Wisła Henryka Kasperczaka ani Wisła Roberta Maaskanta nie dostąpiły zaszczytu gry w elitarnej Lidze Mistrzów. Tym niemniej głośno mówi się o tym, że ta z początku wieku bez trudu pokonałaby cypryjską przeszkodę, jej jedynym problemem było zaś to, że nie miała szans w starciu ze znacznie silniejszymi eliminacyjnymi rywalami. Obecny krakowski zespół pokpił zaś sprawę mimo ułatwień w postaci reformy Platiniego i musiał uznać wyższość domniemanych piłkarskich słabeuszy. A co by było, gdyby te dwie Wisły starły się ze sobą?
Henryk Kasperczak postawiłby na swoje tradycyjne 4-4-2. Jak to wielokrotnie podkreślał (jak choćby przed meczem z Valerengą), licząc na skrzydełka. Tu miałby się czym pochwalić. W odwodzie byli Uche i Kosowski, szybcy, dynamiczni i przebojowi, powodujący mnóstwo zamieszania na flankach rywali na początku wieku. Podobnie byłoby w sytuacji, gdyby przyszło im grać przeciwko Wiśle AD 2011. Lamey i Diaz nie byliby w stanie zagwarantować im właściwej opieki i pozwalaliby na wiele dośrodkowań. Wsparciem nie byłyby również skrzydła aktualnego mistrza Polski. I Małecki, i Kirm to zawodnicy o charakterystyce stricte ofensywnej, stroniący raczej od wycofywania się pod własną bramkę. Nie jest nawet przesądzone, czy byliby w stanie powstrzymać wyjścia bocznych obrońców. Zakładając i sytuację, w której seryjne wrzutki skrzydłowych Wisły 2002 zatrzymywały się na głowach Bunozy czy Jaliensa, tak któreś z rozegrań w bocznych sektorach boiska w jednym z duetów Kosowski – Stolarczyk lub Uche – Baszczyński doprowadziłoby do znalezienia się jednego ze skrzydłowych Wisły niepilnowanego w dogodnym miejscu do oddania strzału i przyniosło ekipie Kasperczaka gola.
Maaskant, który postawiłby na 4-1-4-1 z defensywnym Sobolewskim, w obliczu takiej sytuacji byłby zmuszony do przeciwdziałania atakom na skrzydłach. Jego Wisła mogłaby profitować ze sporej przewagi w ofensywie w środku pola, ale sam „Sobol”, skupiony na pilnowaniu Szymkowiaka, nie byłby w stanie asekurować skrzydeł. Stąd też pod rosnącą presją musiałby zdecydować się na zmianę taktyczną i wpuszczenie w miejsce któregoś z środkowych, pomocnika o charakterystyce bardziej defensywnej. Nuneza zastąpiłby więc Wilk, biegający od jednej linii bocznej do drugiej ze wsparciem dla skrajnych obrońców. Od momentu przejścia na 4-2-3-1 przez Wisłę 2011 gra przeniosłaby się bardziej do środka pola, celem ekipy Kasperczaka byłoby szukanie szerokości w rozegraniu, natomiast ich młodsi koledzy skupialiby się na zamykaniu im możliwości szybkiego przemieszczenia piłki. Od czasu do czasu zaś staraliby się znaleźć pole do kontr.
A tu zawodnicy Maaskanta mieliby zadanie nieco ułatwione. Któreś z przejęć defensywnych pomocników zostałoby zapewne zaadresowane do Meliksona, który wykorzystałby tradycyjne znaczne odległości między zawodnikami Wisły 2002, bez większego trudu poradził sobie ze Strąkiem i mógł uruchomić nieschematycznym podaniem Genkowa bądź rozegrać piłkę gdzieś na nabiegających, tworzących przewagę skrzydłowych. Któraś z tych akcji musiałaby przynieść wyrównanie. Znając jednak tendencję Jopa do popełniania błędów w ustawieniu, tym bardziej przy grze na szybszym tempie, na samym wyrównaniu nie skończyłoby się, podobny schemat przyniósłby aktualnemu mistrzowi Polski prowadzenie. W środku pola zaś dzieliłby i rządził Melikson. Przy 4-4-2 Kasperczaka i 4-2-3-1 Maaskanta bardzo często dochodziłoby do pojedynków 1 vs 1, w których skrzydłowi Wisły stanowiliby groźnego przeciwnika dla bocznych obrońców rewelacji Pucharu UEFA 2002/2003, reprezentant Izraela raz po raz odprawiałby z kwitkiem zaś Strąka. Uche, Kosowski, Szymkowiak, Kuźba i Żurawski raczej nie byliby zbyt skorzy do wsparcia defensywy, więc podopieczni Maaskanta mieliby spore szanse, aby powiększyć prowadzenie. A mogłaby się do tego przyczynić jedna z indywidualnych akcji Meliksona.










