Piąta kolejka spotkań o mistrzostwo Premiership za nami. W tej serii gier obyło się bez niespodzianek. Tylko jeden mecz mógł zaskoczyć wynikiem. Kibice zobaczyli mniej bramek niż przeważnie, ale i tak nie mogli narzekać na nudę.
Zaczniemy od omówienia spotkania na szczycie tej kolejki. W niedzielne popołudnie na Old Trafford zmierzyli się odwieczni rywale. Bitwę o Anglię wygrał Berbatow, który zaaplikował Liverpoolowi hattricka i dał jasno do rozumienia wszystkim, że w tym sezonie „The Reds” nie będą brani pod uwagę. Natomiast „Czerwone Diabły” uparcie wleką się za czołówką. Kiedy nikt na nich nie stawiałby, oni wygrywają i to w tak prestiżowym meczu.

W meczu otwierającym piłkarski weekend na angielskiej wyspie zmierzyły się zespoły zajmujące miejsca w strefie spadkowej. Ostatecznie mecz pomiędzy Stoke a West Hamem zakończył się remisem 1:1. Oba zespoły prezentowały w tym sezonie nader beznadziejny futbol. Warto nadmienić, że wywalczony jeden punkt w tym spotkaniu to dla podopiecznych Granta pierwsza zdobycz w tym sezonie. W tamtym sezonie „Młoty” rzutem na taśmę utrzymały się w Premiership. Najwidoczniej limit cudów został wykorzystany, bo wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują nam już teraz kandydata do degradacji.
Piłkarze Chelsea mieli dosyć ułatwione zadanie. Na swoim obiekcie pewnie rozprawili się z Blackpool 4:0. Do tej pory podopieczni Ancelottiego zdobyli wszystko, co było do ugrania. Pięć meczów = 15 punktów i tylko jedna (sic!) bramka stracona. Bilans strzelecki wygląda bardzo imponująco, bo dodatnio w liczbie 20! „The Blues” idą jak burza, czy ktokolwiek zdoła się im pokrzyżować szyki?
Beniaminek z West Bromwich dość niespodziewanie poradził sobie z Birmingham aż 3:1. Gościom w tym spotkaniu nic nie wychodziło, mimo że objęli prowadzenie już w pierwszym kwadransie, to nie zdołali zatrzymać szalejącego Odemwingiego i spółki. Szczególnie, że obrońcy i bramkarz przyjezdnych niezbyt kwapili się, by uprzykrzyć życie gospodarzom. Tym samym zespół „Albion” wskoczył na wysokie 10. miejsce w tabeli.
Zakupoholicy z Manchesteru odnieśli drugie zwycięstwo w tym sezonie. Pokonali, grając na wyjeździe, „The Latics” 2:0. Do bramki trafił znów duet Toure – Tevez. Ten pierwszy z pewnością potwierdza, że zasługuje na ogrom pieniędzy, jaki co tydzień inkasuje. Ten drugi już pokazał, na jaki szacunek zasługuje, ale nie spuszcza z tonu. „The Citizens” awansowali na czwarte miejsce w tabeli i już są w „Wielkiej Czwórce”. Teraz pozostaje tylko rozbić klasyczny trójkąt.
Szkocki menadżer „The Toffies” zafundował kibicom powtórkę z rozrywki. Everton, mimo łatwiejszego terminarza, notuje tak samo beznadziejne wyniki, jak sezon temu. Tym razem piłkarze z miasta Beatlesów przegrali na swoich śmieciach ze „Srokami” 0:1. Trzy punktu powędrowały na północ za sprawą Hatema Ben Arfy, jednego z głośniejszych transferów tego okienka. Beniaminek z Newcastle pokazuje, że spadek był jedynie przykrym incydentem, natomiast zespół z Goodison Park zajmuje przedostatnie miejsc z dorobkiem dwóch oczek…














