Podczas tegorocznych mistrzostw świata dużo mówi się o koszmarnej pracy arbitrów. Nie da się jednak ukryć, że tak na dobrą sprawę, na każdych tego typu turniejach mamy mnóstwo kontrowersyjnych decyzji. Błędy, wypaczenie wyników, faworyzowanie drużyny, takich sytuacji było wiele w przeszłości.
Na początku trzeba jednak wspomnieć o największym skandalu na obecnym mundialu. Ci „sprawiedliwi” popełniali masę błędów, ale uwagę zwraca się przede wszystkim na Yuichiego Nishimurę. Podczas meczu otwarcia pomiędzy Brazylią i Chorwacją, kiedy arbiter, który szkolił się w polskiej ekstraklasie, zdecydowanie pomógł gospodarzom, dyktując kompletnie niesłuszny rzut karny przy stanie 1:1. Fred padł z głodu w polu karnym, a sędzia pewnym ruchem wskazał na jedenasty metr. Po spotkaniu, rzecz jasna, spłynęła na niego lawina komentarzy, ale od władz dostał nagrodę i jest brany pod uwagę jako rozjemca finału.
Nie jest to jednak rodzynek. Ali Bin Nasser, czy ktoś to komuś mówi? Możliwe, że nie, ale zapewne każdy kojarzy stwierdzenie „ręka Boga”. W ćwierćfinale mistrzostw świata w 1986 roku Diego Maradona wyskakuje do piłki razem z Peterem Shiltonem. Słynny Argentyńczyk jest o 20 cm niższy od swojego angielskiego rywala, a na dodatek ten może dotknąć piłkę rękami, lecz niespodziewanie reprezentant „Albicelestes” wygrywa pojedynek i kieruje piłkę do siatki. Chwila szoku i nikt nie ma wątpliwości. Maradona pomagał sobie ręką. Wszyscy wiedzieli, że nie byłoby możliwe, aby wygrał ten pojedynek zgodnie z zasadami, lecz nie wpadł na to tunezyjski arbiter, który stał się uosobieniem pomyłek.
http://www.youtube.com/watch?v=4-JBIXu0xeU&feature=player_detailpage
W tym roku arbitrom pomaga technologia goal-line, lecz w przeszłości trzeba było radzić sobie samemu i nie wychodziło to dobrze. Niewyjaśnioną do tej pory sprawą jest sytuacja z finału 1966, pomiędzy Anglią i Niemcami. W dogrywce, przy stanie 2:2, piłka po strzale Goeffa Hursta uderza w poprzeczkę i następnie odbija się w okolicach linii bramkowej, i wychodzi w pole. Sędzia wstrzymuje akcję, cały stadion poruszony: gol czy nie? Co dalej? Prowadzący spotkanie, Gottfried Dienst, biegnie skonsultować się z liniowym, Tofikiem Bachramowem, który pewnym skinięciem przekazuje sędziemu, że piłka minęła linię. Wszystko fajnie, ale nawet w dobie technologii naukowcy nie mogą jednoznacznie potwierdzić, czy bramka powinna zostać uznana, a na dodatek radziecki arbiter przy strzale Hursta stał na wysokości piątego metra, więc nie mógł tego dokładnie widzieć.
To jedna z najsłynniejszych kontrowersji, ale zasady mówią, że przy braku pewności nie powinno się uznawać bramki. Ta sytuacja, to jednak pikuś, w stosunku do kolejnej bramki Anglików. Po 44 latach, gdy w kolejnym meczu z naszymi zachodnimi sąsiadami, tym razem w 1/8 finału, przy stanie 1:2, Frank Lampard oddaje piękny strzał z dystansu, piłka po poprzeczce wpada do bramki i odbija się dobry metr za linią bramkową, po czym wychodzi w pole i ostatecznie łapie ją Manuel Neuer. Wszyscy widzieli bramkę, ale nie urugwajski rozjemca, Jorge Larrionda, który nakazuje grać dalej.










