W ostatnim meczu 20. kolejki angielskiej ekstraklasy Manchester United podjął Tottenham Hotspur na Old Trafford. Spotkanie bezpośrednich rywali zakończyło się zwycięstwem „Spurs”.
Dwa ostatnie pojedynki angielskich drużyn kończyły się remisami. Na zwycięstwo gospodarzy na Old Trafford fani czekają od 22 sierpnia 2011 roku. Pomimo tak niesprzyjających statystyk podopieczni Davida Moyesa byli wskazywani jako faworyci dzisiejszego meczu. W ostatnich trzech ligowych spotkaniach United wygrało trzykrotnie, ostatni mecz „Spurs” przegrali z Liverpoolem aż 0:5.
Mecz rozpoczął się od zepchnięcia podopiecznych Tima Sherwooda do obrony. „Czerwone Diabły” dążyły do szybkiego otwarcia wyniku. Pierwszą dobrą okazję w 5. minucie miał Danny Welbeck, który otrzymał długą piłkę w pole karne. Tylko przytomna postawa ostatniego defensora i Hugo Llorisa uratowała Tottenham przed utratą gola. Chwilę później dogodną sytuację zmarnował Wayne Rooney. Po faulu Eriksena gospodarze otrzymali rzut wolny w odległości 20 metrów od bramki. Niestety napastnik United przestrzelił, posyłając piłkę w trybuny. „Spurs” odpowiedzieli dopiero w 14. minucie, kiedy po błyskawicznej kontrze Soldado prostopadle podał do Lennona, który wpadł w pole karne. Posłaną przez niego futbolówkę tuż przy ziemi w ostatniej chwili wybił stopą de Gea. Manchester długo utrzymywał się przy piłce, szukając dziury w defensywnie Tottenhamu. Jednak albo brakowało zamknięcia ataku, albo piłkę wybijali obrońcy gości. Ciągłe ataki zamieniły się na rzut rożny. W 21. minucie po wrzutce z rogu boiska blisko zdobycia bramki głową był Vidić. „Spurs” swoich okazji szukali w szybkich kontratakach. Taka gra opłaciła się i w 35. minucie Emmanuel Adebayor zamienił świetne dośrodkowanie na bramkę. Strzał głową w stronę prawego słupka nie dał szans golkiperowi United. Gracze Tima Sherwooda niesieni zdobytym golem zaczęli częściej i mocniej naciskać na bramkę de Gei, szukając okazji na podwyższenie wyniku przed końcem pierwszej połowy.
„Czerwone Diabły” rozpoczęły drugą połowę spotkania spokojnie. Szybko wymieniając podania, szukały drogi do bramki „Kogutów”. Nie przynosiło to jednak zamierzonych rezultatów. Tak jak w poprzedniej odsłonie spotkania Manchester United długo utrzymywał się przy piłce. W 57. minucie Howard Webb nie uznał faulu w polu karnym na Dannym Welbecku. Niewykorzystane sytuacje i nie wyciągnięte wnioski lubią się mścić. Christian Eriksen po wrzutce Lennona zdobył w 65. minucie bramkę, podwyższając na 2:0. Kibice zgromadzeni na Old Trafford nie musieli jednak długo czekać na odpowiedź swoich idoli. Minutę później kontaktowego gola zdobył Danny Welbeck. Po świetnym podaniu Januzaja umieścił on piłkę w bramce bezradnego po raz pierwszy dzisiejszego dnia Llorisa. Ostatnie 25 minut spotkania zapowiadało się naprawdę emocjonująco. United niesione bramką zdobytą przez młodego Anglika szukało swoich szans na wyrównanie wyniku. Niewiele później boisko musiał niestety opuścić strzelec pierwszego gola dla gości, Emmanuel Adebayor, który uległ kontuzji. W 76. minucie zagotowało się pod bramką Francuza, jednak obrońcy Tottenhamu zachowali zimną głowę i wybili piłkę daleko w pole, oddalając zagrożenie od swojej bramki. W ostatnich minutach podopieczni Moyesa desperacko atakowali siatkę gości, chcąc zachować choć punkt na Old Trafford. Pomimo doliczonych aż pięciu minut wynik nie uległ zmianie, trzy punkty na swoim koncie zapisują gracze Tima Sherwooda, a Tottenham wyprzedza w tabeli Manchester United.










