W drugim spotkaniu 22. kolejki polskiej Ekstraklasy Lechia Gdańsk przegrała z Legią Warszawa 2:3. Mimo świetnej pierwszej połowy w wykonaniu gdańszczan i prowadzeniu dwoma bramkami, to ostatecznie legioniści cieszyć się mogli z kompletu punktów.
Piłkarze z Gdańska przystąpili do tego spotkania bardzo podbudowani ostatnim zwycięstwem z Wisłą w REMES Pucharze Polski. Jeśli piłkarze ze stadionu przy ulicy Traugutta potrafili ograć mistrza kraju, to dlaczego miałoby im się to nie udać z wicemistrzem?

Spotkanie rozpoczęło się niesamowicie dla gospodarzy. Już w 23. sekundzie spotkania lechiści strzelili pierwszą bramkę! Po dośrodkowaniu z lewej flanki Lukjanovsa, świetnie w polu karnym zachował się Paweł Nowak, który lekko trącił piłkę w kierunku długiego słupka bramki Jana Muchy i już od, dosłownie, pierwszej minuty Lechia prowadziła. Początek tej konfrontacji był niesamowity w wykonaniu gdańszczan, którzy jakby chcieli już na początku rozprawić się z Legią. W 10. minucie mieliśmy już dwubramkowe prowadzenie Lechii Gdańsk. Po przeciętnej akcji w pole karne wbiegł Dawidowski, który był za szybki dla Astiza i defensor Legii zmuszony był interweniować niezgodnie z przepisami, za co sędzia podyktował rzut karny dla rywala i pokazał mu żółty kartonik.
W 24. minucie Maciej Rybus wpakował piłkę do bramki Kapsy, jednak arbiter odgwizdał spalonego i nie uznał bramki. Osiem minut później ten sam zawodnik, tym razem nie z pozycji spalonej, strzelił bramkę kontaktową. Po podaniu Rzeźniczaka z prawego skrzydła Rybus dostawił stopę do szybującej piłki i skierował ją do siatki. Chwilę później doskonałą okazję na wyrównanie wyniku miał Iwański, jednak po jego strzale piłka zatrzymała się na spojeniu słupka z poprzeczką.
Po pierwszej połowie Lechia prowadziła 2:1. Niesamowite 45 minut, takiego futbolu nie oglądaliśmy od bardzo dawna na boiskach naszej Ekstraklasy.
Dziesięć minut po wyjściu z szatni na tablicy świetlnej widniał już wynik 2:2, a autorem wyrównującej bramki był Tomasz Kiełbowicz. Po bezpośrednim uderzeniu piłki z rzutu wolnego Kapsa nie zdołał opanować futbolówki, która ostatecznie przekroczyła linię bramkową. Po tej bramce widoczna była zmiana nastawienia w grze legionistów, jakby nabrali wiatru w żagle, natomiast Lechia nie prezentowała się tak przekonująco jak w pierwszej odsłonie.
W 78. minucie stało się to, czego mogliśmy się spodziewać, a mianowicie Legia wyszła na prowadzenie! Po mocnym dośrodkowaniu z rzutu rożnego Iwańskiego piłkę głową uderzył Astiz, który posłał piłkę tuż obok bezradnego golkipera Lechii, tym samym rekompensując rzut karny.











