Po klasycznej jak dla Arsenalu grze „Kanonierzy” zdołali pokonać piłkarzy Birmingham 2:1. Dla zawodników Wengera są to ważne punkty, bo swój mecz zremisowały „Czerwone Diabły”.
Mecz przeciwko Birmingham był można powiedzieć magiczny. W ekipie gości zagrali tacy piłkarze, jak Larsson czy Hleb, zatem ważne ogniwa w historii „The Gunners”. Chcąc powiedzieć coś więcej, możemy dorzucić kontuzję Eduardo da Silvy, która wydarzyła się właśnie w meczu przeciwko Birmingham.

Arsenal szybko złapał swoje tempo i z zawrotną szybkością konstruował ofensywne akcje. Głównym dyrygentem tego popołudnia był Jack Wilshere, który jak często się zdarzało, olśniewał swoimi nieszablonowymi zagraniami. Już w pierwszym kwadransie „Kanonierzy” trafili do siatki za sprawą Squillaciego. Gol nie został uznany, sędzia liniowy dopatrzył się, i słusznie, spalonego. Gospodarze stworzyli jeszcze jedną, piekielnie dobrą okazję. Po nieszablonowym zagraniu Chamkha rosyjski skrzydłowy trafił w wychodzącego Fostera. Arsenal nie spuszczał z tonu, ale wtedy błysnął nowy nabytek drużyny McLeisha – Nikola Żigić. Po centrze z bocznego sektora, ten serbski „wieżowiec” umieścił piłkę w siatce, po bardzo precyzyjnym strzale głową. Polski bramkarz nie miał szans przy tej bramce, choć wyciągnął się jak struna.
Jeszcze przed przerwą gospodarze zdołali wyrównać. Za wątpliwy faul na Marokańczyku został podyktowany rzut karny. Do remisu bardzo mocnym strzałem w lewy róg doprowadził Nasri. Swoje pięć minut miał też Gael Clichy, ale Francuz po błędzie Larssona z dziesięciu metrów nie trafił w bramkę. Arsenal grał po swojemu, kombinacyjnie. Świetny w destrukcji Song i bardzo widowiskowo grający Nasri dawali duże nadzieje na kolejne bramki dla faworytów w drugiej odsłonie.
Drugie 45 minut „bombowo” zaczęli gospodarze. Po przepięknej wymianie piłki i ekwilibrystycznym podaniu Songa, Chamakh znalazł się w oko w oko z Fosterem, kiwnął bramkarza i zaaplikował piłkę do siatki. Później Arsenal nie rezygnował z gry. Z bardzo dobrej strony pokazał się Diaby, który dodawał polotu i napędzał akcje swojej drużyny. Na ostatnie dziesięć minut na placu gry pojawił się rekonwalescent Bendtner, co zadowoliło kibiców na wypełnionym do ostatniego miejsca Emiratem Stadium. Niestety w ostatniej akcji meczu bardzo brutalnym zagraniem dał się we znaki najmłodszy z piłkarzy, którzy znajdowali się na boisku. Angielski komentator określił ten wślizg jako „leg breaker”, czyli łamacz nóg. Faktycznie, sytuacja ta do złudzenia przypominała tę, w której kontuzji doznał. Młody Anglik nie dokończył meczu i pewnie zostanie zawieszony na co najmniej trzy mecze.











