Jeszcze niedawno reprezentacja Litwy była kopciuszkiem na europejskiej arenie. Wystarczyło jednak, by selekcjonerem Litwinów został Portugalczyk Jose Couceiro, a o drużynie narodowej naszych wschodnich sąsiadów nikt już nie mówi jak o outsiderze.
No bo jak można określać tak zespół, który po 4 kolejkach eliminacji MŚ 2010 zajmuje w grupie siódmej drugie miejsce z dorobkiem 9 punktów. A grają tam przecież finaliści EURO 2008, Austriacy, Francuzi i Rumuni, a także zawsze groźni Serbowie, których co prawda w Austrii i Szwajcarii zabrakło, ale brali udział w finałach MŚ 2006 w Niemczech. Litwa jednak potrafiła pokonać zarówno Rumunię (3:0 w Cluj!), a także u siebie Austrię 2:0, która kilka dni wcześniej rozbiła Francję. Co prawda w październiku litewscy kibice musieli przełknąć gorzką pigułkę w postaci klęski 0:3 z Serbią, ale już w kolejnym meczu Litwini zrehabilitowali się choć po części, skromnie pokonując 1:0 Wyspy Owcze, dzięki czemu zrównali się punktami ze swoimi niedawnymi pogromcami. Wyniki reprezentacji prowadzonej przez Jose Couceiro nie są przypadkowe – Litwa zrobiła w ostatnim czasie naprawdę olbrzymie postępy, dzięki czemu w rankingu FIFA zajmuje 50. miejsce, wyprzedzając m.in. Belgię, Norwegię, Senegal, Peru czy Finlandię. Czy więc kibice w ojczyźnie Adama Mickiewicza mogą już zacząć głośno mówić o realnych szansach na pierwszy w historii występ swoich pupili na mundialu? Kluczowe dla losów awansu będą dwa mecze z Francją. Najpierw 28 marca Litwa gościć będzie Trójkolorowych w Kaunas, a już 1 kwietnia wyjedzie do Paryża na rewanż. Jeżeli w obu spotkaniach piłkarze Couceiro zdobędą jakieś punkty, szanse na wyjazd do MŚ w RPA będą naprawdę duże.
Od zera do bohatera
Portugalski selekcjoner ani jednak myśli zapowiadać, że jego drużyna rozpoczyna ostatni etap w drodze na mundial. Ba, jest chyba jedynym człowiekiem na Litwie, który nie dał się ponieść euforii spowodowanej nadspodziewanie dobrą postawą litewskiej reprezentacji. Gdy jego podopieczni rozgromili Rumunów, pierwszą rzeczą, którą zrobił na konferencji prasowej, była zapowiedź, że z Austrią już tak dobrze nie będzie. – Moi piłkarze cieszą się jakby wygrali już eliminacje, a my tymczasem pokonaliśmy dopiero pierwszego rywala – powiedział ku zaskoczeniu wszystkich. – Dlatego nie sądzę, że pokonamy Austriaków. Sukcesem będzie już sam remis, bo moi zawodnicy mają jeszcze za mało doświadczenia, bo rozegrać dwa świetne mecze pod rząd. Czas pokazał jednak, że Couceiro mylił się i to bardzo, bo Litwa znów wzniosła się na wyżyny umiejętności, pewnie wygrywając 2:0. Skąd jednak u Portugalczyka taki pesymizm i brak wiary w zespół? Jose, choć w trenerskim fachu siedzi zaledwie od sześciu lat, już wielokrotnie przekonał się, jak cienka jest granica między zwycięstwem a porażką.
Pierwszym klubem, który prowadził była FC Alverca w sezonie 2003/2004. Fani z Complexo Deprotivo nie wspominają jednak zbyt miło tego okresu, bowiem Alverca z Couceiro na ławce spadła do II ligi portugalskiej, więc nie dziwne, że po zakończeniu sezonu Jose wyleciał z hukiem. Rok później mógł jednak z dumą przechadzać się po całej Portugalii, wszak uznano go za trenera roku w Superlidze. Jak to możliwe? Przeciętna zwykle Vitoria Setubal ocierała się bowiem w lidze o czołówkę oraz jak burza szła w Pucharze Portugalii, który ostatecznie wywalczyła, w finale pokonując mistrza kraju, Benfikę Lizbona 2:1, po niezwykle porywającym meczu. Couceiro już jednak wtedy w Setubal nie było; w lutym 2005 r. pracę szkoleniowca zaproponowało mu samo FC Porto.










