Za Dawidem Nowakiem od kilku lat ciągnie się widmo kontuzji. Głównie przez to napastnik Bełchatowa nie zrobił furory w reprezentacji.
Do tej pory 26-latek wystąpił tylko w siedmiu spotkaniach „Biało-czerwonych”. Ani razu nie wpisał się na listę strzelców. Jest to wynik dość mizerny, biorąc pod uwagę potencjał Nowaka.
– Nie mogę być zadowolony z tych występów. Ostatnio zagrałem z Hiszpanią. Chciałbym się w końcu w tej kadrze porządnie zapisać, strzelić gola, oby już z Mołdawią – mówił Nowak.

Napastnik PGE GKS-u jest znany z dużej podatności na wszelkie urazy. Jest to ogromna zmora zawodnika, który przez kontuzje stracił szanse na dużą liczbę powołań. Urazy przekładały się również na dyspozycję. Jeśli Nowak wybiegał już na boisko, zwykle nie był w pełnej formie, co na pewno nie umacniało jego pozycji w reprezentacji.
– W Ekstraklasie gram pięć lat, a mniej więcej dwa straciłem na rehabilitacje. Jak zaczynałem mieć dobry okres, strzelać gole, przychodziła kontuzja i dwa, trzy miesiące przerwy. Mógłbym być dziś w zupełnie innym miejscu, ale nie lubię o tym wszystkim myśleć – zwierzał się 26-letni napastnik.
Czym spowodowana jest przypadłość do częstych kontuzji? Według Nowaka wszystko bierze się z zadziornego stylu gry, jaki prezentuje.
– Nie jestem strongmanem, mam drobną budowę, chociaż pracuję nad sobą. Większość urazów brała się z ostrej gry. To nie było tak, że coś nagle się stało na treningu czy naciągnąłem mięsień podczas biegania. Zazwyczaj działo się to po starciach z przeciwnikami. Przez tę moją budowę przy ostrzejszym kontakcie często kończyło się źle – zakończył.











