W zaległym meczu 13. kolejki Bundesligi FC Koeln zremisowało na własnym boisku z FSV Mainz 1:1. Wynik spotkania otworzył Allagui, ale jeden punkt gospodarzom uratował w końcówce Podolski. Do 75. minuty na placu gry przebywał Sławomir Peszko, a Adam Matuszczyk i Eugen Polanski cały mecz przesiedzieli na ławce rezerwowych.
13 grudnia o 20:30 na RheinEnergie Stadion zmierzyły się drużyny FC Koeln i FSV Mainz w ramach zaległego meczu 13. kolejki Bundesligi. Spotkanie nie doszło do skutku w pierwszym terminie ze względu na próbę samobójczą Babaka Rafatiego, który miał prowadzić tamte zawody. W lepszej sytuacji przed tym spotkaniem byli gospodarze, którzy w przypadku wygranej mogliby zbliżyć się do górnej połowy tabeli i dać swoim fanom nadzieję na walkę o europejskie puchary w rundzie wiosennej. Z kolei Mainz czuło na swoich plecach oddech outsiderów tabeli i z pewnością liczyło tutaj na korzystny wynik, by później mieć spokojną zimę.
Od początku obie strony grały niezwykle ambitnie. Piłkarze dużo biegali, walczyli, nie było straconych piłek. Pierwszą okazję już w 3. minucie miał Bungert, ale jego główka była niecelna. Później nastąpił długi fragment, w którym nie działo się zbyt dużo. Kibice mogli zacząć przysypiać, ale po ponad kwadransie rozbudził ich nieco strzał Podolskiego, niestety zablokowany przez gości. Miejscowi widzowie mogli też zadrżeć, gdy zobaczyli akcję z udziałem Brecko i Rensinga. Doszło między nimi do nieporozumienia i o mały włos defensor skierowałby piłkę do własnej bramki.
Na szczęście w dalszej części defensywa Kolonii prezentowała się znacznie lepiej. Bardzo ładną akcję prawą stroną przeprowadził Allagui, który próbował dogrywać do Stiebera, lecz podanie w ostatniej chwili przeciął niezawodny Geromel. Trzeba przyznać, że spotkanie było wyrównane ale jeśli mielibyśmy na kogoś wskazać, to byłaby to drużyna Mainz. Przyjezdni znacznie częściej gościli pod bramką rywala i gdyby nie ofiarna gra obrońców, z pewnością padłyby gole. Do najgroźniejszej akcji doszło tuż przed przerwą. Wtedy to ładny wolej Soto przyjął na siebie jeden z defensorów, a dobitka Gavranovicia była zbyt lekka, by zaskoczyć Rensinga. Zaraz potem arbiter zakończył nudną i bezbramkową pierwszą połowę.
Jednak nudna nie oznacza, że nic się nie działo. Tempo było naprawdę niezłe i jedyne, czego brakowało, to bramkowe sytuacje. Najlepszym potwierdzeniem ambicji zawodników jest fakt, że do przerwy aż trzech piłkarzy miało na koncie żółte kartki. Po przerwie obie jedenastki wyszły bez zmian i tak też wyglądała druga odsłona – nadrabianie braku umiejętności ambicją i lekka przewaga Mainz. Chociaż tuż po wznowieniu gry świetną akcję przeprowadzili gospodarze. Podolski ładnie zgrał do Jajalo, którego uderzenie odbił Wetklo, a dobitka Clemensa poleciał w trybuny. FC Koeln powinno prowadzić.
W 55. minucie obaj szkoleniowcy dokonali roszad. Eichner zastąpił kontuzjowanego Sereno, a po drugiej stronie Choupo Moting wszedł w miejsce Stiebera. Chwilę później indywidualnie zaatakował Gavranović, lecz zabrakło celnego wykończenia. Mainz wciąż miało przewagę, wciąż było pod bramką rywala i w końcu przyniosło to efekty. W 70. minucie kapitalnym dośrodkowaniem popisał się Baumgartlinger, a niepilnowany Allagui nie dał szans Rensingowi na skuteczną interwencję, precyzyjnie strzelając głową. Podopieczni Tuchela zasłużenie objęli prowadzenie. Lecz kilka chwil później znów mógł być remis. Clemens dograł do Podolskiego, który potężnie uderzył, ale piłką po rękach Wetklo zatrzymała się na poprzeczce. To nie był dzień urodzonego w Gliwicach napastnika, bo zaledwie 60 sekund później piłkarz miał czas i miejsce, by przymierzyć z dystansu, ale kompletnie zepsuł tę próbę.








