Odmieniona Korona Kielce wreszcie wygrywa. Ostatni mecz 5. kolejki T-Mobile Ekstraklasy stał pod znakiem debiutu trenera Pachety, który przygotował Koronę na tyle, że ta pokonała gliwickiego Piasta 2:0. Gole strzelili Kiełb i Sobolewski.
Debiutujący trener Pacheta zaskoczył, zostawiając na ławce Pavola Stano, a w ataku desygnując Karola Angielskiego w miejsce zawodzącego w tym sezonie Daniela Gołębiewskiego. Angielski daną przez nowego szkoleniowca szansę mógł i powinien wykorzystać w 15. minucie, ale strzelił za słabo po dobrym dograniu Sylwestrzaka i Trela sparował jego płaskie uderzenie. Chwilę później było już jednak 1:0 – dośrodkował Golański, akcję na długim słupku zamknął Jacek Kiełb i silnym strzałem w krótki róg nie dał szans golkiperowi gości. Skrzydłowy Korony mógł już wcześniej wpisać się na listę strzelców, ale jego główka z początku meczu była minimalnie niecelna. Koroniarze poszli za ciosem i w 24. minucie prowadzili dwiema bramkami. Kolejne dośrodkowania od Sylwestrzaka, piłka przelatuje całe pole karne i trafia do Sobolewskiego, który bez przyjęcia huknął w długi róg.

Druga połowa nie różniła się właściwie niczym od swojej poprzedniczki. Korona atakowała, w grze podopiecznych trenera Pachety nie brakowało kombinacyjnych wymian piłek. Najgroźniejszym zawodnikiem na placu gry był Janota, który trzykrotnie był bliski zdobycia swojej bramki. Raz jego bombę z daleka z problemami bronił Trela, później uderzenie z wolnego szczęśliwie zablokował mur, a gdy wychodził na czystą pozycję, to szybszy okazał się golkiper gości i uprzedził byłego zawodnika Feyenoordu. Z kolei Piast wyglądał chyba jeszcze bardziej bezpłciowo niż przed przerwą. I choć w krótkiej rozmowie Damian Zbozień zapowiadał „zapierdzielanie w drugiej części gry”, to gliwiczanie nie potrafili stworzyć zagrożenia pod bramką Małkowskiego. Liczby nie kłamią – podopieczni trenera Brozia oddali w drugiej części gry tylko jeden celny strzał.
Jeśli tak ma wyglądać „nowa Korona”, to wypada się temu projektowi przyjrzeć uważniej. 4-5-1 z defensywnym pomocnikiem Jovanoviciem, który w momencie ataku schodzi między środkowym defensorów, a w tym samym czasie boczni obrońcy szeroko wspierają linię pomocy. Bez bezsensownych lag na Gołębiewskiego, bez wybijania na oślep, dużo gry skrzydłami, dynamiczne prowadzenie akcji. Dużym problemem w ekipie z Kielc pozostaje jednak komunikacja na linii trener – drużyna, póki co utrzymuje się widoczna bariera językowa. Co do Piasta – starali się wychodzić wysoko (nawet w sześciu zawodników na połowie rywala), żeby ukrócić kombinacyjną grę Korony i to momentami wychodziło im całkiem nieźle. Gorzej było z wejściem w pole karne gospodarzy, toteż jedynymi strzałami oddawanymi na bramkę Małkowskiego były te z daleka. Ale – jak wskazuje tablica wyników – bez efektów.











