NT: Klątwa ćwierćfinałów


Pomimo ewidentnych braków kadrowych Milan rozegrał wczoraj zaskakująco dobre spotkanie. Londyńczycy długimi okresami byli zepchnięci do defensywy i mieli trochę szczęścia.


Udostępnij na Udostępnij na

Zapowiedzi Redknappa o ofensywnym stylu gry nie miały żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Być może była to zasłona dymna, bądź co bądź Tottenham zrealizował swój cel. Wydaje się jednak, że zespół z Londynu miał więcej szczęścia niż rozumu. Na pewno obie drużyny miały pomysły na grę, gorzej było z ich wykonywaniem.

Allegri ustawił swój zespół w 4-3-3, z Pato i Robinho grającymi za plecami Zlatana Ibrahimovicia. Rozgrywającym został Seedorf, mając obok siebie Boatenga i Flaminiego, którzy mieli kursować od jednego pola karnego do drugiego. Tottenham wyszedł w dość typowym dla siebie ustawieniu 4-4-1-1, gdzie za plecami Croucha był van der Vaart, a Modrić grał w środku pomocy obok Sandro, na skrzydle ustępując miejsca Pienaarowi. Po prawej stronie pojawił się znowu Lennon.

Po pierwszych minutach meczu wydawało się, że Redknapp nakazał swoim piłkarzom próbować głównie jednego zagrania – długa piłka na Croucha, który podaje ją do wbiegającego w pole karne Holendra. Ze względu na wzrost Anglika była to skuteczna zagrywka, ale albo Crouch faulował obrońcę, albo defensywa Milanu nadążała z asekuracją. Najgroźniejsze sytuacje powstawały, gdy Crouch przesuwał się na bok, biorąc sobie na cel Abate lub Jankulovskiego, zdecydowanie słabszych w grze w powietrzu. Po kilkunastu minutach zarysowała się już przewaga Milanu – zawodnicy w pasiastych koszulkach byli lepiej zorganizowani w środku pola i dobrze wykorzystywali ruch swoich trzech napastników.

Dobrze funkcjonowały trójkąty Pato – Flamini – Abate oraz Robinho  – Boateng – Jankulovski. Czech nawet dość często włączał się do akcji ofensywnych, choć różnie bywało z dokładnością jego zagrań. Seedorf, który w poprzednim meczu zagrał katastrofalnie, tym razem stanął na wysokości zadania. Wspomagał obrońców, umiejętnie regulował tempo gry i przytrzymywał piłkę. Zabrakło z jego strony strzałów, ale grał po prostu zbyt daleko od pola karnego. Milan najgroźniejsze akcje stwarzał po przebojach Robinho lub Pato, zwłaszcza gdy dołączali do tego zagrania z klepki.

Parokrotnie pokazał się też w takich zagraniach Ibrahimović, ale przez większość spotkania był kompletnie niewidoczny. W meczu z takim zespołem jak Tottenham znaczniejszą przewagę dawały dynamika Pato i Robinho, Ibrahimović wydawał się mało użyteczny. Gdy Gallas wybijał piłkę z linii bramkowej, było to główną zasługą rozgrywającego dobre zawody Pato oraz dobrego podania Thiago Silvy.

Czy Tottenham rozegrał dobry mecz? Ciężko powiedzieć. Obronili przewagę z pierwszego spotkania, ale zagrożenie ze strony Milanu było spore. Zawodnicy Redknappa mieli tylko kilka niezłych strzałów na bramkę, „Rossoneri” mieli stuprocentową sytuację i dwa groźne uderzenia Pato oraz Robinho. Nie było zagrożenia po dośrodkowaniach, Ibrahimović został niemal zupełnie wyłączony, ale kilka kombinacji rozbroiło defensywę Spurs. Pomysł z długą piłką na Croucha momentami skutkował, ale był zbyt przewidywalny.

Czy Milan rozegrał dobry mecz? Na pewno, zdecydowanie lepszy niż na San Siro, ale czegoś zabrakło. Cofnięci napastnicy umiejętnie łamali obronę gospodarzy, natomiast nie popisywali się wystarczającą precyzją. W defensywie chyba wszyscy zagrali znakomicie, ale nie to było głównym zadaniem.

Autor: Dawid Jankowiak / Taktycznie.blogspot.com

Więcej na http://taktycznie.blogspot.com

Najnowsze