Trwające mistrzostwa świata bez zbytniej przesady można nazwać turniejem sensacji. Dawno nie zdarzyło się, by tak wiele drużyn biło swoje dotychczasowe rekordy i dochodziło na najwyższy szczebel rozgrywek w swojej historii. Kolumbia i Kostaryka piszą swoją piękną historię, podczas gdy Grecja i Algieria w dramatycznych okolicznościach pożegnały się już z turniejem. Sporo jest jednak ekip, które o sukcesach drużyn marzą od wielu lat, a dla których mistrzostwa świata zawsze okazują się zbyt wysokimi progami. Oto subiektywna klasyfikacja najbardziej niespełnionych drużyn w historii mistrzostw świata!
Japonia, czyli stagnacja:
Waleczni samurajowie to jedna z najsilniejszych ekip Azji. Swój debiut na mundialu zaliczyli dopiero w 1998 roku, czyli w momencie, w którym liczba zespołów kwalifikujących się na mistrzostwa wzrosła z 24 do 32. W swoim debiucie zawodnicy z Kraju Kwitnącej Wiśni zapłacili srogie frycowe, uznając wyższość nie tylko faworyzowanej Argentyny i (również debiutującej) Chorwacji, ale co było sporym zawodem, także reprezentacji Jamajki. Na osłodę pozostał Japończykom gol Masashiego Nakayamy zdobyty w ostatnim spotkaniu, właśnie przeciwko „Reggae Boyz”. Wyobraźnię kibiców Nippon pobudził mundial w 2002 roku, rozgrywany na ich ziemi. Tam Japonia zaliczyła swój historyczny sukces, wygrywając grupę z Rosją, Belgią i Tunezją. Niestety dla niej, w 1/8 finału na drodze samurajów stanęła rewelacja turnieju, drużyna Turcji, która zwyciężyła wtedy 1:0. Awans do 1/8 udało się powtórzyć w 2010 roku, gdy Japonia okazała się słabsza od Paragwaju dopiero po rzutach karnych. Uczciwie przyznać jednak trzeba, że starcie z podopiecznymi znanego skądinąd Gerardo Martino było chyba najsłabszym meczem mistrzostw w RPA. Bilans Japonii to 5 turniejów mistrzostw świata i dwa awanse do 1/8 finału. Na swój wielki moment samuraje muszą jeszcze poczekać.
Rosja i tęsknota za ZSRR:
„Sborna” należy do największych rozczarowań obecnych mistrzostw świata. Trudno jest porównywać klęskę podopiecznych Fabio Capello z degrengoladą Hiszpanów, Włochów czy Anglików, jednak biorąc pod uwagę oczekiwania wobec drużyny najlepiej opłacanego trenera tych mistrzostw, ciężko mówić o czymś poza srogim zawodem. Reprezentacja Rosji, wracająca na mundial po dwunastoletniej przerwie, po raz trzeci od upadku Związku Radzieckiego zakończyła swój udział w turnieju na fazie grupowej, przy czym były to jej jedyne występy na tym turnieju. Rosja nie potrafi nawiązać do wspaniałych sukcesów ZSRR, który MŚ w Anglii zakończył na czwartym miejscu, a w międzyczasie trzykrotnie dochodził do ćwierćfinału. Trochę lepiej wygląda to na arenie mistrzostw Europy, w których Rosja zagrała w półfinale Euro 2008, jednak do mistrzostwa z 1960 roku i srebrnych medali przywożonych w 1964, 1972 i 1988 jest jeszcze „Sbornej” bardzo daleko.
Meksyk: definicja szaleństwa
„Mówiłem ci już, na czym polega szaleństwo? Szaleństwo to robienie cały czas tej samej, jednej, jedynej rzeczy z nadzieją, że rezultat będzie inny”. Zaczerpnięty z popularnej gry komputerowej cytat idealnie oddaje sytuację, w której od 1994 roku znajduje się reprezentacja Meksyku. Od turnieju w USA reprezentacja „El Tri” za każdym razem odpada w 1/8 finału. Zawodnicy z Ameryki Środkowej musieli uznać po drodze wyższość Bułgarów (po rzutach karnych), Niemców, Stanów Zjednoczonych, dwukrotnie Argentyny oraz kilka dni temu Holandii. Sytuacja Meksyku przypomina niechlubną serię Realu Madryt, który w latach 2005-2010 odpadał z Ligi Mistrzów na tym właśnie etapie rozgrywek. „Królewscy” się przełamali, w tym roku zdobywając upragnioną decimę. Czy lepsze czasy przyjdą także dla reprezentacji Meksyku? Przekonamy się najszybciej za cztery lata.











