PGE GKS Bełchatów zremisował z Wisłą Kraków 2:2. Bramki dla gospodarzy strzelali Buzała i Wróbel, a dla gości trafiali Genkow i Biton. W 69. minucie arbiter Dawid Piasecki nie uznał prawidłowej bramki dla wiślaków.

Pierwsze minuty to wyrównana gra. Żadnej ze stron nie udało się zarysować wyraźnej przewagi, choć nieco bardziej aktywni byli gospodarze. Tymczasem w szeregach gości największe zagrożenie stanowił Biton, ale defensywa Bełchatowa skutecznie rozbijała ataki Wisły. W 14. minucie goście mieli jednak dobrą okazję do zdobycia bramki. Do piłki zagranej przez Bitona dopadł Kirm, dośrodkował do stojącego w polu karnym Paljicia, a ten popisał się dobrym strzałem głową. Na jego nieszczęście jeszcze lepszą interwencją wykazał się Sapela. W odpowiedzi w 17. minucie strzelał Wróbel, ale piłka przeleciała wysoko nad bramką. Z czasem coraz lepsze wrażenie sprawiała Wisła, natomiast wśród gospodarzy mnożyły się kolejne błędy. W 22. minucie bardzo dobrze pokazał się Kirm, który po indywidualnej akcji uderzał z 25 metrów. Słoweniec pomylił się jednak o centymetry.
Sposobem bełchatowian na rozbicie ataków rywala były częste faule i nieczyste zagrania, toteż w końcu gra ponownie przeniosła się do środka pola. Tymczasem w 30. minucie gospodarze wyszli na prowadzenie! Świetnie przeprowadzony kontratak wykończył Buzała, który w polu karnym ograł Chaveza i ładnym uderzeniem w długi róg dał PGE GKS-owi upragnionego gola. Nieco oszołomieni podopieczni Michała Probierza nie byli w stanie skutecznie odpowiedzieć przeciwnikom, natomiast Bełchatów sunął głównie prawą stroną z kolejnymi atakami. W 37. minucie w polu karnym raz jeszcze swojego szczęścia próbował Kirm, ale jego strzał był za słaby. Próba Diaza kilkanaście sekund później także była nieudana. W 43. minucie powinien być remis. Kirm zagrał do Bitona, ten przepuścił futbolówkę, a do piłki dopadł Garguła. Przed pomocnikiem Wisły był już tylko Sapela, ale strzał wiślaka okazał się minimalnie niecelny. Chwilę później arbiter zakończył pierwszą połowę.

Kibice, którzy wracali na drugą część spotkania, nie zdążyli jeszcze dobrze usiąść na swoich miejscach, a ich pupile prowadzili już 2:0. Ze świetnym kontratakiem wyszli gospodarze, kapitalne prostopadłe podanie otrzymał Mak, który przegrał pojedynek sam na sam z Jovaniciem. I kiedy wydawało się, że cała akcja spaliła na panewce, piłkę przejął Buzała, który dostrzegł Wróbla, a ten przepięknym technicznym uderzeniem podwyższył prowadzenie bełchatowian. Goście bardzo szybko mogli zdobyć bramkę kontaktową, ale po strzale Garguły cudowną paradą popisał się Sapela. Usatysfakcjonowani wynikiem gospodarze cofnęli się do obrony, natomiast Wisła przejęła inicjatywę. Ta taktyka zemściła się w 62. minucie. Indywidualną akcję zainicjował Paljić, który prostopadle odegrał do Genkowa, a ten zmieścił piłkę między nogami golkipera PGE GKS-u. W tym momencie było już tylko 2:1!











