Jagiellonia Białystok zremisowała po przeciętnym meczu z Koroną Kielce. Kielczanie długo prowadzili po golu Michała Zielińskiego w 2. minucie, jednak Jagiellonia miała w swoich szeregach niezawodnego Tomasza Frankowskiego, który w końcowych minutach spotkania doprowadził do remisu.
Jagiellonia przystąpiła do tego spotkania mocno osłabiona, gdyż dziś rano potwierdziła się informacja o odejściu Grzegorza Sandomierskiego do KRC Genk. Trener Michniewicz zachowywał spokój, twierdząc, że zastępujący go Jakub Słowik jest już gotowy do gry na najwyższym szczeblu rozgrywek i doskonale sobie poradzi między słupkami białostockiej bramki. Początek spotkania pokazał, jak bardzo mylił się były trener Widzewa Łódź. W pozornie niegroźnej sytuacji Słowik popełnił poważny błąd, wybijając przed siebie strzał Jovanovicia, a z takiego prezentu nie mógł nie skorzystać Michał Zieliński, który z bliskiej odległości wepchnął piłkę do siatki. Warto odnotować, że to już trzeci gol Zielińskiego w bieżącym sezonie.

Ta bramka ustawiła spotkanie. Rzadko się zdarzało, żeby jedna z drużyn odważniej ruszyła do przodu. Czasami trochę pracy miał jedynie Małkowski, Słowik był niemal bezrobotny. Mecz stał pod znakiem walki w środku pola, która mogła się podobać jedynie fanom amerykańskiego wrestlingu.
Obraz gry w drugiej połowie nie uległ zmianie. Mnożyły się niedokładne podania, teatralne upadki, po których nagle zawodnicy dostawali cudownego ozdrowienia, ciekawych akcji było jak na lekarstwo. Jagiellonia posiadała optyczną przewagę, ale zupełnie nic z tego nie wynikało. Szansą dla białostoczan mogła być kontuzja bramkarza Korony, Zbigniewa Małkowskiego. W jego miejsce wszedł debiutujący w Ekstraklasie Wojciech Małecki, lecz nie popełnił on tak poważnego błędu jak rozgrywający swój drugi mecz ligowy w barwach Jagiellonii Słowik. Mimo tego nie zdołał zachować czystego konta. Debiut Małeckiemu zepsuł nikt inny, jak Tomasz Frankowski. To właśnie popularny „Franek” po asyście Plizgi popisał się technicznym strzałem zza pola karnego, po którym piłka wylądowała w prawym rogu bramki gości. To był gol numer 151 białostockiego łowcy bramek.
Jagiellonia chciała w ostatnich minutach rozstrzygnąć losy meczu na swoją korzyść, lecz snajperom z Podlasia zabrakło opanowania i precyzji w sytuacjach podbramkowych. Podział punktów można uznać za wynik sprawiedliwy.











