen Klopp wtedy zastanawiał się, jak on to robi. Obecnie może wracać do tego występu Niemca, bo w żółto-czarnym trykocie nigdy na takim samym, dobrym poziomie nie zagrał.
To spotkanie będzie również wyjątkowe dla Moritza Leitnera. Młody zawodnik wciąż pamięta czasy, gdy grał w drużynie swojego przeciwnika, jednak na boisku porzuci wszelką nostalgię i jeśli wyjdzie na murawę od pierwszej minuty, będzie chciał udowodnić, że wciąż jest bardzo wartościowym graczem: – To będzie świetny mecz. BVB ma znakomitą drużynę, znakomity stadion i znakomitych kibiców, ale i my mamy niesamowitą ekipę. Dla Leitnera będzie to dodatkowa szansa. Niemiec wciąż ma kontrakt z Borussią Dortmund, a w VfB jest tylko na wypożyczeniu. Kto wie? Może po świetnym występie przeciwko swojemu pracodawcy po powrocie wejdzie z marszu do pierwszego składu? Najpierw musi jednak pojawić się w piątek na boisku. Zapały studzi Thomas Schneider, trener Stuttgartu. Na pytanie niemieckiego dziennikarza, czy młodzieniec wybiegnie na plac gry odpowiedział, że „zobaczy się tuż przed meczem”.
Nieodkrywanie wszystkich kart jest wręcz wskazane. Jedyne, co wiemy do tej pory to fakt, że kontuzjowani są Ruediger, Didavi i Cacau. Każdy z pozostałych zawodników ma szansę wybiegnięcia na murawę Signal Iduna Park już w ten weekend. Sytuacja kadrowa nie jest najgorsza również dla gospodarzy. Nieobecność Guendogana, Piszczka i Guentera jest może lekko odczuwalna, ale na SIP radzą sobie doskonale i bez nich. Dodajmy jeszcze, że jeśli na plac gry wybiegnie Ibisević, to powinien uważać. Jeżeli sędzia Meyer pokaże mu żółty kartonik, to w następnym meczu będzie musiał pauzować. Takich problemów nie ma w obozie przeciwnika, gdzie wszyscy mogą grać na najwyższych obrotach, co gwarantuje nam wysoki poziom widowiska.
Drugi akt jedenastej kolejki czeka nas już w sobotę. O 15:30 na Rhein-Neckar-Arena Hoffenheim podejmie mistrza kraju, Bayern Monachium. „Bawarczycy” nie podejdą do tego spotkania ze stuprocentowym zaangażowaniem, a i wątpliwym jest, czy Pep Guardiola wystawi swoją najsilniejszą jedenastkę. Podopieczni katalońskiego trenera są już zapewne przy wtorkowym meczu Champions League. Obrońcy tego trofeum pojadą do Czech, by zmierzyć się tam z Viktorią Pilzno, dlatego wynik w Bundeslidze może być odstawiony na boczny tor.
W poprzednim sezonie podopieczni wówczas Juppa Heynckesa miażdżyli wszystkich przeciwników na zarówno krajowym, jak i międzynarodowym podwórku. Po odejściu doświadczonego szkoleniowca wszystko jakby się posypało. Ewidentnie widać, że to już nie jest ten sam organizm, co rok temu. Udowodnili to chociażby piłkarze Herthy Berlin dokładnie tydzień temu. Stołeczni zawodnicy jak równi z równym walczyli z „Bawarczykami” i do ostatniej minuty toczyła się walka o choćby jedno oczko. Czy Hoffenheim jest w stanie zaprezentować się lepiej od rewelacji tego sezonu? Trudno stwierdzić. Pewne jest, że będzie im o to łatwiej ze względu na rozgrywki Ligi Mistrzów, o których wspominaliśmy przed chwilą.
„Wieśniaki” nie mają zatem nic do stracenia. Niemieckie media zapowiadają, że Markus Gisdol ustawi swoją ekipę bardzo ofensywnie, a całe siły mają zostać rzucone do ataku. Według „Kickera” na szpicy zostanie postawiony Modeste. Anthony jest obecnie drugim najskuteczniejszym zawodnikiem swojej drużyny (ustępuje miejsca tylko Robertowi Firmino). Z sześcioma bramkami na koncie wciąż realnie liczy się w walce o tytuł króla strzelców. Ów gracz sam mógłby przodować w tej klasyfikacji, gdyby wykorzystał chociaż część sytuacji, które w ostatnim czasie mu się przydarzały. Jak wyliczył serwis statystyczny WhoScored.com, czarnoskóry Francuz zmarnował najwięcej stuprocentowych sytuacji ze wszystkich piłkarzy grających w pięciu najlepszych ligach Europy. Ile ich było? Dokładnie dziesięć.
Co będzie atutem drużyny poza dobrymi, acz niezbyt skutecznymi napastnikami? To, że w „Hoffe” tak naprawdę na wygraną nikt nie liczy. „Dorfverein” nie musi, ono może. Nieco inaczej jest na Allianz Arenie, gdzie zwycięstw nad zdecydowanie słabszymi przeciwnikami zwyczajnie się oczekuje. – Bayern jest zwykłym faworytem tego spotkania. Są prawdopodobnie obecnie najlepszą drużyną na świecie – powiedział Andreas Beck. Mocną stroną podopiecznych Markusa Gisdola nie będzie sytuacja kadrowa. Na nieszczęście dla szkoleniowca lista zawodników narzekających na urazy nie zmniejsza się, a wciąż dopisywane są do niej nowe nazwiska. Polański, Johnson, Strobl i Volland to jedynie część z tych, którzy trenowali ostatnio indywidualnie. Wszystko wskazuje jednak, że tylko Johnson będzie zmuszony do pauzowania w kolejnym spotkaniu, a pozostała trójka wybiegnie na boisko.
Bayern Monachium: Neuer – Lahm, van Buyten, Boateng, Alaba – Martinez – Robben, Mueller, Schweinsteiger, Ribery – Mandzukić.
Na sobotni deser Bundesliga proponuje nam ciekawy pojedynek „Orłów” z „Wilkami”. Gospodarze tego spotkania zdecydowanie zawodzą w tym sezonie. Po znakomitej postawie w rozgrywkach 2012/2013 przyszedł czas na większy kryzys. Fani Frankfurtu nie mają powodów do radości. Nie zanosi się na to, by ich ulubieńcy wyszli z tego dołka i powtórzyli wyczyn z zeszłego roku. Zupełnie inne nastroje panują w Wolfsburgu. Po całkowitym blamażu na zakończenie jubileuszowej, 50. edycji niemieckiej ekstraklasy nikt nie przypuszczał, że VfL będzie realnie myślał o europejskich pucharach.
Podopieczni Dietera Heckinga prezentują się na krajowym podwórku całkiem dobrze, co pozwala im realnie myśleć o przyszłorocznym wyjściu na arenę międzynarodową. Oficjalny serwis Bundesligi już teraz pyta: Wolfsburg kandydatem do Champions League? Pomieszanie młodości z doświadczeniem w Lidze Mistrzów działa niemal zawsze. Spójrzmy na kadrę „Wilków”: Arnold, Diego, Luiz Gustavo, Ja-Cheol Koo – ci piłkarze są w stanie pociągnąć swoją drużynę do sukcesów, jednak czy one nadejdą już w tym sezonie?
Plany już teraz spróbuje pokrzyżować im Eintracht Frankfurt. Kibice z Commerzbank-Arena chcą jak najszybciej zapomnieć o porażce z Borussią Moenchengladbach. Co prawda wszyscy wiemy, że „Źrebaki” są obecnie w znakomitej formie i trudno je powstrzymać, ale styl w jakim „Orły” próbowały się im przeciwstawić pozostawmy bez komentarza. „Fohlenelf” zdecydowanie przeważało i ukazywało wszystkie słabości zespołu Armina Veha. 52-latek miał tydzień, by zastanowić się, co poszło nie tak i wprowadzić jakieś zmiany, aby lepiej podejść do meczu z Wolfsburgiem. Co jest przyczyną tak słabej gry drużyny, która w zeszłym roku zachwycała? Odpowiedź jest jedna: piłkarze nie wytrzymują trudów biegania na trzech frontach. – Podczas masażu i ćwiczeń koordynacyjnych zawodnicy regenerują się lepiej niż wtedy, gdy mają wolne. Sześć dni pomiędzy dwoma meczami Bundesligi to czas wystarczający na odzyskanie sił – powiedział szkoleniowiec. Niemiec niestety będzie musiał sobie poradzić w inny sposób, bo sześć dni przerwy między ekstraklasą często dzielić będzie jeszcze Liga Europy, co z pewnością kwestii utrzymania nie ułatwi, a „Wilki”, walcząc o Champions League, zrobią wszystko, by pogrążyć „Die Adler”.
Na co jeszcze warto zwrócić uwagę nadchodzącym weekendzie poza spotkaniami, które opisaliśmy powyżej? Jeśli nie jesteście zainteresowani starciem „Hoffe” z Bayernem Monachium, możecie włączyć sobie mecz Hertha Berlin – Schalke 04. Nie możemy zapewnić najwyższego piłkarskiego poziomu, ale jesteśmy pewni, że będzie ciekawie. Stołeczni starają się utrzymać dystans za prowadzącą czwórką i włączyć się w walkę o Champions League. „Górnicy” walczą za to o posadę swojego szkoleniowca. Nieoficjalnie mówi się o tym, że jeśli Keller przegra najbliższe spotkanie, na co się zanosi, to zwyczajnie straci pracę. A co w niedzielę? Polecamy pojedynek Werderu Brema z Hannoverem 96. Szansa, że na boisku pojawi się Artur Sobiech jest dość duża, więc warto obejrzeć to spotkanie w kontekście zbliżającego się zgrupowania reprezentacji. Czy były piłkarz Polonii Warszawa jest w stanie zagrozić etatowemu snajperowi kadry, Robertowi Lewandowskiemu? Ten mecz odpowie nam na to pytanie.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
Jedenasta odsłona zmagań w Bundeslidze już przed nami. Kolejny weekend z niemiecką ekstraklasą przypada w dość specyficzny weekend, jednak za naszą zachodnią granicą nikt nie myśli o nostalgii i melancholii. Jeśli znajdziecie kilka godzin na poświęcenie ich dla futbolu, na pewno się nie zawiedziecie.
Co czeka nas w nadchodzącym tygodniu? Na pierwszy ogień w dzień Wszystkich Świętych pierwsza gratka. Signal Iduna Park będzie miejscem inauguracji jedenastej kolejki. W meczu rozpoczynającym ten zestaw spotkań obejrzymy podopiecznych Juergena Kloppa, którzy podejmą VfB Stuttgart. Kibice „Szwabów” mają nadzieję, że starcie w dortmundzkiej świątyni będzie zdecydowanie mniejszym dreszczowcem niż ostatni akt przedstawienia pod tytułem „Stuttgart – Norymberga”, w którym fani do ostatniej chwili drżeli o choćby jedno oczko. Więcej powodów do radości mają oczywiście gospodarze. Znakomite derby Zagłębia Ruhry i ośmieszenie Schalke w stosunku 3:1 pokazało, kto rzeczywiście rządzi w Westfalii w ostatnim czasie. Wiadomo, że każdy kolejny mecz to zupełnie oddzielna historia, którą piłkarze będą musieli napisać od nowa. Miejmy nadzieję, że tym razem przy jak najmniejszym nakładzie krwi i łez.
Anthony Modeste (fot. bundesliga.com)
Wszyscy chyba w głowie wciąż mamy zeszłoroczną batalię z Mercedes-Benz Arena i ilość krwi, którą aktorzy obu drużyn zostawili na boisku. Martin Harnik złamał Marcelowi Schmelzerowi nos. Jeszcze wcześniej, osiemnaście miesięcy temu kibice na arenie piątkowego starcia zobaczyli osiem bramek. W sumie wydawać by się mogło, że to nic nadzwyczajnego. Trzeba dodać jednak, że sześć z nich padło od 71. do 90. minuty, wtedy nabiera to zupełnie innego znaczenia. Co równie ciekawe w 28. kolejce sezonu 2011/2012 w VfB Stuttgart grał Julian Schieber, obecnie piłkarz Borussii Dortmund. To on dwukrotnie zmusił Weidenfellera do kapitulacji i otrzymał notę 1,5. Juergen Klopp wtedy zastanawiał się, jak on to robi. Obecnie może wracać do tego występu Niemca, bo w żółto-czarnym trykocie nigdy na takim samym, dobrym poziomie nie zagrał.
To spotkanie będzie również wyjątkowe dla Moritza Leitnera. Młody zawodnik wciąż pamięta czasy, gdy grał w drużynie swojego przeciwnika, jednak na boisku porzuci wszelką nostalgię i jeśli wyjdzie na murawę od pierwszej minuty, będzie chciał udowodnić, że wciąż jest bardzo wartościowym graczem: – To będzie świetny mecz. BVB ma znakomitą drużynę, znakomity stadion i znakomitych kibiców, ale i my mamy niesamowitą ekipę. Dla Leitnera będzie to dodatkowa szansa. Niemiec wciąż ma kontrakt z Borussią Dortmund, a w VfB jest tylko na wypożyczeniu. Kto wie? Może po świetnym występie przeciwko swojemu pracodawcy po powrocie wejdzie z marszu do pierwszego składu? Najpierw musi jednak pojawić się w piątek na boisku. Zapały studzi Thomas Schneider, trener Stuttgartu. Na pytanie niemieckiego dziennikarza, czy młodzieniec wybiegnie na plac gry odpowiedział, że „zobaczy się tuż przed meczem”.
Nieodkrywanie wszystkich kart jest wręcz wskazane. Jedyne, co wiemy do tej pory to fakt, że kontuzjowani są Ruediger, Didavi i Cacau. Każdy z pozostałych zawodników ma szansę wybiegnięcia na murawę Signal Iduna Park już w ten weekend. Sytuacja kadrowa nie jest najgorsza również dla gospodarzy. Nieobecność Guendogana, Piszczka i Guentera jest może lekko odczuwalna, ale na SIP radzą sobie doskonale i bez nich. Dodajmy jeszcze, że jeśli na plac gry wybiegnie Ibisević, to powinien uważać. Jeżeli sędzia Meyer pokaże mu żółty kartonik, to w następnym meczu będzie musiał pauzować. Takich problemów nie ma w obozie przeciwnika, gdzie wszyscy mogą grać na najwyższych obrotach, co gwarantuje nam wysoki poziom widowiska.
Drugi akt jedenastej kolejki czeka nas już w sobotę. O 15:30 na Rhein-Neckar-Arena Hoffenheim podejmie mistrza kraju, Bayern Monachium. „Bawarczycy” nie podejdą do tego spotkania ze stuprocentowym zaangażowaniem, a i wątpliwym jest, czy Pep Guardiola wystawi swoją najsilniejszą jedenastkę. Podopieczni katalońskiego trenera są już zapewne przy wtorkowym meczu Champions League. Obrońcy tego trofeum pojadą do Czech, by zmierzyć się tam z Viktorią Pilzno, dlatego wynik w Bundeslidze może być odstawiony na boczny tor.
W poprzednim sezonie podopieczni wówczas Juppa Heynckesa miażdżyli wszystkich przeciwników na zarówno krajowym, jak i międzynarodowym podwórku. Po odejściu doświadczonego szkoleniowca wszystko jakby się posypało. Ewidentnie widać, że to już nie jest ten sam organizm, co rok temu. Udowodnili to chociażby piłkarze Herthy Berlin dokładnie tydzień temu. Stołeczni zawodnicy jak równi z równym walczyli z „Bawarczykami” i do ostatniej minuty toczyła się walka o choćby jedno oczko. Czy Hoffenheim jest w stanie zaprezentować się lepiej od rewelacji tego sezonu? Trudno stwierdzić. Pewne jest, że będzie im o to łatwiej ze względu na rozgrywki Ligi Mistrzów, o których wspominaliśmy przed chwilą.
„Wieśniaki” nie mają zatem nic do stracenia. Niemieckie media zapowiadają, że Markus Gisdol ustawi swoją ekipę bardzo ofensywnie, a całe siły mają zostać rzucone do ataku. Według „Kickera” na szpicy zostanie postawiony Modeste. Anthony jest obecnie drugim najskuteczniejszym zawodnikiem swojej drużyny (ustępuje miejsca tylko Robertowi Firmino). Z sześcioma bramkami na koncie wciąż realnie liczy się w walce o tytuł króla strzelców. Ów gracz sam mógłby przodować w tej klasyfikacji, gdyby wykorzystał chociaż część sytuacji, które w ostatnim czasie mu się przydarzały. Jak wyliczył serwis statystyczny WhoScored.com, czarnoskóry Francuz zmarnował najwięcej stuprocentowych sytuacji ze wszystkich piłkarzy grających w pięciu najlepszych ligach Europy. Ile ich było? Dokładnie dziesięć.
Co będzie atutem drużyny poza dobrymi, acz niezbyt skutecznymi napastnikami? To, że w „Hoffe” tak naprawdę na wygraną nikt nie liczy. „Dorfverein” nie musi, ono może. Nieco inaczej jest na Allianz Arenie, gdzie zwycięstw nad zdecydowanie słabszymi przeciwnikami zwyczajnie się oczekuje. – Bayern jest zwykłym faworytem tego spotkania. Są prawdopodobnie obecnie najlepszą drużyną na świecie – powiedział Andreas Beck. Mocną stroną podopiecznych Markusa Gisdola nie będzie sytuacja kadrowa. Na nieszczęście dla szkoleniowca lista zawodników narzekających na urazy nie zmniejsza się, a wciąż dopisywane są do niej nowe nazwiska. Polański, Johnson, Strobl i Volland to jedynie część z tych, którzy trenowali ostatnio indywidualnie. Wszystko wskazuje jednak, że tylko Johnson będzie zmuszony do pauzowania w kolejnym spotkaniu, a pozostała trójka wybiegnie na boisko.
Bayern Monachium: Neuer – Lahm, van Buyten, Boateng, Alaba – Martinez – Robben, Mueller, Schweinsteiger, Ribery – Mandzukić.
Na sobotni deser Bundesliga proponuje nam ciekawy pojedynek „Orłów” z „Wilkami”. Gospodarze tego spotkania zdecydowanie zawodzą w tym sezonie. Po znakomitej postawie w rozgrywkach 2012/2013 przyszedł czas na większy kryzys. Fani Frankfurtu nie mają powodów do radości. Nie zanosi się na to, by ich ulubieńcy wyszli z tego dołka i powtórzyli wyczyn z zeszłego roku. Zupełnie inne nastroje panują w Wolfsburgu. Po całkowitym blamażu na zakończenie jubileuszowej, 50. edycji niemieckiej ekstraklasy nikt nie przypuszczał, że VfL będzie realnie myślał o europejskich pucharach.
Podopieczni Dietera Heckinga prezentują się na krajowym podwórku całkiem dobrze, co pozwala im realnie myśleć o przyszłorocznym wyjściu na arenę międzynarodową. Oficjalny serwis Bundesligi już teraz pyta: Wolfsburg kandydatem do Champions League? Pomieszanie młodości z doświadczeniem w Lidze Mistrzów działa niemal zawsze. Spójrzmy na kadrę „Wilków”: Arnold, Diego, Luiz Gustavo, Ja-Cheol Koo – ci piłkarze są w stanie pociągnąć swoją drużynę do sukcesów, jednak czy one nadejdą już w tym sezonie?
Plany już teraz spróbuje pokrzyżować im Eintracht Frankfurt. Kibice z Commerzbank-Arena chcą jak najszybciej zapomnieć o porażce z Borussią Moenchengladbach. Co prawda wszyscy wiemy, że „Źrebaki” są obecnie w znakomitej formie i trudno je powstrzymać, ale styl w jakim „Orły” próbowały się im przeciwstawić pozostawmy bez komentarza. „Fohlenelf” zdecydowanie przeważało i ukazywało wszystkie słabości zespołu Armina Veha. 52-latek miał tydzień, by zastanowić się, co poszło nie tak i wprowadzić jakieś zmiany, aby lepiej podejść do meczu z Wolfsburgiem. Co jest przyczyną tak słabej gry drużyny, która w zeszłym roku zachwycała? Odpowiedź jest jedna: piłkarze nie wytrzymują trudów biegania na trzech frontach. – Podczas masażu i ćwiczeń koordynacyjnych zawodnicy regenerują się lepiej niż wtedy, gdy mają wolne. Sześć dni pomiędzy dwoma meczami Bundesligi to czas wystarczający na odzyskanie sił – powiedział szkoleniowiec. Niemiec niestety będzie musiał sobie poradzić w inny sposób, bo sześć dni przerwy między ekstraklasą często dzielić będzie jeszcze Liga Europy, co z pewnością kwestii utrzymania nie ułatwi, a „Wilki”, walcząc o Champions League, zrobią wszystko, by pogrążyć „Die Adler”.
Na co jeszcze warto zwrócić uwagę nadchodzącym weekendzie poza spotkaniami, które opisaliśmy powyżej? Jeśli nie jesteście zainteresowani starciem „Hoffe” z Bayernem Monachium, możecie włączyć sobie mecz Hertha Berlin – Schalke 04. Nie możemy zapewnić najwyższego piłkarskiego poziomu, ale jesteśmy pewni, że będzie ciekawie. Stołeczni starają się utrzymać dystans za prowadzącą czwórką i włączyć się w walkę o Champions League. „Górnicy” walczą za to o posadę swojego szkoleniowca. Nieoficjalnie mówi się o tym, że jeśli Keller przegra najbliższe spotkanie, na co się zanosi, to zwyczajnie straci pracę. A co w niedzielę? Polecamy pojedynek Werderu Brema z Hannoverem 96. Szansa, że na boisku pojawi się Artur Sobiech jest dość duża, więc warto obejrzeć to spotkanie w kontekście zbliżającego się zgrupowania reprezentacji. Czy były piłkarz Polonii Warszawa jest w stanie zagrozić etatowemu snajperowi kadry, Robertowi Lewandowskiemu? Ten mecz odpowie nam na to pytanie.