Zespół FSV Mainz zwycięsko wyszedł z pierwszej potyczki obecnego sezonu Bundesligi. Drużyna z Moguncji pokonała na własnym stadionie VfB Stuttgart w stosunku 2:0. O ile wynik ten z pewnością stanowi pewne zaskoczenie, to o sensacji mowy być już nie może, gdyż ekipa gości straciła przed rozpoczęciem rozgrywek kilku kluczowych zawodników.
Przed rozpoczęciem tego meczu trener FSV, Thomas Tuchel, mówił: – Chcemy ponownie zadowalać publiczność. Również w obozie gości panowały bojowe nastroje: – Chcemy przystąpić do ataku od początku rozgrywek Bundesligi – przyznał szkoleniowiec Stuttgartu.
Przedmeczowe zapowiedzi i przewidywania zweryfikowało boisko i nie była to bynajmniej pozytywna weryfikacja dla drużyny VfB. Początek spotkania nie zapowiadał tak pewnego zwycięstwa gospodarzy. W grach obu zespołów widać było chaos, brak zgrania, a piłkarze często tracili piłkę.
W 19. minucie spotkania sędzia podyktował rzut karny dla gości za faul Noveskiego na Maricy. Jak się okazało kilkadziesiąt sekund później, były to miłe złego początki, piłkę uderzoną z jedenastu metrów przez Brazylijczyka Cacau obronił bowiem bramkarz FSV – Christian Wetklo.
Jako że niewykorzystane sytuacje się mszczą, już siedem minut później gola dla gospodarzy strzelił Sami Allagui, uderzając w lewy róg bramki strzeżonej przez Svena Ulreicha. Drugie trafienie w tym meczu dołożył Morten Rasmussen, strzelając w 47. minucie pod poprzeczkę bramki gości. Zaliczył tym samym świetny start w drużynie z Moguncji. Trafił do niej bowiem… dwa dni temu.
Wprawdzie po pierwszej kolejce sezonu nie należy wyciągać daleko idących wniosków, ale wygląda na to, że zespół VfB Stuttgart mocno stracił na wartości z odejściem graczy takich, jak: Khedira, Lehmann czy Hleb.








