W miniony weekend na boiskach Europy rozgrywane były eliminacje do Euro 2016. W historii międzynarodowych rozgrywek nigdy nie brakowało zaskoczeń. Jako przykład można przytoczyć chociażby niedawne zwycięstwo naszej reprezentacji nad Niemcami czy odpadnięcie Hiszpanii w fazie grupowej mundialu w Brazylii. Czy i tym razem nie brakowało niespodzianek?
Wypada zacząć od sensacyjnego meczu, który miał miejsce w Podgoricy, a raczej nie miał. Mecz pomiędzy Czarnogórą a Rosją przerwano, ponieważ w pierwszej minucie bramkarz Igor Akinfiejew został trafiony racą przez kibiców gospodarzy. Spotkanie wstrzymano na ponad pół godziny, a golkipera przewieziono do lokalnego szpitala. Po wznowieniu gry nie udało się opanować sytuacji na trybunach, a sędzia znów przerwał spotkanie i poinformował o jego odwołaniu. Należy przypomnieć, że nie jest to pierwszy skandal z udziałem bałkańskich fanów w tych eliminacjach. Spotkanie Serbii z Albanią w październiku minionego roku przerwano po bijatyce na boisku, wywołanej przez wypuszczenie drona z albańską flagą.
https://www.youtube.com/watch?v=uW8p_Ke-Eo4
Niespodziewanie punkty w grupie A zgubili Czesi i Holendrzy. Pierwsi mierzyli się z outsiderem – Łotwą. Gospodarze przystępowali do meczu jako grupowi liderzy i absolutni faworyci. Niespodziewanie to jednak goście od początku przejęli inicjatywę i atakowali bramkę Petra Cecha. Kiedy Czesi zaczęli grać swoje, zemściło się to na nich w postaci straconej bramki. Prowadzenie Łotyszom dał dobrze znany fanom polskiej ekstraklasy Aleksejs Visnakovs. Druga połowa należała zdecydowanie do naszych południowych sąsiadów, którzy bombardowali bramkę strzeżoną przez Andrisa Vaninsa. Czesi walczyli do końca i w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry udało im się wyrównać wynik. Gola na wagę remisu zdobył Vaclav Pilar. Być może z samego przebiegu gry nie wynika, żeby remis był tutaj niespodzianką. Obie drużyny miały lepsze okresy gry, choć to gospodarze nie wykorzystali większej liczby sytuacji. Biorąc pod uwagę świetną grę Czechów w trwających eliminacjach, trzeba stwierdzić, że strata punktów z Łotyszami może w przyszłości okazać się kluczowa dla układu miejsc w grupie A.
Mecz Holandia – Turcja miał być hitem tej kolejki i nie zawiódł, no może z wyjątkien kibiców „Oranje”, którzy podobnie jak Czesi musieli walczyć do samego końca, aby wywieźć punkty z Amsterdam Arena. Holendrzy sprawili już niespodziankę w tych eliminacjach, przegrywając z Czechami i niesamowitą Islandią. Holendrzy przed meczem wiedzieli, że potrzebne jest im zwycięstwo, żeby myśleć o wyjeździe do Francji w przyszłym roku. Nie zaskoczył więc nikogo fakt, że to gospodarze dominowali w tym meczu. Jednak inicjatywa to jedno, a utrzymywanie się przy piłce to drugie. Przez dużą część spotkania „Pomarańczowi” nie mieli pomysłu na skonstruowanie akcji ofensywnej i długo wymieniali podania. Oczywiście słabszą dyspozycję Holendrów można tłumaczyć nieobecnością największych gwiazd kadry – van Persiego i Robbena. Nie należy jednak zapominać, że w kadrze pozostają nadal doświadczeni gracze tacy jak Sneijder czy Huntelaar.
Niewykorzystane sytuacje zemściły się na ekipie Guusa Hiddinka i na prowadzenie wyszła Turcja po golu Buraka. Do przerwy wynik nie uległ zmianie. Druga połowa nadal była prowadzona pod dyktando Holendrów, którzy najgroźniejsi byli podczas strzałów z dystansu. Ataki gospodarzy dały efekt dopiero w doliczonym czasie gry. Na uderzenie zza pola karnego zdecydował się Sneijder, a piłka po lekkim odbiciu od Huntelaara trafiła do siatki. Publiczność zgromadzona w Amsterdamie nie miała powodów do dumy. Drużyna, która dopiero co zajęła trzecie miejsce na mundialu, nie mogła odnaleźć swojej tożsamości w tych eliminacjach. Turcy grali ostro, ale dobrze się bronili. Na wyróżnienie zasługuje postawa bramkarza, Babacana, który zatrzymał wiele groźnych akcji „Oranje”. Sam Guus Hiddink stwierdził na gorąco po meczu, że nie wie, jak naprawić grę Holendrów. Niespodzianka na Amsterdam Arena, być może nie ostatnia.










