Gdyby któryś z dziennikarzy zechciał pewnego dnia stworzyć artykuł opisujący przebieg profesjonalnej kariery Nicolasa Anelki, musiałby poświęcić na to wiele godzin i jeszcze więcej stron papieru. Bo Francuz reprezentował w sumie 15 różnych klubów, nie potrafiąc w żadnym z nich zagrzać miejsca na dłużej. Bardzo często też, przy okazji podpisywania przez niego kontraktu z nowym zespołem, na światło dzienne wychodziły jego konflikty z władzami poprzedniego. Teraz zaś była gwiazda europejskich boisk postanowiła rozpocząć karierę menedżera.
By było jednak ciekawiej, urodzony 14 marca 1979 r. napastnik, którego rodzina przybyła do Francji z Martyniki, zamierza nie tylko ustalać taktykę dla swoich podopiecznych, ale jednocześnie sam ją realizować. „Le Sulk”, czyli po polsku „Sułtan” (pseudonim ten zawdzięcza kibicom Arsenalu, którzy nazywali go tak w trakcie bardzo udanego sezonu 1997/1998, zwieńczonego zdobyciem przez „Kanonierów” mistrzostwa oraz Pucharu Anglii, w czym ogromny udział miał nasz bohater), wciąż pozostaje bowiem czynnym zawodnikiem indyjskiego zespołu Mumbai City FC, do którego trafił na początku września ubiegłego roku. Wychowanek Paris Saint-Germain pozostawał wówczas bez klubu, po tym jak w cieniu skandalu rozstał się z brytyjskim West Bromwich Albion, zaś włodarze ośmiu drużyn z państwa położonego w południowej części Azji, przy wsparciu tamtejszej federacji piłkarskiej, postanowiły – w celu uatrakcyjnienia i odświeżenia rozgrywek – powołać do życia nową ligę.
Dudek chciał, ale nie mógł
Główny zamysł całego przedsięwzięcia opierał się na stworzeniu wąskiej grupy teamów, które rywalizowałyby ze sobą raptem przez dwa miesiące (w zeszłym sezonie rozgrywki Super Indian League trwały od 12 października do 17 grudnia, kiedy spośród czterech najlepszych ekip sezonu zasadniczego drogą play-off wyłoniono ostatecznego zwycięzcę), a każda z nich miałaby w swoich szeregach przynajmniej jedną dawną gwiazdę: Premiership, Primiera Divison, Bundesligi lub innej silnej ligi Starego Kontynentu. Warto przypomnieć w tym miejscu, że pewien klub, szykujący się do startu mocno rozreklamowanego sezonu indyjskiej ekstraklasy, dość długo namawiał do wstąpienia w jego szeregi byłego znanego polskiego bramkarza, zwycięzcę Ligi Mistrzów sprzed dziesięciu laty, Jerzego Dudka. Golkiper, mający w swoim CV występy dla m.in. Liverpoolu FC oraz Realu Madryt, musiał jednak odrzucić lukratywną ofertę (milion euro za nieco ponad dziesięć tygodni gry, wliczając w to krótki okres przygotowawczy!), ponieważ na dłuższy wyjazd z kraju nie zezwalał mu kontrakt reklamowy ze znanym producentem olejów napędowych.











